W kwestii guzika

    Jan Raszeja

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    "Nie ma żadnych wątpliwości, co było przyczyną ucieczki i wypędzenia: stosujący bezprawie narodowosocjalistyczny reżim oraz wywołana przez Niemcy II wojna światowa".
    Racja? Oczywiście.
    "Celem wywołanej przez Niemcy wojny było doprowadzenie do "nowej organizacji etnicznej" terenów w Europie Wschodniej za pomocą wypędzenia, przesiedlenia, deportacji, unicestwienia i germanizacji".
    Tak było.
    "Wywołana przez Niemców przemoc zwróciła się na koniec w straszliwy sposób przeciwko im samym".
    Też się zgadza.
    Wszystko to powiedział przed tygodniem prezydent Niemiec Horst Koehler, podczas tzw.
    Dnia Stron Ojczystych, czyli po prostu zjazdu ziomkostw. Nie wiem, czy ziomkowie, których dziadowie mieszkali kiedyś na Śląsku, pod Słupskiem czy Opolem byli szczęśliwi, gdy to słyszeli, ale Koehler powiedział to, co o historii swojego kraju powiedzieć powinien uczciwy Niemiec kilkadziesiąt lat po wojnie, którą jego ojczyzna wywołała i przegrała.
    "To jest jedno z tych niepokojących wydarzeń, które w ostatnim czasie mają miejsce w Niemczech. Niepokój jest, jak sądzę, łatwy do wytłumaczenia w Niemczech istnieje wielka struktura wspierana przez państwo, struktura, która nieustannie podnosi sprawę tych ziem polskich, które kiedyś należały do Rzeszy Niemieckiej".
    A to powiedział Jarosław Kaczyński, polski premier komentując przemówienie niemieckiego prezydenta. I jeszcze dodał: "Oczywiście nie ma nic złego w pielęgnowaniu pewnej tradycji, ale obawiam się, że w tym przypadku mamy do czynienia z czymś więcej".
    Tak na zdrowy, chłopski rozum, możliwości są dwie. Pierwsza: Kaczyński nie miał pojęcia, co powiedział Koehler, ale się pryncypialnie, w stylu Ślimaka z "Placówki", odniósł. Druga: wiedział, ale niczego nie zrozumiał. Pierwsza ewentualność świadczy o nim bardzo źle, druga wprost fatalnie.
    Ale możliwa jest jeszcze jedna odpowiedź. Premier Rzeczpospolitej wiedział, co prezydent Niemiec powiedział, nawet wszystko zrozumiał, a i tak rzekł, co rzekł. I nie dziwmy się zbytnio: w każdym szaleństwie jest metoda.
    Nie ulega wątpliwości, że - od dnia przejęcia władzy - kilka rzeczy udało się PiS-owi spaprać - u nas i w ramach eksportu. Jeśli chodzi o to drugie, to Wielki Puchar Psuja bezdyskusyjnie należy się braciom Kaczyńskim, za cofnięcie się w stosunkach z Niemcami o ładnych kilkadziesiąt lat, kiedy to niegrzeczne słowiańskie dzieci straszono duetem Adenauer - Hupka. Dziś za żelazną wilczycę robi żałosna Erika Steinbach, a za powód do obrazy - niewyrafinowane niemieckie poczucie humoru. Stara jak świat socjotechniczna zasada rządzenia powiada, że nic tak nie jednoczy obwateli jak wizja zagrożenia, najlepiej zewnętrznego. Nic tak nie dodaje władzy uroku jak łopoczące na wietrze narodowe sztandary, skandowanie, że "nie przejdą!", wołanie "nie rzucim ziemi", uzupełnianie "my żyjemy". I mniejsza, że nikt nie nadchodzi, w drzwi nie łomoce, nawet guzika zabrać nie chce.
    Tym gorzej dla niego. Przecież mógłby.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo