Firma Henryka Stokłosy pod lupą CBŚ i prokuratury

    Firma Henryka Stokłosy pod lupą CBŚ i prokuratury

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Policjanci i prokurator kontynuowali wczoraj przeszukanie siedziby Holdingu Farmutil HS SA w Śmiłowie i mieszkanie prywatne właściciela firmy, byłego senatora Henryka Stokłosy.

    Przeszukanie prowadzą policjanci z Centralnego Biura Śledczego i prokurator z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.


    - Zabezpieczyliśmy materiały i przesłuchaliśmy świadków - powiedział wczoraj rzecznik komendanta głównego policji Zbigniew Matwiej.


    Wyjaśnił, że zabezpieczono różne dokumenty, nośniki danych informatycznych, a także przesłuchano w charakterze świadków kilka osób.


    Przeszukania są związane ze śledztwem prowadzonym przez warszawską Prokuraturę Okręgową. Mają one związek z aferą korupcyjną w Ministerstwie Finansów.


    - Pan prezes Stokłosa nie będzie rozmawiał z dziennikarzami - powiedział wczoraj rzecznik prasowy Stokłosy Marek Barabasz.


    W maju prokurator krajowy Janusz Kaczmarek potwierdził, że w jednym z wątków badanych przez Prokuraturę Apelacyjną w Warszawie, w związku z rozbiciem korupcyjnego układu w Ministerstwie Finansów pojawia się nazwisko Stokłosy.


    W maju poinformowano o rozbiciu przestępczego układu w Ministerstwie Finansów; układ przez lata działał na styku biznesu, urzędników i przestępców. Zatrzymano siedmiu podejrzewanych o korupcję urzędników resortu. Według śledczych, mieli oni tworzyć w ministerstwie w latach 1994-2004 przestępczy układ, który za łapówki załatwiał uszczuplenia podatkowe dla firm. Grozi za to nawet do 12 lat więzienia.


    Wczoraj pokrzywdzeni zorganizowali przed komendą policji w Pile pikietę przeciwko ujawnieniu przez policję danych osobowych osób, które interweniowały w sprawie nie- prawidłowości w funkcjonowaniu zakładów należących do Stokłosy. Przed siedzibą policji zebrało się 20 osób, które pikietowały przez godzinę. Miały ze sobą transparenty: "Czy policja donosi Stokłosie?" oraz "997 - telefon zaufania?".


    - Domagamy się wyjaśnienia sprawy i ukarania winnych. Dodatkowo chcemy, aby poszkodowani zostali przeproszeni - powiedziała organizatorka pikiety Irena Sienkiewicz ze Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej.


    Według protestujących, to z policji miały się wydostać dane osób, które dzwoniły z prośbą o interwencję w związku z odorem, który wydobywał się z zakładów utylizacji odpadów w Śmiłowie, należących do byłego senatora. Listę z nazwiskami osób interweniujących w tej sprawie otrzymali radni powiatu pilskiego oraz dziennikarze jednego z ogólnopolskich tygodników. Lista ta miała trafić też do rąk Henryka Stokłosy.


    - Naszym zdaniem złamano tu ustawę o ochronie danych osobowych oraz ustawę o policji, która w tym wypadku nie chroni dostatecznie obywateli - dodała Sienkiewicz.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo