Armia. Odstraszanie poradzieckim sprzętem [Mam pytanie]

    Armia. Odstraszanie poradzieckim sprzętem [Mam pytanie]

    Roman Laudański

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Z dr. SŁAWOMIREM SADOWSKIM, politologiem z UKW w Bydgoszczy o uzbrojeniu i potrzebach polskiej armii.

    Rozmowa „Gazety Pomorskiej“


    Ostatni raport NIK bardzo krytycznie ocenia modernizację wojska. Podobno mamy dobrych żołnierzy, ale już ich uzbrojenie pochodzi z minionej epoki.

    Niektóre kategorie uzbrojenia są naprawdę na światowym poziomie, ale są i pamiętające dawne czasy ścisłej kooperacji ze Związkiem Radzieckim. Efektywność sił zbrojnych jest taka, jak efektywna jest najsłabsza kategoria uzbrojenia.
    Trudno mówić o pojedynczych egzemplarzach, mówimy raczej o systemach uzbrojenia. A z tym jest kłopot. Gdybyśmy spojrzeli na system obrony powietrznej, to nie ma uzbrojenia dalekiego zasięgu, a już rakiet to w ogóle.

    Gdyby ten potencjalny wróg wystrzelił rakiety np. z Obwodu Kaliningradzkiego, to my nie mamy czym ich strącić?
    Poza rakietami średniego zasięgu w wojskach lądowych, w obronie powietrznej mamy przestarzały sprzęt. Rakiet dalekiego zasięgu w ogóle nie ma, ciągle słyszymy o koniecz ności ich zakupu, politycy wskazują na system Patriot, a jeśli chodzi o rakiety krótkiego i średniego zasięgu, to są one po prostu stare.

    Wojska pancerne dysponują niemieckimi czołgami Leopard, do których – jak słyszałem – nie potrafimy zrobić pocisków przebijających pancerze rosyjskich czołgów.

    Zwalczanie czołgów nie polega wyłącznie na jego – powiem potocznie – rozwaleniu. Najważniejszą rzeczą jest unieruchomienie czołgu, do czego wystarczą działa Leopardów II. Jeżeli chodzi o czołgi dla polskiej armii to jesteśmy w ślepej uliczce. Polska od lat dysponowała całkiem porządnym przemysłem czołgowym.

    Uważam niemieckie Leopardy za „kukułcze jajo”. Z niemieckim czołgiem wiąże się cały system zaopatrzenia, remontów i logistyka. Wojsko polskie przestało kupować polskie czołgi.

    Aż boję się pytać o śmigłowce, bo wszyscy słyszeli o Caracalach.

    Na współczesnym polu walki bez śmigłowców trudno się obejść. Pytanie – skąd je wziąć? Przypomnę, że mieliśmy bardzo porządny własny przemysł śmigłowcowy. Świdnik wyprodukował prawie pięć tysięcy śmigłowców Mi 2, to była chyba jedna z najdłuższych serii na świecie. Mamy udaną wersję Sokoła z wersją wojskową Huzar. Zamiast to doskonalić – sprzedaliśmy przemysł śmigłowcowy, po prostu wpuściliśmy lisa do kurnika. Włosi promują swoją Augustę, a Amerykanie przejęli Mielec. I polski przemysł śmigłowcowy umarł. Teraz minister Macierewicz chciałby go odbudować, ale nie wie, jak. Była propozycja współpracy z Ukraińcami, ale to musi być planowanie wieloletnie, a nie doraźne zakupy!

    MON chwali się systemami artyleryjskimi Krab i Rak.
    Projekt był wprowadzany 20 lat temu. Pierwotne podwozie okazało się za słabe, kupiono koreańskie i uważam to za nieporozumienie! Całą logistykę trzeba dostosować do jednego typu sprzętu! Dobrze, że mamy takie działo, ale to po prostu dziwactwo.

    Czym grozi nam marazm w modernizacji armii?

    Spośród armii Europy Środkowo – Wschodniej – poza Rosjanami, którzy w ostatnich latach bardzo się zmodernizowali – nasze wojsko specjalnie nie odstaje, ale są segmenty, które odstają od współczesnego pola walki.

    Czytaj także

      Komentarze

      Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Wideo