To już jest koniec

    To już jest koniec

    Magdalena Bobkowska [email protected]

    Gazeta Pomorska

    Gazeta Pomorska

    To już jest koniec

    ©MONOLITith

    Czy film o ostatnich dniach życia Hitlera wywołuje współczucie dla potwora? "Upadek" dziś wchodzi do kin. <b>
    To już jest koniec

    ©MONOLITith

         Obraz kosztował 14 milionów euro i już w pierwszych dniach wyświetlania przyciągnął do kin pół miliona Niemców. Film powstał na podstawie wspomnień ostatniej sekretarki Hitlera, Traudl Junge, która była z kanclerzem Rzeszy w berlińskim bunkrze aż do jego samobójczej śmierci 30 kwietnia 1945 roku. Za kanwę scenariusza posłużyła też książka "Upadek. Hitler i kres III Rzeszy" niemieckiego historyka dr Joachima Festa.
         Kaci zbyt mili?
         
    Krytycy w Niemczech i na całym świecie obawiają się, że obraz Olivera Hirschbiegela wzbudzi sympatię do kanclerza III Rzeszy. Zarzuty o zbytnie uczłowieczenie hitlerowskich oprawców wysunięto też wobec Joachima Festa. Ten, na spotkaniu z dziennikarzami w Berlinie, mówił: - Od początku do końca filmu widz ma świadomość, że sprawca tej strasznej rzezi na ulicach Berlina siedzi tam na dole, w bunkrze, i z drżeniem rąk wydaje rozkazy, a zgromadzeni wokół niego służący prześcigają się w ich wypełnianiu. Rozmawiałem po obejrzeniu filmu z wieloma młodymi ludźmi. Nikt z nich nie miał wątpliwości, że Hitler to uosobienie zła.
         Nie wszyscy jednak, nawet w samych Niemczech, zdają się być co do tego przekonani. Na przykład znany niemiecki reżyser Wim Wenders powiedział, że drzemiące w "Upadku" niebezpieczeństwo polega na tym, iż przyjmuje punkt widzenia katów i silnie oddziałuje na widza, a brak komentarza sprawia, że obraz można dowolnie interpretować.
         Także i u nas, w Polsce, już rozmawia się o tym, mogącym wzbudzać sprzeciw i rozdrażnienie - zwłaszcza wśród starszych - obrazie. - Widziałem wiele filmów, ukazujących tragiczne wydarzenia z okresu II wojny światowej. Niektóre pozostały w mojej pamięci do dnia dzisiejszego. "Upadek" również będzie takim obrazem - opowiada dr Zbigniew Wawer, historyk, który znalazł się w gronie polskich widzów, dziennikarzy i naukowców, którzy już widzieli "Upadek". - Robi ogromne wrażenie. Ma swój klimat, dramaturgię, którą tworzy między innymi świetna gra aktorów, zwłaszcza Szwajcara Bruno Ganza, wcielającego się w kanclerza III Rzeszy. Bardzo dobra jest również Juliane Kohler grająca Ewę Braun czy Thomas Kretschman w roli Fegeleina.
         
    Tamte dni
         
    A jak jest z odwzorowaniem faktów historycznych? - Czytałem wiele książek i artykułów, oglądałem filmy dokumentalne o ostatnich dniach Berlina. Byłem mile zaskoczony widząc, że realizatorzy "Upadku" wiernie odtworzyli miejsca, w których rozgrywa się akcja, takie jak bunkier czy kancelaria oraz panującą w nich atmosferę. Możliwe, iż stało się tak dzięki wykorzystaniu relacji uczestników tamtych wydarzeń. Mam na myśli najczęściej wymienianą w "Upadku" sekretarkę Hitlera Traudl Junge (graną przez Alexandrę Marię Lara), której wspomnienia dotyczą jednak tylko wydarzeń wewnątrz bunkra. Dla uzyskania pełniejszego obrazu sytuacji sięgnięto także po relacje Otto Gunsche (zmarł w 2003), jednego z adiutantów Hitlera. To on opisywał nieznane innym fakty z ostatnich dni życia wodza III Rzeszy. Wiele cennych informacji wniosły wspomnienia generała Wilhelma Mohnke, dowódcy obrony dzielnicy rządowej, czyli tzw. "Cytadeli", oraz profesora Ernesta Schencka - lekarza. Ten ostatni w filmie został pokazany w pozytywnym świetle, ale historycy mają co do tego obiekcje, bo jego nazwisko pojawia się w dokumentach dotyczących eksperymentów medycznych w obozie koncentracyjnym w Mauthausen. Sporo o tym, co działo się w kancelarii, wie też zapewne telefonista Minsch - jedyny żyjący do dziś świadek tamtych wydarzeń.
         Jak umierał
         
    Przedstawienie najbardziej tajemniczego i obrosłego legendą wydarzenia z tamtych dni, czyli śmierci Hitlera, prawdopodobnie zostało oparte na przekazie jego adiutanta, Gunsche, który wynosił zwłoki. - W rzeczywistości nadal nie wiemy, jak Hitler popełnił samobójstwo, i czy razem z nim zginęła Ewa Braun. Rosjanie co prawda mają u siebie jego szczątki, ale nigdy nie zezwolili na poddanie ich jakimkolwiek badaniom.
         Według dr Zbigniewa Wawra filmowy Hitler nie budzi współczucia czy choćby cienia sympatii. To człowiek chory, opętany szaleńczą wizją, wpadający we wściekłość, gdy coś dzieje się nie po jego myśli. Z jego działań i wypowiedzi wynika, że nie zależy mu na życiu narodu niemieckiego, a w tym ostatnim okresie na losie berlińczyków i samego miasta. W filmie odnosi się z szacunkiem do sekretarki czy innych osób z bliskiego personelu, ale taka była rzeczywistość. Z drugiej strony wpadał w szał, gdy którykolwiek z generałów nie spełnił jego oczekiwań.
         Nad narodem
         
    Oryginalność (i kontrowersja) filmu polega na tym, że ukazuje Hitlera nie jako obdarzonego nadprzyrodzonymi mocami diabła, ale zwykłego człowieka, cierpiącego m.in. na chorobę Parkinsona, opętanego szaleńczą wizją świata. Takie jego przedstawienie jeszcze mocniej uświadamia widzowi, jak szaleniec może wpływać na losy narodu czy świata. - Postać przywódcy III Rzeszy stanowi przerażającą przestrogę, dlatego też "Upadek" ma uniwersalne i ponadczasowe przesłanie. Sposób, w jaki został przedstawiony Hitler, można odnieść do Stalina i wszelkich innych dyktatorów na całym świecie, dawnych i dzisiejszych. Reżyser pokazuje, jak skrajna ideologia może opętać naród i do czego to później prowadzi - konkluduje dr Wawer.
         Sympatii nie budzi też Goebbels i jego żona. Historia uśmiercenia przez nią sześciorga ich dzieci należy do najbardziej poruszających. Scena, w której matka wkłada do ust uśpionych dzieci kapsułki z trucizną i zaciska szczęki, pozostaje w pamięci. Podobnie jak likwidowanie na ulicach Berlina dezerterów. To właśnie w ostatnich dniach agonii III Rzeszy w mieście pojawiły się specjalne komanda, których zadaniem było zabijanie wszystkich odmawiających udziału w walce. Świetnym przeciwstawieniem zastraszonych i zalęknionych berlińczyków jest postać grubasa w skórzanym płaszczu, który dokonuje egzekucji na wyciągniętych z domu starcach.
         Czy zatem "Upadek" faktycznie może wywoływać współczucie? Owszem, ale... - ... wobec ludności cywilnej, która, wplątana w tryby wojny, ponosiła na ulicach Berlina największą ofiarę. My, Polacy, jesteśmy jednak uwikłani w tę wojnę, jako ofiary, i dlatego też wiele osób może nie zrozumieć intencji autorów obrazu, którzy stworzyli film antywojenny, a nie gloryfikujący Hitlera. Trzeba podkreślić, że opowiada on o dziesięciu ostatnich dniach z życia Hitlera i dotyczy tylko tego okresu. W związku z tym wszelkiego rodzaju uwagi, że w filmie brak przedstawienia wielu wydarzeń z okresu II wojny światowej są chybione, gdyż zamysłem autorów było skupienie się tylko na ostatnim okresie z życia Hitlera - podsumowuje dr Wawer.
         Postać Hitlera jest dosyć częstym motywem pojawiającym się w kinie - powstało już około 50 filmów nawiązujących do biografii wodza III Rzeszy. Jednak krytycy zgodnie uznają, że "Upadek" jest filmem wyjątkowym, przełamującym dotychczasową konwencję. Został niemieckim kandydatem do tegorocznego Oscara.
         

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo