Plan lekcji jak z księżyca

    Plan lekcji jak z księżyca

    Joanna Grzegorzewska [email protected]

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    fot. szymon kiżukSzymon, Przemek i Maciej z klasy VI c z SP 1 w Toruniu chcieliby, aby wf był zawsze na końcu lekcji

    fot. szymon kiżuk Szymon, Przemek i Maciej z klasy VI c z SP 1 w Toruniu chcieliby, aby wf był zawsze na końcu lekcji ©Fot. Szymon Kiżuk

    Na pierwszej lekcji nie powinno być ani matematyki, ani fizyki. Lekcje powinny rozpoczynać się o tej samej porze, a przerwy muszą trwać dłużej niż 5 minut.
    fot. szymon kiżukSzymon, Przemek i Maciej z klasy VI c z SP 1 w Toruniu chcieliby, aby wf był zawsze na końcu lekcji

    fot. szymon kiżuk Szymon, Przemek i Maciej z klasy VI c z SP 1 w Toruniu chcieliby, aby wf był zawsze na końcu lekcji ©Fot. Szymon Kiżuk

    Ułożenie planu lekcji to nie taka prosta sprawa - klas dużo, sal zazwyczaj mało, jeden nauczyciel może mieć "okienko", drugi nie... No i ten Sanepid! Plan lekcji musi się podobać inspektorom z Sanepidu, bo...
    Bo, jak się okazuje, przy układaniu planu dyrektorowi szkoły przyświecać powinny zasady z zakresu "higieny pracy umysłowej uczniów".
    - A niektóre z tych zasad są jak wzięte z księżyca - przyznaje Elżbieta Michałek, dyrektor Gimnazjum nr 4 we Włocławku.
    Zabawy z przeponą
    A na domiar złego, tych "wytycznych" jest wiele. Wśród nich, między innymi, i takie:
    - zajęcia należy rozpoczynać o stałej porze;
    - należy przestrzegać limitu godzin w danym dniu: w klasach IV-V - sześciu godzin, w klasach VI, w gimnazjum i wzwyż - siedmiu godzin (z wyjątkiem szkół, w których program wymaga większej liczby godzin);
    - różnica liczby godzin lekcyjnych pomiędzy kolejnymi dniami tygodnia nie powinna być większa od 1 godziny;
    - konieczna przerwa 20 minutowa, pozostałe przerwy nie krótsze niż 10 minut;
    - zaleca się, aby co najmniej jedną godzinę lekcyjną przeznaczyć na zajęcia z elementami ruchu, takie jak wychowanie fizyczne oraz plastyka, muzyka i godzina wychowawcza...
    Młodzież komentuje: "Elementy ruchu na plastyce? Czyżby machanie pędzlem miało się do tego zaliczać?; "A godzina wychowawcza? Mamy skakać po ławkach, czy co?"; "A muzyka? Może chodzi o przeponę?". Ha, ha, ha; chi, chi, chi...
    - Zasady nieżyciowe - mówią nauczyciele.
    - Nieprzystające do obecnej rzeczywistości - przyznają w kuratorium.

    To nie ma znaczenia

    Jeśli nasze wytyczne "nie przystają", to kiedy zostały ustalone?
    - W latach siedemdziesiątych - mówi Wanda Kowalczyk, kierownik Sekcji Higieny Dzieci i Młodzieży Powiatowej Stacji Sanitarnej w Bydgoszczy.
    W latach siedemdziesiątych ktoś stwierdził też, że uczniowie nie mogą zaczynać lekcji od tak zwanych przedmiotów trudnych, czyli na przykład matematyki, fizyki, chemii, za łatwe uznając język polski, historię, geografię, biologię. I tak już zostało. Do dziś. I po co to?
    - Żeby dzieci się nie stresowały - tłumaczą w Sanepidzie.
    - Polski czy matematyka, fizyka czy historia na pierwszej lekcji - to nie ma znaczenia - mówi Ewa Kozanowska, historyczka i dyrektor Gimnazjum nr 5 w Bydgoszczy. - Dzieci po prostu są mniej kontaktowe, bo jeszcze się nie obudziły. A myśleć trzeba i na matematyce, i na historii. Może, gdyby do tych łatwych zaliczyć tylko plastykę i muzykę, to byłoby sensowniejsze?
    Zresztą, dla jednego ucznia biologia jest łatwa, dla drugiego - nie. Są uczniowie, którzy boją się geografii, i są tacy, którzy najswobodniej czują się na matematyce.

    Bezradnie rozkładają ręce

    A co zrobić z informatyką i religią? Tych przedmiotów w latach siedemdziesiątych nie było w szkole. Za jakie je uznać? Za łatwe, czy za stresujące? Ten pierwszy przedmiot chociażby pozostaje przecież w ścisłym związku z matematyką, prawda?
    Osoby przeprowadzające kontrole w szkołach bezradnie rozkładają ręce i mówią: "nie wiemy, jak je traktować". Problem jest też z obowiązkowymi 10-minutowymi przerwami lekcyjnymi.
    - Wiemy, że to ciężka sprawa, szczególnie w przepełnionych szkołach, w których nauczyciele pracują na zmiany - mówią kontrolerki.
    Ciężka tym bardziej, że często w tej sprawie interweniują rodzice. Dzwonią do Sanepidu i narzekają. Albo mają pretensje. Ale nie dlatego, że przerwy są zbyt krótkie i dziecko nie ma czasu na zjedzenie drugiego śniadania. Dlaczego więc?
    - Dlatego, że pobyt dziecka w szkole, jeśli wydłużymy mu przerwy, przedłuża się znacznie. I potem dzwoni taka jedna mama, druga i trzecia, cała w pretensjach, że jej dziecko zawsze wracało do domu wcześnie, a teraz Bóg wie, o której godzinie i że dyrekcja szkoły nie dba o higienę umysłową dzieci. To błędne koło - dodają kontrolerki.
    Po co więc takie normy?

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo