Rozmawiała Karina Obara [email protected]

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Rozmowa z lekarzem Grażyną Kalmus
    - Dlaczego mamy coraz więcej otyłych dzieci?
    - Zmienił się styl życia, za dużo czasu spędzamy przed komputerem i telewizorem. Dzieci uczą się coraz więcej, chodzą na dodatkowe zajęcia, korepetycje, prowadzą siedzący tryb życia, jeżdżą windą, a do szkoły są dowożone samochodem albo jadą autobusem. Kiedyś były podwórka, na których można było grać w skakankę, do szkoły chodziło się pieszo. Jest też za dużo jedzenia.
    Jedzenie tanie jest tłuste, tuczące. Wiele złego robi także moda na stołowanie się w barach szybkiej obsługi, gdzie jedzenie ma wysoki indeks glikemiczny (przetwarzane jedzenie). I dzieci podjadają, bo rzadko która rodzina stosuje się do jedzenia o określonych porach.

    - Bo nie mamy czasu.
    - I nie mamy w domu mam i babć, które by o to dbały. Mama nie ma czasu, więc zamiast zrobić dziecku do szkoły kanapki, daje mu pieniądze. Dziecko kupuje wtedy chipsy lub drożdżówki. Jeśli trafi się mama, która daje dziecku kanapkę, to inne patrzą na nie podejrzliwie, bo mają w plecakach batoniki, którymi nasycają się, gdy są głodne. W Stanach likwiduje się w szkołach automaty z batonami i coca-colą, a u nas cieszą się one niesłabnącym powodzeniem. Możemy się więc spodziewać, że problemów z otyłością będzie jeszcze więcej.

    - Czy oprócz jedzenia niewłaściwych produktów i braku ruchu są jeszcze inne przyczyny otyłości?
    - Są osoby z problemami psychologicznymi, które podjadają, gdy mają kłopoty. Jeśli kilka razy "zajemy" stres, np. zjemy coś słodkiego, coś co nam smakuje - przyzwyczaimy organizm do takiego rozwiązania. Wówczas bowiem podnosi się nam w organizmie poziom cukru i wytwarzają się endorfiny, tzw. hormony szczęścia - poprawia nam się więc nastrój.

    - Co w tym wypadku powinniśmy zrobić zamiast?
    - Można rozładować napięcie poprzez żucie gumy albo wysiłek fizyczny.

    - Ale dzieci unikają teraz wuefu, bo albo jest nudny, albo wstydzą się swojego wyglądu.
    - Często lekcje wuefu nie aktywizują dzieci mniej sprawnych i nauczyciele powinni poszukać jakiegoś pomysłu, aby te lekcje urozmaicać. Ważne jest, aby dzieci chodziły na basen, bo to pomaga w rozwijaniu wszystkich partii ciała.

    - Leczy pani dzieci otyłe. Na oddziale ma pani nawet do 70 pacjentów miesięcznie. Co jest ich największym problemem?
    - Najczęściej jest to podjadanie wysokokalorycznych produktów oraz brak ruchu. Poza tym genetyka - część osób dziedziczy po rodzicach tendencję do otyłości. Jeśli dziecko jest wychowywane w rodzinie, gdzie na co dzień króluje polska kuchnia: kotlety na tłuszczu, kapusta z zasmażką, zupa ze śmietaną - wtedy z reguły pojawiają się kłopoty z nadwagą. W wielu polskich domach nadmierne karmienie to przejaw miłości do dziecka.

    - Która później wymaga terapii?
    - Łatwiej się leczy w grupie niż indywidualnie. Gdy dziecko pójdzie do lekarza endokrynologa i ten powie mu: masz mniej jeść, da mu jadłospis, zestaw ćwiczeń - motywacja jest mniejsza. Jeśli zaś dziecko otyłe korzysta z terapii grupowej, są większe efekty, bo spotyka grupę, która ma podobny problem, nawzajem się wspierają. Przez miesiąc są w stanie schudnąć około dziesięciu procent w stosunku do wyjściowej masy ciała. Chłopcom jednak chudnie się dużo łatwiej niż dziewczynom. Mają na to wpływ hormony kobiece, które dają o sobie znać w okresie dojrzewania. Staramy się przede wszystkim zmienić ich przyzwyczajenia żywieniowe, zachęcać do ruchu, znaleźć takie zajęcia, które będą przyjemniejsze niż jedzenie i leżenie.

    - Ale wiele dzieci, a nawet dorosłych, wciąż myśli, że nie warto się odchudzać, bo jedzenie jest przyjemne, a życie jest jedno. Po cóż się więc katować?
    - Ludziom się wydaje, że szczupła sylwetka to jest tylko kwestia wyglądu, a nie zdrowia. Gdyby tak było, to Narodowy Fundusz Zdrowia nie dałby na walkę z otyłością nawet złotówki.
    Z otyłością wiąże się zapadanie na rozmaite choroby: cukrzycę, nadciśnienie, miażdżycę, która powoduje chorobę niedokrwienną serca, a to w efekcie prowadzi do zawałów i udarów mózgu. Poza tym otyli mają problemy z układem ruchu, u dzieci pojawia się płaskostopie, hiperlordoza, a to może skutkować w wieku 30 lat zmianami zwyrodnieniowymi, a nawet chorobami nowotworowymi. Leczenie tych wszystkich chorób jest bardziej kosztowne, niż zapobieganie otyłości.

    - Jest taki mit, że dziecko karmione piersią z pewnością nie utyje w wieku dorosłym. To prawda?
    - Pokarm matki jest najlepszy dla niemowlęcia, ale to mit, że dziecko w ten sposób karmione nie będzie otyłe w dorosłości. Są trzy okresy krytyczne, kiedy dzieci wpadają w otyłość. Pierwszy to okres niemowlęcy, jeśli zbyt szybko przejdzie się na karmienie butelką. Nie powinno wprowadzać się mleka krowiego, nim dziecko nie ukończy pierwszego roku życia. Drugi moment to okres wzrostowy - około 7 roku życia i trzeci - okres dojrzewania - wtedy trzeba pilnować, aby dziecko nie przeholowalo z jedzeniem.

    - Rodzice tyjących gimnazjalistek pocieszają się, że jak się dziewczyny zakochają, to schudną.
    - Różnie to bywa, ale nie liczyłabym na to. Lepiej wytłumaczyć dziecku, że jedzenie jest przyjemnością, ale nie możemy być niewolnikami jedzenia. Nie powinniśmy być żarłokami, a smakoszami. Złoty środek - jeść często, ale mało.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo