To był inny hokej

    ROZMAWIAŁ MARCIN DROGORÓB

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Rozmowa z JAROSŁAWEM KŁYSEM, obrońcą reprezentacji Polski i TKH ThyssenKrupp Energostal Toruń
    - Jak oceniasz swój występ na turnieju EIHC w Sarpsborgu? Strzeliłeś dwie bramki, więc chyba masz powody do zadowolenia?

    - Nie przeceniajmy tych bramek, w końcu zdobyłem je w przegranym wysoko spotkaniu, z drugiej strony trafienia w kadrze zawsze maja inny wymiar. Dodają pewności. Obie bramki zdobyłem, gdy graliśmy w przewadze i przy obu asystował Łukasz Sokół. Najpierw graliśmy w pięciu na trzech, a przy drugim trafieniu 5 na 4. Gole padły po typowej wymianie krążka wzdłuż niebieskiej linii między Łukaszem i mną. Można powiedzieć, że strzał z dystansu to mój znak firmowy, w lidze też udało mi się tak trafić do siatki.

    - Reprezentacja z meczu na mecz grała coraz lepiej, turniej zakończyliście zwycięstwem nad wyżej notowaną Danią, która gra w hokejowej elicie?

    - Jadąc do Norwegii mieliśmy świadomość tego, że wszyscy trzej rywale są od nas silniejsi. My na co dzień jesteśmy przyzwyczajeni do poziomu ligowego, a wiadomo jaka jest PLH. Turniej EIHC to zupełnie inny hokej, gra na znacznie wyższych obrotach. W pierwszym spotkaniu z Norwegami zostaliśmy rozbici przez gospodarzy, nie mieliśmy w zasadzie pomysłu na to jak im się przeciwstawić, ciężko jest drużynie w całości składającej się z zawodników występujących w kraju przestawić się na wyższy poziom. W spotkaniu z Białorusią zagraliśmy już znacznie lepiej taktycznie i gdyby nie braki kondycyjne w III tercji mecz nie skończyłby się wynikiem 0:4, który sugerowałby łatwe zwycięstwo rywali. Po tym meczu mieliśmy męską rozmowę z trenerem Rohaczkiem i zmobilizowaliśmy się maksymalnie na starcie z Danią. Zagraliśmy bardzo konsekwentny hokej, wykorzystaliśmy przewagi. Generalnie w całym turnieju gole dla Polski padały tylko w przewadze. To tez jest materiał do analizy. Wygrana z Danią wyżej notowaną ekipą pokazuje, że potrafimy wyciągać wnioski z gry z silniejszymi zespołami, szybko się uczymy i możemy im dorównać. Dlatego im więcej będzie takich turniejów, im częściej będziemy grać z mocnymi przeciwnikami, tym większe zrobimy postępy. Niestety, nasza liga nam tego nie zapewni.

    - Trener Rudolf Rohaczek wystawiał indywidualne oceny?

    - Z pewnością robi sobie jakiś ranking hokeistów, ale głośno o tym nie mówi. Miarą tego jak nas ocenia jest to jak często wysyła nas na lód i w jakich momentach. Ja z Łukaszem Sokołem graliśmy w pierwszej piątce ze Słaboniem, Sarnikiem i Łopuskim. Trener wysyłał nas do gry w przewadze i także w osłabieniu. Z tego wniosek, że chyba spełnialiśmy jego oczekiwania. Trzeci z graczy TKH w kadrze Bartek Dąbkowski grał w parze z Sebastianem Łabuzem, ponadto został uznany najlepszym polskim graczem w meczu z Białorusią więc też może być zadowolony.

    - Jak oceniasz swą pozycję w kadrze?

    - Rudolf Rohaczek mówił po turnieju, że do drużyny doszło kilku młodych zawodników i oni dostali swoją szansę, ale jest jeszcze sporo graczy, których szkoleniowiec będzie brał pod uwagę przede wszystkim grających za granicą i kilku, którzy na ten turniej nie pojechali. Przed nami turnieje EIHC w Kijowie i w Toruniu, a potem mistrzostwa świata Dywizji 1 w Chinach. Trener podkreślał, że trzon kadry już jest.

    - Ty należysz do tego trzonu, myślisz o wyjeździe do Chin?

    - Na to chyba jeszcze jest za wcześnie, chociaż w kadrze nie jestem od wczoraj, występowałem w poprzednich mistrzostwach i mam pewne doświadczenie. Jeśli potwierdzę dobrą dyspozycję w kolejnych sparingach i turniejach, to kto wie?

    - Przejdźmy do tematów klubowych. Jak ci się gra z nowymi napastnikami "Stalowych Pierników" Rudolfem Vercikiem i Martinem Ambruzem?

    - Rozegraliśmy raptem jeden mecz, więc trudno to ocenić. Sadzę, że nie bez przyczyny trener tak ustawił pierwszą piątkę. Zgrywamy się i rozumiemy na lodzie coraz lepiej. Po kilku wspólnych treningach widać, że to nieźli zawodnicy, wiele potrafiący.

    - Przed wami wyjazdowy weekend. W piątek gracie w Katowicach z Cracovią, a w niedzielę w Sosnowcu z Zagłębiem.

    - Musimy w końcu przełamać się i wygrać na wyjeździe. Zdajemy sobie doskonale sprawę, że Cracovia i Zagłębie to drużyny do których tracimy najmniej punktów, możemy ten dystans skrócić. Ja jednak obawiam się tych dwóch podróży na Śląsk. Po 6 godzinach jazdy człowiek wychodzi skołowany na lód, chyba, że działacze załatwią nam tam nocleg. Wtedy do meczu z Sosnowcem stanęlibyśmy bardziej wypoczęci.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo