Na goraco

    Jan Raszeja

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Spokojne były te Święta. Zawsze zresztą są takie spokojne, rodzinne, miłe, trochę senne, niewiele się dzieje.
         W końcu: tego właśnie po nich się spodziewamy.
         Ale to właśnie dokładnie przed rokiem, w drugi ich dzień, zginęło kilkaset tysięcy ludzi - 230 tysięcy, może nawet 400, nikt pewnie ich już nigdy nie zliczy. My, którzy w większości urodziliśmy się po wojnie, staliśmy się świadkami jednej z najstraszniejszych katastrof w dziejach nowożytnego świata; wielu z nas wtedy po raz pierwszy usłyszało o tsunami - ze jest i zabija.
         Wówczas pojeliśmy jeszcze dwie rzeczy. Pierwsza: zobaczyliśmy czym jest naprawdę solidarność z innymi, zrozumieliśmy prawdziwe znaczenie tego, nadużywanego z byle okazji i w ogóle bez okazji, słowa. W pomocy dla ofiar zabójczej fali zjednoczyły się rządy, państwa, zwykli ludzie - i dali wszystko co mogli dać tym, którzy przeżyli.
         Zrozumieliśmy również, że jeszcze nie jesteśmy panami tej ziemi. Nie panujemy nad ogniem, wodą, podmorskim dnem, klimatem. I - z całą swoją wiedzą, nauką, pychą, dumą z tego czego już dokonaliśmy i nadzieją na to co zrobić chcemy - przyjść może czas, gdy staniemy bezradni i bezbronni wobec gniewu planety, którą od tysięcy lat uznajemy za swoją własną.
         Strasznie wysoką cenę zapłaciliśmy za tę lekcję człowieczeństwa i pokory.
         

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo