Jak burmistrz Aleksandrowa dworzec zdobywał

    Jak burmistrz Aleksandrowa dworzec zdobywał

    DARIUSZ KNAPIK [email protected]

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Podczas sesji szefowi aleksandrowskiej rady wysiadło serce. Chciał do lekarza, ale radni z opozycji zamknęli go na klucz.
    Na początku obecnej kadencji burmistrz Aleksandrowa Michał Włoszek miał w radzie miasta tylko 5 stronników. Po drugiej stronie barykady była 10-osobowa koalicja, z szefem rady Krzysztofem Wdowczykiem. Pierwszy opuścił jej szeregi radny Ryszard Kuglarz, mąż naczelnik wydziału w aleksandrowskim ratuszu. Wcześniej mówiono, że małżonce grozi dymisja, bo nie ma wyższego wykształcenia. Potem porzucił koalicję Stefan Aleksiuk.
    Radny tonie w długach, nawet diety zabiera mu komornik. Gdy dostał posadę w podległej burmistrzowi spółce, Aleksiuk - znany przeciwnik Włoszka stał się raptem gorącym jego wielbicielem. Z kolei inny członek koalicji Jan Doligalski, przestał przychodzić na sesje. Usprawiedliwia się chorobami.
    Dziś obie strony mają w radzie po 7 głosów. Trwa pat, wszyscy czekają na jesienne wybory. Ani burmistrz, ani opozycja nie mogą się jednak pochwalić w mijającej kadencji żadnym spektakularnym sukcesem. Włoszek postanowił więc uratować aleksandrowski dworzec. W sukurs przybył mu włocławski poseł "Samoobrony", Waldemar Nowakowski.

    Hola, panie burmistrzu

    Zabytkowy, carski dworzec przypomina dziś ruinę. Ostatni remont prowadzono tu przed 30 laty. Część pomieszczeń, m.in. bufet i dawną poczekalnię zamknięto na kłódkę.
    W maju burmistrz skierował do przewodniczącego rady projekt uchwały w sprawie nabycia dworca przez miasto. Jak tłumaczył radnym, miało to być coś w rodzaju listu intencyjnego. Szef komisji finansów, radna Anna Dębicka wykryła jednak, że dokument faktycznie pozwala Włoszkowi na zawarcie umowy z PKP. Większość rajców nie kryło, że w tak ważnej sprawie oni też muszą mieć coś do powiedzenia. Komisje rady, mimo sprzeciwu burmistrza, dopisały w projekcie, że jego działania nie mogą wywoływać skutków prawnych i finansowych.
    Przed zaplanowaną na 26 czerwca sesją sekretarz urzędu miasta poprosił szefa rady, by uchwałę rozpatrzono na początku obrad. Przyjedzie bowiem poseł Waldemar Nowakowski, ale może być tylko w godzinach przedpołudniowych.

    Sesja z niespodzianką


    Dwa dni przed sesją burmistrz i grupa popierających go radnych spotkali się w prywatnym domu jednego z rajców. Radzili do wieczora.
    Na sesję stawiło się 6 radnych z grupy burmistrza i 5 z koalicji. Wśród tych ostatnich zabrakło m.in. Arkadiusza Gralaka i Wiolety Wiśniewskiej. Akurat tego dnia wyznaczono im w pracy pilne zajęcia i musieli pozostać w firmach. Okazało się jednak, że na tym nie koniec niespodzianek.
    Tuż przed wejściem na salę ludzie burmistrza wręczyli szefowi rady nowy projekt uchwały. Wdowczyk ze zdumieniem doczytał się, że jest to pierwsza jej wersja, ta sporządzona przez Włoszka, którą później zmienili radni. Wyrażała zgodę na nabycie przez miasto dworca, upoważniając burmistrza do negocjacji i ustalenia treści umowy. Wskutek pośpiechu na projekcie zabrakło nawet wymaganej parafy radcy prawnego i skarbnika.
    Radnym wręczono też przed sesją pismo PKP precyzujące warunki nabycia dworca. Okazało się, że wpłynęło ono do burmistrza... przed dwoma tygodniami. Na protesty szefa rady, dlaczego nie wysłano tak ważnego dokumentu z materiałami na sesję, Włoszek tłumaczył się, że był trochę chory i trochę zajęty.

    Przewodniczący pod kluczem

    W batalii o uchwałę wspierał Włoszka poseł Nowakowski. Obiecywał wsparcie przy załatwianiu środków na remont. Nie krył, że może to kosztować nawet 100 milionów. Deklarował również pomoc w nadaniu obiektowi wyższej klasy w rejestrze zabytków. Na jego wniosek dopisano też w projekcie uchwały, że ostateczną umowę z PKP musi zatwierdzić rada.
    Dysponujące jednym głosem przewagi stronnictwo burmistrza przeforsowało proponowaną przez niego treść uchwały. Koalicja złożyła więc wniosek, by ostateczną decyzję o nabyciu dworca przyjęto w referendum. Gdy nie przeszedł, 4 radnych koalicji opuściło salę, został tylko przewodniczący i 6 zwolenników Włoszka. Tym samym zabrakło kworum do przegłosowania samej uchwały. Szef rady chciał obrady zamknąć, ale mu nie pozwolono. Zarządzono by ogłosił przerwę do czasu ściągnięcia posiłków. Po kilkunastu minutach pojawił się nieobecny dotychczas radny Mieczysław Wysocki z grupy burmistrza.
    Od tych emocji przewodniczącemu rady zaczęło wysiadać serce. Oznajmił, że dalej nie jest w stanie prowadzić obrad i prosi o przełożenie sesji. Radni nawet nie chcieli o tym słyszeć. Powiedzieli, że sprowadzą lekarza, pogotowie, ale z sali go nie wypuszczą. Gdy Wdowczyk skierował się do drzwi, zamknięto je na klucz, a na straży stanęło przed nimi przed nimi dwóch słusznej postury rajców: Ryszard Kuglarz i Marek Baranowski.

    Poseł negocjuje

    W dwóch daremnych próbach Wdowczykowi nie udało się sforsować żywej barykady. Pod krótkiej rozmowie z radcą prawnym do drzwi podszedł burmistrz. Po chwili otwarto zamek, ale straż została. Wtedy do szefa rady podszedł poseł Nowakowski i zaczął go przekonywać, by przegłosowano tylko uchwałę, a potem może sobie spokojnie pójść do lekarza. Zrezygnowany Wdowczyk przystał na te warunki. Nie był jednak w stanie nawet odczytać projektu uchwały, musieli zrobić to za niego radca prawny i jeden z radnych. Uchwała przeszła przy wstrzymującym głosie szefa rady.
    Na tym obrady przerwano. Przewodniczący natychmiast pojechał do lekarza. - Chciał mi z miejsca dać zwolnienie, ale ponieważ jestem nauczycielem i są wakacje, podziękowałem. EKG wykazało zaburzenia pracy serca, miałem też bardzo podwyższone ciśnienie. To wszystko można bez problemu sprawdzić w dokumentacji lekarskiej - mówi Wdowczyk.

    Zabłocki na dworcu

    - To nieprawda, że jesteśmy przeciwko ratowaniu dworca - mówi koalicyjny radny Jerzy Smykowski. - Ta transakcja może jednak zaowocować ogromnym obciążeniem dla budżetu miasta. Jakim, tego na dobrą sprawę nikt dziś nie wie.
    Przewodniczący Wdowczyk podkreśla, że już w 2003 roku, gdy po raz pierwszy rada dyskutowała nad przejęciem dworca, roczne wydatki na jego utrzymanie szacowano na 240 tysięcy. Wiadomo, że obiekt wymaga niezwłocznego remontu, który oblicza się na dziesiątki milionów. Trzeba też znaleźć lokale dla 28 rodzin, które mieszkają w dworcowych budynkach. Tymczasem roczne dochody miasta wynoszą ok. 20 milionów, z tego 8 milionów to subwencja oświatowa, której nie wolno przeznaczyć na inne cele. Czy oznacza to, że ratując dworzec miasto musi zrezygnować z naprawy chodników, jezdni, remontów budynków komunalnych?
    - PKP nic nie robi, zasłaniając się dramatyczną sytuacją finansową. Znacznie łatwiej wyegzekwować to od samorządu. W razie przejęcia obiektu przez miasto może się okazać, że zostaniemy zmuszeni do sfinansowania jego remontu, choćby przez konserwatora zabytków - mówi Wdowczyk.

    W prezencie od PKP


    Burmistrz Włoszek podkreśla, że PKP chce przekazać miastu dworzec nieodpłatnie. Przyznaje, że przed sesją zmienił projekt uchwały, ale było to konieczne ze względu na wyniki ostatnich rozmów z koleją. Jest szansa, że we wrześniu przedstawi już radnym projekt ostatecznej umowy. Zapewnia, że tak ważne dla miasta decyzje na pewno skonsultuje z radą.
    Burmistrz polemizuje z zarzutami, że decyzje obciążające budżet miasta podejmuje w końcówce kadencji, stawiając nową radę przed faktami dokonanymi. Jego zdaniem każda pora jest dobra, a kadencja trwa do ostatniego dnia. Jest też coś takiego, jak ciągłość władzy, przecież on również kontynuował inicjatywy swojego poprzednika.
    Przyznaje, że do dziś nie ma żadnej symulacji kosztów remontu dworca. A to są wydatki. Ale przed podpisaniem aktu notarialnego poprosi radnych o zgodę na sfinansowanie takiego zlecenia. Czy słyszał, że poseł Nowakowski mówił o 100-milionowym koszcie remontu? Zdaniem burmistrza ta kwota nie wchodzi raczej w grę, on sam konsultował się ze specjalistą i usłyszał, że wydatki zamkną się w 20 milionach.
    Perła w promocji
    Poseł Nowakowski przekonuje, że dworzec to wielka szansa, jeśli ta perła zostanie wypromowana, to miasto razem z nim. Zainteresował się tą sprawą na prośbę miejscowych stowarzyszeń. Jakich? Dokładnie nie pamięta.
    Tej wiosny, pod egidą Towarzystwa Przyjaciół Aleksandrowa, odbyło się z udziałem posła spotkanie w ratuszu, na którym dyskutowano o ratowaniu dworca. Burmistrz potwierdza, że to TPA zainteresowało posła tą sprawą. Jego prezes Donata Prysak, w imieniu zarządu stanowczo się jednak od wszystkiego odcina. To samowolna inicjatywa paru członków, którzy nie zasiadają nawet w zarządzie. Władze TPA uznały bowiem, że nie będzie się ono angażować w tak ogromne przedsięwzięcie. Należy najpierw się zastanowić, czy miasto stać na tak kosztowne wydatki, które mogą zrujnować jego budżet. Zdaniem Donaty Prysak na pewno trzeba taką decyzję poprzedzić merytoryczną dyskusją, z udziałem mieszkańców miasta.
    Od stanowiska posła dystansują się też lokalne władze "Samoobrony". Jej powiatowy lider Marian Gołębiewski oświadcza mi, że dworzec to typowo zastępczy temat, podjęty na potrzeby kampanii wyborczej. Decyzję o jego przejęciu musi poprzedzić dokładna analiza, ile będzie kosztowało miejską kasę to ratowanie dworca.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo