Zamierzają zostać w Polsce

    Zamierzają zostać w Polsce

    AGNIESZKA DOMKA-RYBKA [email protected]

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Jest nadzieja - na Kujawach i Pomorzu przybędzie wkrótce 1800 fachowców różnych branż. Niewielu, ale w sytuacji, gdy ich brakuje, można się tylko cieszyć.
    Wielokrotnie poruszaliśmy problem braku fachowców. Jest szansa, że coś się jednak zmieni na lepsze.

    Zamierzają zostać w Polsce

    Z maturą nie wyszło


    Pod koniec lat 90. w naszym regionie rocznie kształciło się w trzyletnim cyklu nauczania zawodowego ok. 12 tysięcy młodych ludzi, teraz - o połowę mniej. Według dyrektora Maternowskiego, to może się jednak zmienić, jeśli weźmiemy pod uwagę, że wielu uczniów oblało w tym roku maturę. Może przyszła pora na weryfikację swoich możliwości i zmianę kierunku kształcenia w stronę zdobycia konkretnego fachu.



    Błażej Rudnicki z Pokrzydowa koło Brodnicy nie wybrał szkoły z maturą.
    Właśnie zdał egzamin na montera instalacji sanitarnej i jest bardzo zadowolony. - Po co się na siłę uczyć? Nie rozumiem, dlaczego młodzież pcha się drzwiami i oknami do liceów. Lepiej nauczyć się konkretnego zawodu. To daje większe możliwości niż sam ogólniak. Wybrałem dobry fach i wierzę, że się z niego utrzymam, tutaj w Polsce. Bo nie zamierzam wyjeżdżać do pracy za granicę.

    Jego koledzy dokonali podobnego wyboru. Jarosław Linda z miejscowości Łąg niedaleko Chojnic cieszy się, że na rynku brakuje hydraulików: - Trzeba wykorzystać tę niepowtarzalną szansę! Nie każdy musi być studentem. Lepiej być dobrym hydraulikiem niż przeciętnym magistrem. Ta robota spodobała mi się, gdy byłem dzieckiem i obserwowałem, jak w naszym mieszkaniu zakładają kaloryfery. Pomyślałem wtedy, że chciałbym to kiedyś robić.

    Damian Rzepka z Lucimia koło Koronowa po prostu lubi to, co robi: - Mnie wcale nie chodzi o duże pieniądze. Nie myślę też, ile mógłbym zarobić za granicą. Zwyczajnie chcę być monterem. Po egzaminie zamierzam doskonalić swój fach.

    W Kujawsko-Pomorskiej Izbie Rzemiosła i Przedsiębiorczości w Bydgoszczy właśnie rozpoczęły się egzaminy na czeladników i mistrzów. Sesje egzaminacyjne będą przeprowadzane do końca roku.

    Podejdzie do nich 1800 uczniów z całego regionu. Od lat największym zainteresowaniem cieszą się takie zawody jak: mechanik pojazdów samochodowych, fryzjer, cukiernik i piekarz oraz stolarz. Do egzaminów na mechanika pojazdów samochodowych przygotowuje się 300 uczniów, fryzjera - 280, cukiernika i piekarza - 200, stolarza - 170.

    To dobra wiadomość: przybędzie nam mechaników, fryzjerów i stolarzy, czyli fachowców, których dramatyczne brakuje.
    - Nie są to może w pełni zadowalające liczby, ale przedstawiciele wymienionych zawodów są teraz pilnie poszukiwani, więc liczy się każdy fachowiec - twierdzi Piotr Maternowski dyrektor Kujawsko-Pomorskiej Izby Rzemiosła i Przedsiębiorczości.
    Niestety, mniejszym zainteresowaniem cieszą się zawody typowo budowlane, więc na razie nie można liczyć, że przybędzie murarzy, tynkarzy, betoniarzy itp.

    Stosownie do potrzeb rynku pracy

    - W obecnej sytuacji trzeba myśleć o odbudowie szkolnictwa zawodowego - komentuje Maternowski.

    Izba zrobiła już nawet pierwszy krok w tym kierunku.

    Właśnie podpisała porozumienie o współpracy z Zakładem Doskonalenia Zawodowego w Bydgoszczy. - Planujemy wspólne przedsięwzięcia związane ze szkoleniem, uzupełnianiem oraz podwyższaniem kwalifikacji zawodowych stosownie do potrzeb rynku pracy - mówi dyrektor. - Prawdopodobnie od września przyszłego roku uruchomimy rzemieślniczą szkołę zawodową.

    Wszystko po to, by zachęcić młodych ludzi do nauki zawodu. Od kilku lat systematycznie spada bowiem zainteresowanie szkolnictwem na tym poziomie. Zdaniem szefa K-PIRiP, liczba uczniów w zawodówkach zmniejszyła się w wyniku wprowadzonej reformy oświaty: - Wśród młodzieży coraz częściej można usłyszeć opinie, że nie opłaca się "brudzić rąk", skoro można skończyć lepszą szkołę i mieć szansę na wyższą pensje.

    Z kolei ci, którzy chcieliby rozpocząć pracę na własny rachunek tłumaczą, że koszty pracy są za wysokie. Aby otwierać samodzielne warsztaty, trzeba najpierw zarobić na ZUS, podatki, a później dopiero na życie. Dlatego wolą swoją edukację maksymalnie wydłużać. Niekoniecznie po to, aby naprawdę się uczyć.

    Wierzą, że im się poszczęści

    Izabela Szperlak, specjalista ds. kształcenia i doskonalenia zawodowego w K-PIRiP dodaje: - Organizujemy coraz mniej kursów przygotowawczych do egzaminów czeladniczych, tylko w porównaniu z ubiegłym rokiem kandydatów jest mniej o 30 procent.

    Jaką motywację mają uczniowie, którzy jednak wybierają rzemiosło? Na co liczą?
    - Młodzi ludzie przychodzą do nas po 2, 3-letniej praktyce. Ogólnie po praktykach uczniowie niewiele umieją, tylko jednostki wychodzą przed szereg - uważa Szperlak. - Kursy trwają 3, 4 miesiące. Niektórzy muszą w nich uczestniczyć, bo wymagają tego pracodawcy. Są więc z góry negatywnie nastawieni. Część lubi to, co robi i liczy, że im się w życiu poszczęści, bo przecież brakuje fachowców.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo