Rozmawiał ADAM WILLMA [email protected]

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Rozmowa z dr. hab. DARIUSZEM POLIŃSKIM (archeologiem)
    - Zacznijmy od winowajcy - sprawcą całej krzyżackiej zawieruchy był Konrad Mazowiecki...
    - ...co wie każdy maturzysta, a co nie do końca jest prawdą. Pierwsze ziemie na terenie Śląska nadał zakonowi Henryk Brodaty. Szybko jednak rycerzy-zakonników - zapewne za namową tegoż Henryka - postanowił wykorzystać Konrad Mazowiecki, który na początku XIII wieku miał poważne problemy z Prusami. Sam zresztą łupił ziemie pruskie, a Prusowie odpłacali mu tym samym. Do pewnego czasu Konrad próbował korzystać z pomocy polskiego rycerstwa, ale te doraźne akcje niewiele dawały.

    - Krzyżacy lepiej posługiwali się mieczem?
    - Nie całkiem - na początek z pomocą Konradowi przybyło dwóch (!) rycerzy z czeladzią. Do działań militarnych zakonnicy wykorzystywali, zwłaszcza w XIII wieku głównie rycerzy polskich i tzw. gości z Zachodu.

    - Czyli Krzyżacy wystąpili raczej w roli menedżerów?
    - Można tak to nazwać. Organizacja była rzeczywiście doskonała. Zakon przejmował kolejne obszary i w ciągu około 50 lat podbił całe Prusy. Prusów było znacznie więcej, ale byli gorzej uzbrojeni, mieli mniejsze doświadczenie bojowe niż Krzyżacy, którzy doświadczenia zbierali m.in. w Ziemi Świętej. Krzyżacy stosowali taktykę tzw. "rejz" - robili wypad na nowe terytorium, wzbudzali strach wśród miejscowych, pacyfikowali stawiających opór i w nowym miejscu tworzyli punkt obronny lub adaptowali miejscowy. W oparciu o ten obiekt posuwali się dalej powtarzając scenariusz.

    - Bitwy z Prusami, jak przypuszczają współcześni, przypominały raczej potyczki niż Grunwald Matejki.
    - Propaganda związana z Grunwaldem była mocno przesadzona i liczbom podawanym przez kronikarzy raczej nie należy wierzyć. Wszystkich Krzyżaków w gałęzi pruskiej na przełomie XIV i XV wieku było ok. 700.

    - Zmieściliby się w jednej wsi.
    - Podstawową jednostką organizacji zakonu było komturstwo. Konwent według reguły zakonu powinno tworzyć 12 braci-rycerzy, 6 księży, do tego tzw. pół-bracia i również wojowie najemni z kobiety usługującymi.

    - Kobiety wśród zakonników?!
    - Były to siostry zatrudniane w szpitalach. Pamiętajmy, że Krzyżacy byli pierwotnie bractwem szpitalnym. Kobiety pracowały również w folwarkach przyzamkowych. Siostry oczywiście mieszkały oddzielnie, na przedzamczach, choć plotki pojawiały się różne. Krzyżacy nie byli przecież eremitami. Jednak samych braci-rycerzy było stosunkowo niewielu, komturstwa rzadko miały pełną obsadę, zwłaszcza po bitwie pod Grunwaldem. W jednostkach niższego szczebla (prokuratoriach) mógł nawet przebywać tylko jeden brat-rycerz z czeladzią.

    - Można przekornie powiedzieć, że Krzyżacy zastali Prusy drewniane, a pozostawili murowane.
    - To ich niepodważalna zasługa. Pojawienie się Krzyżaków spowodowało duże ożywienie gospodarcze Prus. Podbijając nowe ziemie, Krzyżacy ściągali jednocześnie fachowców: chłopów, rzemieślników, budowniczych. Wprowadzili nowy system monetarny i nowoczesne prawo.

    - To jaśniejsza strona medalu.
    - Była i ciemniejsza - Krzyżacy dopuszczali się wielu niegodziwości i barbarzyństwa. Musimy jednak przyłożyć do tych metod ówczesną miarę i powiedzieć sobie szczerze, że podobnie wojowali rycerze polscy. W okolicach Bydgoszczy (związanej z Koroną), Solca i Fordonu w początkach XV wieku władze sprawuje znana postać - polski starosta Janusz Brzozogłowy. Człowiek ten po bitwie pod Grunwaldem strzegł przeprawy przez Wisłę w okolicach Solca. Był to czas, w którym Krzyżacy z uwagi na "cięcia kosztów" musieli likwidować niektóre komturstwa i inne jednostki organizacyjne. Jedyną nową jednostką w ziemi chełmińskiej była prokuratoria w Pniu. Nic dziwnego, że Pień był solą w oku Brzozogłowego. Krzyżacy poskarżyli się za pośrednictwem posła królowi Jagielle na niegodziwości starosty. Opisali w liście atak wojsk Brzozogłowego na dwór w okolicach Pnia, podczas którego złupiono wszystko. Janusz Brzozogłowy nawet nie skarcił swoich żołdaków za ten czyn. Odpowiedział za to oskarżeniem że, Krzyżacy, ciągle napadają na statki mieszczan bydgoskich. Z jednego zrabowano 50 beczek soli, z innego 9 beczek piwa i jedną wina oraz 16 grzywien. Brzozogłowy w końcu zemścił się na zakonie do tego stopnia zagrażając twierdzy w Pniu, że Krzyżacy postanowili sami ją spalić, aby nie dostała się w polskie ręce.

    - Historię tamtych wydarzeń wydobył pan jako archeolog spod ziemi. Co pozostałości z tych wydarzeń mówią o życiu codziennym Krzyżaków.
    - Najciekawsze są groby...

    - Co znajduje się w tych krzyżackich?
    - Problem w tym, że ich nie ma. Praktycznie nie zachowały się pochówki rycerzy krzyżackich. Owszem, ocalały płyty nagrobne, ale szczątków nie znaleziono bodaj nigdzie w Polsce.

    - Co się z nimi stało?! Gdzie się podziały zbroje, miecze, różańce?
    - Braci chowano w obrządku zakonnym, więc skromnie. Cmentarze średniowieczne, w tym i krzyżackie, zawsze były lokowane przy miejscowych kościołach i kaplicach, a miejsca te były wykorzystywane przez kolejne pokolenia. Szkielety z pochówków wewnątrz kościołów umie-szczano później we wspólnych grobach - osuariach. Najwspanialszą pozostałością po Krzyżakach jest architektura, która nie ma sobie podobnej w ówczesnej Europie. Nie wszystkie obiekty krzyżackie były murowane. Są wśród nich drewniano-ziemne. Wszędzie jednak poziom cywilizacyjny braci był wysoki. W małym Pniu znaleźliśmy fragmenty szklanych pucharków, a tego rodzaju zastawa stołowa była wówczas elitarnym luksusem.

    - "Krzyżacy" - tak mówi się do dziś o mieszkańcach Torunia.
    - I nic dziwnego - w przeciwieństwie do Bydgoszczy Toruń był silnie związany z Krzyżakami. Wbrew pozorom nie był jednak wcale najważniejszym ośrodkiem państwa krzyżackiego. Toruń był ważny, jako bogate miasto hanzeatyckie i źródło zysków zakonu, ale formalnie był tylko siedzibą komturii. Główny punkt władztwa zakonu w ziemi chełmińskiej znajdował się początkowo w Chełmnie (być może w twierdzy Potterberg - dzisiejszy Kałdus), a później w centralnie położonym Lipienku. Niestety, o Lipienku możemy powiedzieć niewiele - zachowały się do dziś tylko podziemia zamku. Tam również nie ma śladu po grobach żadnego z braci.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo