Barwy walki wyborczej

    Barwy walki wyborczej

    MICHAŁ ŻUROWSKI Współpraca Adam Willma i Karol Poliński

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Barwy walki wyborczej

    ©Fot. Tytus Żmijewski

    Gospodarze, często bezpartyjni, niekonfliktowi i blisko ludzi - tak w kampanii wyborczej chcieli być postrzegani pretendenci do najważniejszych samorządowych stanowisk w regionie.
    Barwy walki wyborczej

    ©Fot. Tytus Żmijewski

    Pamiętacie? To z jesiennej kampanii wyborczej do parlamentu z ub. roku: - Jak dojść do dworca? - pada pytanie na jednej z gdańskich ulic. - Prosto i za czwartym Tuskiem w prawo...

    Gdyby w Bydgoszczy ktoś przyjezdny wyszedł w tych dniach z ul. Zamoyskiego na Gdańską i szedł ku Dworcowej, powinien maszerować wciąż prosto i odbić za dziewiętnastym Dombrowiczem, ewentualnie za czternastym Jasiakiewiczem. Jeśli się komuś nie chce aż do tylu liczyć, niech szuka przecznicy za dwoma dużymi Walkowiakami i jedną sporą Piotrowską na opasłych betonowych słupach.
    Ci na lampach, ci na słupach, a Dombrowicz wszędzie...

    Spacer główną ulicą największego miasta województwa nie pozostawiał tej jesieni wątpliwości - wybory! Gdyby nie afisze zapowiadające występ kabaretu "Formacja Chatelet", baner zapraszający na wystawę sztuki holenderskiej i przypomnienie na ścianie frontowej Polskiego Radia o 50-leciu bydgoskiej opery, można by myśleć, że poza wyborami nic się w mieście nie dzieje. Gdyby natomiast oceniać tę kampanię wyłącznie po obrazkach z Gdańskiej, trudno było się oprzeć wrażeniu, że w wyścigu o prezydenturę bierze udział tylko dwóch kandydatów: Konstanty Dombrowicz i Roman Jasiakiewicz. Reszta jest milczeniem (Roman Sidorkiewicz, Jan Rulewski) lub pozostaje w tle tak głębokim (Andrzej Walkowiak, Teresa Piotrowska, Elżbieta Krzyżanowska) jakby już ten pojedynek poddała.
    Trzy kolejne lampy, na każdej Dombrowicz nad Jasiakiewiczem; raz tylko między nimi kandydat na radnego Pulchny. Witryny okiennej między Zamoyskiego a Mickiewicza kandydaci na radnych PiS i mister elegancji z drużyny Krzyżanowskiej - Wiesław Olszewski (pojawi się jeszcze nieco dalej w szybie sklepu z butami i w rybnym). Na ostatniej lampie przed światłami niespodzianka - Jasiakiewicz... solo, a dalej - już za skrzyżowaniem - na wielkim betonowym słupie ogłoszeniowym Walkowiak. I znów lampy z Dombrowiczem i Jasiakiewiczem, i znów słup z Walkowiakiem, wreszcie wiata tramwajowa przed Cieszkowskiego: były prezydent Warczak popierający Dombrowicza... I znów lampy z najbardziej eksponowaną parą: Dombrowicz nad Jasiakiewiczem, i jeszcze raz, i jeszcze...

    Po obejściu Gdańskiej do Focha i z powrotem do Zamoyskiego liczymy tę siłę rażenia i wyniki są dla pozostałych kandydatów nokautujące: obecny prezydent pojawił się na tym odcinku 39 razy, jego poprzednik 30 razy, Walkowiak 11-krotnie, do policzenia wizerunków Piotrowskiej i Krzyżanowskiej wystarczą palce jednej ręki. Rulewskiego zobaczymy dopiero u wlotu na Mostową, a Sidorkiewicza wcale.
    Nie dość, że urzędującego prezydenta miasta wszędzie na Gdańskiej pełno, to promuje się on w sposób najokazalszy - na wielkich, mocowanych na linach, transparentach - w najlepszych miejscach: przed budynkiem mieszczącym niegdyś Liceum Plastyczne, przed Muzeum Wyczółkowskiego... Tak dobry adres - jedna z najpiękniejszych secesyjnych pereł miasta, ta na rogu pl. Wolności i Gdańskiej - ma jeszcze tylko wizerunek Teresy Piotrowskiej. No, ale to akurat nie dziwi - kandydatka promuje się przecież na ścianie siedziby swojego biura poselskiego.
    Szanse na zauważenie niemal wszystkich kandydatów do prezydenckiego fotela wyrównują się nieco, dopiero wtedy, gdy schodzimy z Gdańskiej i kierujemy się na Mostową. Tam wiszą już nie tylko Dombrowicz i Walkowiak, ale także - wreszcie! - Rulewski i Krzyżanowska.

    Stan wyjątkowy

    Wrażenia z Gdańskiej mogą być jednak złudne. W pozostałych częściach miastach, zwłaszcza przy głównych przelotowych arteriach układ kampanijnych sił jest inny. No, może nie diametralnie inny, bo Dombrowicz na "koziołkach" i tak pojawia się na pasach zieleni przy niemal każdej jezdni i na wszystkich rondach, ale tam dość równorzędnie rywalizuje z nim już nie tylko Jasiakiewicz, ale także Rulewski. Tyle, że jeśli nawet ktoś zauważy przy jezdni planszę Rulewskiego, to za chwilę tą jezdnią przejedzie autobus - np. "60" oklejony Dombrowiczem lub tramwaj - choćby "6" - z Piotrowską.

    Ronda natomiast kojarzyć się będą pewnie już do końca tej kampanii z historią daleką od fair play. Przypomnijmy, że "Pomorska" dotarła do przedsiębiorcy, któremu krótko przed kampanią wyborczą bydgoski Zarząd Dróg odmówił ustawienia na rondach reklamowych "koziołków", bo... "takie są przepisy". Dziwnym trafem te same przepisy jakoś nie przeszkadzały (uzasadnienie: "wybory to sytuacja wyjątkowa") ustawić w tych miejscach dziesiątków, jeśli nie setek "Dombrowiczów", a po nich "Rulewskich", "Jasiakiewiczów" i innych. Nie można jednak nie zauważyć, że w tej "wyjątkowej sytuacji" na rondach jako pierwszy pojawił się akurat obecny prezydent miasta, któremu ów Zarząd Dróg podlega.

    Podobna sytuacja była zresztą w Toruniu, gdzie szef sztabu Mariana Filara zarzucał naruszenie konstytucyjnej zasady równości prezydentowi Michałowi Zaleskiemu. Poszło o latarnie, którymi zarządza podległy Zaleskiemu Zarząd Dróg. Właśnie na latarniach sztabowcy obecnego prezydenta Torunia powiesili jego promocyjne flagi, po czym na żądanie konkurencji pokazali umowę z Zarządem Dróg: 120 flag na latarniach za 350 zł.

    Prezydenci na urlop!

    Hitem tegorocznej kampanii wyborczej w regionie jest telewizyjna reklamówka 43-letniego Tomasza Zielińskiego związanego z LPR, który ubiega się o mandat radnego w podbydgoskim Nakle. Kandydat sfilmował się pod prysznicem z o połowę młodszą od siebie dziewczyną. Mówi, że w ten sposób chciał zwrócić uwagę na możliwości wykorzystania złóż geotermalnych leżących pod Nakłem.

    Z kielnią i wasserwagą w swoich rękach zachęca do głosowania na siebie Ryszard Chodynicki, niegdyś prezydent Włocławka. "Buduj razem z nami" - grzmi z plakatu. We Włocławku nie ma kina, więc obecny prezydent zaprosił wszystkich wyborców na darmowy seans do "Hali Mistrzów".

    Jacek Olech, wyrzucony z pracy wiceprezydent Inowrocławia wykorzystuje w reklamówce dźwięki corridy. Tyle że nie kończą się one zwyczajowym "Ole!" ale "Olech!".

    W Łabiszynie uwagę przyciąga radny, który chwali się, że ma wykształcenie "równoważne wyższemu". Wyjątkowo zdesperowany musi być bydgoszczanin, który postanowił zostać radnym w ... Lnianie. Jego jedyny związek z tą miejscowością to... działka letniskowa, na której kandydat specjalnie się zameldował.



    Warto byłoby jednak jakoś podobnym sytuacjom w przyszłości zaradzić. W naszej kulturze politycznej trudno liczyć na fair play. Zawsze znajdą się mali ludzie: prezydenci i burmistrzowie, którzy wykorzystają swoje stanowiska w grze o reelekcję albo usłużni, nadgorliwi urzędnicy wspierający w kampanii szefów i zapewniający o swojej bezinteresowności. Albo wreszcie ich konkurenci dopatrujący się w postępowaniu urzędujących włodarzy nadużyć - nawet gdyby formalnie wszystko było w porządku. Może więc potrzebny jest w ordynacji wyborczej zapis zobowiązujący prezydentów, burmistrzów i wójtów do urlopów przed wyborami - tak by nie mogli podejmować decyzji dotyczących kampanii, w których sami uczestniczą. A i kilka ogródków jordanowskich w jednym tygodniu listopada (sic!) - tak, jak we Włocławku - pewnie udałoby się otworzyć także bez udziału urzędującego prezydenta...

    Antena wyborcza

    O ile dość łatwo ocenić układ sił - i nawet skuteczność dotarcia do elektoratu - na placach i ulicach, o tyle trudniej to oszacować w radiu, a zwłaszcza w telewizji.
    Telewizyjna kampania wyborcza, szczególnie w najbardziej oglądanych stacjach ogólnopolskich, zupełnie nie oddaje istoty wyborów samorządowych. Jest przede wszystkim partyjna. Oglądamy więc "ogólnopaństwowe" obrazki z przywódcami największych ugrupowań politycznych, którzy powtarzają slogany używane równie chętnie przed wyborami do parlamentu. Na reklamę promującą w skali całego kraju konkretnych ludzi, stać tylko sztaby wyborcze kandydatów kalibru "warszawskiego" - Marcinkiewicza i Gronkiewicz-Waltz.

    Co innego radio, zwłaszcza stacje regionalne. Tu w blokach wyborczych przedstawiają się ludzie stąd. Tyle, że i na radiowej antenie są różne szkoły. PiS na przykład nie wymienia swoich kandydatów, nawet posła pretendującego do funkcji prezydenta. Wyborcom ma wystarczyć scenka rodzajowa, w której słowa "Prawo" i "Sprawiedliwość" są lekiem na wszystkie problemy i basta.

    Na przeciwnym biegunie radiowej strategii wyborczej jest PSL. Ludowcy, głosem swojego wojewódzkiego lidera, podsuwają słuchaczom dziesiątki nazwisk kandydatów z różnych miast i gmin, opatrzonych dodatkowo wykształceniem, zatrudnieniem, dokonaniami. Jeszcze inaczej rozgrywa tę kampanię na antenie Roman Jasiakiewicz. Pozapartyjny blok wyborczy Romana Jasiakiewicza - blok, czyli pewnie cała grupa ludzi aspirujących do samorządu - sprowadza się w radiu wyłącznie do Romana Jasiakiewicza. - Nazywam się Roman Jasiakiewicz, byłem prezydentem Bydgoszczy, zbudowałem przyszkolne baseny, Węzeł Zachodni, ulicę Kamienną... Teresę Piotrowską chwali w mediach elektronicznych przewodniczący Tusk, zapowiadając dzięki niej "rzekę pieniędzy z Unii Europejskiej". Jakiś anonimowy wielbiciel nie mówi nic o kwalifikacjach Elżbiety Krzyżanowskiej, ale podkreśla - jakby to był argument kładący rywali na łopatki - że to "kobieta z klasą". A po nim jeszcze, całkiem niepotrzebnie, dziewczyna kiepsko udająca przepytywaną na ulicy, deklamuje coś o Krzyżanowskiej niczym na akademii pierwszomajowej. I szumi z radia lipa...

    Strofy dla Ciebie

    Trudno doszukać się czegoś odkrywczego albo przynajmniej oryginalnego w hasłach wyborczych tej kampanii. Kandydaci chcą być postrzegani jako gospodarze (urzędujący prezydent Torunia i poprzedni prezydent Bydgoszczy) i obiecują być blisko ludzi i każdego dnia dla wyborców (Dombrowicz w Bydgoszczy i większość kandydatów we Włocławku). Pozytywne emocje stara się wywołać Rulewski ("Polubić Bydgoszcz"), negatywne - Krzyżanowska ("Stop degradacji Bydgoszczy i awanturnikom z tzw. prawicy"), a Walkowiak ("Bydgoszcz w ekstraklasie") pokazuje swojego sportowego ducha i gra na ambicjach bydgoskich wyborców.

    Przed kościołem Piotra i Pawła na placu Wolności jedna z osobliwości tej kampanii w Bydgoszczy: wielki plakat kandydata nr 1 na liście PiS do Sejmiku Wojewódzkiego - Grzegorza Schreibera (pracującego w Warszawie wiceministra sportu) opatrzony hasłem "Bliżej ludzi, bliżej Bydgoszczy". Dziwić może już samo kandydowanie do regionalnego samorządu kogoś, kogo w tym regionie na co dzień nie ma. Ale dopiero hasło "Bliżej ludzi..." nadaje tej kandydaturze szczególnego smaczku. Jakże to rzadka w kampaniach wyborczych autoironia lidera listy PiS.

    Jak to się robi w Toruniu...

    Prezydent Michał Zaleski występuje w neutralnych bordowych barwach, nie budzących skojarzeń z różową proweniencją kandydata. Kampania Zaleskiego jest wyraźnie bogatsza niż w poprzednich wyborach, semantycznemu "zwielokrotnieniu" uległo też wyborcze hasło "Czas na gospodarza", które w nowej kampanii brzmi "Czas na gospodarzy". Spoglądający z plakatów prezydent również mówi w liczbie mnogiej: "wspieramy kulturę", "odnawiamy Starówkę" albo "Budujemy... ".
    Nieporozumieniem okazały się flagi z nazwiskiem prezydenta, którymi upstrzono miasto. W deszczowej pogodzie poskręcały się i upodobniły się do bielizny wywieszanej na balkonach.

    Budowanie w wykonaniu Zaleskiego nie przypadło do gustu jednemu z jego podwładnych - Piotrowi Całbeckiemu (PO), dyrektorowi wydziału rozwoju i projektów europejskich w Urzędzie Miasta. "Zmiany są konieczne" - apeluje Całbecki na plakatach, nie precyzuje jednak, czy będzie burzył to, o czym z takim wysiłkiem komunikuje na plakatach Zaleski.

    Koleżanka Całbeckiego z listy PO Barbara Królikowska-Ziemkiewicz sięgnęła wysokiej półki, wybierając baner z mottem autorstwa Jana Pawła II: "Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali". Samodyscyplina to nie jedyny atut Ziemkiewicz: "doświadczenie czyni mnie bardziej skuteczną". Nadmiar informacji sprawia jednak, że statystyczny kierowca, któremu kandydatka ukazuje się nad głową, ma kłopot. Jeśli skupi się na papieskiej myśli, nie zdąży już dowiedzieć się, co czyni Królikowską-Ziemkiewicz skuteczną.

    Lewica i Demokraci przyoblekli się w żółć. Tak jak np. jeden z kandydatów do rady miasta - gdyby nie podpis (Grzegorz L. Kasprzycki) można by sądzić, że człowiek sukcesu na banerze walczy o fotel gubernatora Kalifornii.

    Bezpieczeństwo na toruńskich ulicach jest oczkiem w głowie innego kandydata lewicowej koalicji - Grzegorza Piotrowskiego. Argumentem kandydata jest zdjęcie dzieci, które w towarzystwie pana Grzegorz czują się najwyraźniej bezpiecznie.
    Toruńska lewica w ogóle ma słabość do dzieci - z dzieckiem występuje na plakacie Wacław Krankowski (zawsze w opozycji do głównego nurtu w SLD - ale żeby od razu wybierać bordo w tle?), a także "Wiarygodny i skuteczny marszałek" - Waldemar Achramowicz (czerwony, z żółtym akcentem).

    PiS-wski kandydat na prezydenta Torunia Grzegorz Górski na plakatach wystąpił bez nieodłącznych okularów. Być może liczy, że wyborcy kojarzący go dotąd z rządem Jana Olszewskiego (przez którego został powołany na podsekretarza stanu) uczynią to samo i nie doczytają hasła "Prezydent ponad podziałami".

    ...I we Włocławku

    "Być blisko ludzi, albo jeszcze bliżej" - to hasło kandydatów Włocławskiej Wspólnoty Samorządowej. Wpisuje się w nią Władysław Skrzypek, obecny prezydent miasta. Otoczony młodą rodziną przekonuje na plakatach, że jest "Najbliżej ludzi". Szef jego sztabu wyborczego, Janusz Dębczyński, starający się o mandat radnego, nie może być rzecz jasna lepszy od pryncypała. Nie określa więc jak blisko jest ludzi, ale za to jest "Zawsze z ludźmi". Inny kandydat WWS na radnego, Zbigniew Kurpiński, oświadcza: "Ludzkie sprawy nie są mi obce".

    Domicela Kopaczewska z PO - jedyna kobieta wśród sześciu panów ubiegających się o fotel prezydenta Włocławka - pamięta, że w polityce sukces odnosiły "żelazne damy". Jej hasło wyborcze to: "Silna kobieta prezydentem".

    Arkadiusz Horonziak, też startujący do prezydenckiego fotela, nawołuje do wyborców, jak przystało na kandydata Bloku Troski o Włocławek: "Przywróćmy miastu życie". Jego konkurent, Maciej Gawrysiak, przypomina, że jest najmłodszym z siódemki kandydatów i na dodatek rekomendowanym przez "Nowe Pokolenie". Przekonuje: "Dajmy miastu młodego prezydenta".

    Andrzej Pałucki, kadydat bloku "Lewica i Demokraci" doszedł do wniosku, że Włocławek najbardziej potrzebuje dobrego gospodarza ("Dobry menedżer, dobrym prezydentem"), dając tym samym od zrozumienia, co sądzi o obecnym prezydencie. Ugrupowanie "Włocławek - Nasz Dom" postawiło na byłego prezydenta Ryszarda Chodynickiego, który wystartował pod hasłem "Wierni wyborcom, a nie partiom". Najbardziej zagadkowy w tym gronie jest Wojciech Kwiatkowski. Na razie nie ujawnia swoich haseł wyborczych. Zdąży do 12 listopada?

    Różne, najczęściej jednak mało oryginalne są pomysły kandydatów na miejsce i sposób promocji. Władysław Skrzypek opanował główne włocławskie ronda i skrzyżowania z ruchem okrężnym. W którą stronę się nie ruszysz - trafisz na Skrzypka. Zobaczysz go także na transparentach rozpostartych nad ulicami. Poza tym prezydent w tych dniach otwierał wszystko, co się dało otworzyć - od fabryki prefabrykatów betonowych do... sześciu nowych ogródków jordanowskich.
    Andrzej Pałucki spogląda na włocławian nie tylko z transparentów wiszących nad ulicami, ale także dużych bilboardów ustawionych w kilku newralgicznych punktach miasta. Arkadiusz Horonziak docenia, oprócz propagandy ulicznej, także telewizyjną. W lokalnej TV Kujawy pokazuje nie tylko miasto takie, jakie jego zdaniem jest (obskurne, brudne, itp...), ale także, jakie będzie, gdy zostanie prezydentem (odnowiona starówka, aquapark). Niektórzy postawili też na kulturę, na przykład blok "Lewica i Demokraci" zaprosił włocławian na koncert. "Formacji Nieżywych Schabuff".

    W jednej z poprzednich kampanii wyborczych do parlamentu kandydat na plakacie przyklejonym do ściany warszawskiej kamienicy zachęcał wyborców hasłem "Będę Twoim senatorem". Ktoś u dołu dopisał: "Daj spokój...".
    A w Bydgoszczy na wiacie tramwajowej przy Gdańskiej wisi plakacik kandydata na radnego z listy "Lewica i Demokraci" Lecha Łbika. Z hasłem "Twórzmy historię".
    Mój Boże...

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo