ANGLIA - PORTUGALIA 0:0 - karne 1:3

    <b>ANGLIA - PORTUGALIA 0:0 - karne 1:3</b>

    Tomasz Malinowski

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Rozstrzygający moment spotkania Brazylia - Francja. Thierry Henry zdobywa zwycięską bramkę.

    Rozstrzygający moment spotkania Brazylia - Francja. Thierry Henry zdobywa zwycięską bramkę. ©Fot. Fotorzepa

    W półfinałach turnieju w Niemczech zagrają cztery reprezentacje z Europy. Pech Argentyny polegał na tym, że trafiła na Niemców. Brazylijczyków - mistrzów świata sprzed czterech lat, "z kwitkiem" odprawili Francuzi.
    Rozstrzygający moment spotkania Brazylia - Francja. Thierry Henry zdobywa zwycięską bramkę.

    Rozstrzygający moment spotkania Brazylia - Francja. Thierry Henry zdobywa zwycięską bramkę. ©Fot. Fotorzepa

    Finały w Niemczech toczyły się dotychczas prawie zgodnie "z planem". Były, owszem, pojedyncze niespodzianki, ale do sensacji doszło dopiero w ćwierćfinale. Niemcy w weekend opuścili dwaj przedstawiciele Ameryki Południowej. W piątek los okazał się przykry dla piłkarzy Argentyny, którzy - pechowo - w ćwierćfinale musieli stanąć w szranki z gospodarzami mistrzostw - Niemcami. I przegrali w konkursie rzutów karnych.
    Za to w sobotę futbolowym światem wstrząsnęła prawdziwa sensacja - obrońcy mistrzowskiego tytułu - reprezentacja Brazylii, która do Niemiec przyjechała "jak po swoje" pożegnała się z turniejem. "Kanarki" znalazły pogromcę w reprezentacji Francji. Drużynie, która na tym mundialu rozegrała genialny wręcz mecz.

    Stawkę półfinalistów, obok Niemców i Francuzów, uzupełniają ekipy Włoch i Portugalii. "Squadra Azzurra" rozprawila się w piątek bardzo pewnie z Ukrainą, zaś Portugalczycy, w heroicznym meczu, także w konkursie rzutów karnych wyeliminowali Anglię.

    ANGLIA - PORTUGALIA 0:0 - karne 1:3

    ANGLIA - PORTUGALIA 0:0 - karne 1:3


    Karne - Anglia: Lampard (-, obroniony), Hargreaves (+), Gerrard (-, obroniony), Carragher (-, obroniony);
    Portugalia: Simao Sabrosa (+), Viana (-, słupek), Petit (-, przestrzelony), Postiga (+), Ronaldo (+).
    Sędziował: Horacio Elizondo (Argentyna),
    widzów 52.000.
    Żółte kartki: Terry, Hargreaves - Petit, R. Carvalho;
    czerwona - Rooney (62.).
    ANGLIA: Robinson - G. Neville, Ferdinand, Terry, A. Cole - Beckham (52. Lennon, 119. Carragher), Lampard, Hargreaves, Gerrard, J. Cole (65. Crouch) - Rooney.
    PORTUGALIA: Ricardo - Miguel, Ricardo Carvalho, F. Meira, N. Valente - Petit, Maniche, Tiago (74. Viana), Luis Figo (86. Postiga), Ronaldo - Pauleta (63. Simao Sabrosa).



    PARY PÓŁFINAŁOWE
    WTOREK (4 bm.): Niemcy - Włochy, stadion w Dortmundzie; godz. 21.00.
    ŚRODA (5 bm.): Portugalia - Francja, stadion w Monachium; godz. 21.00

    Patent Ricardo

    I znów bramkarz reprezentacji Portugalii - Ricardo został bohaterem swego zespołu i pewnie całych mistrzostw. Podczas EURO' 2004 w Portugalii jego gol z 11 metrów w ostatniej serii konkursu rzutów karnych zdecydował o awansie do półfinału. W sobotę za każdym razem 30-letni zawodnik Sportingu Lizbona "pogrążał" Anglików. W sumie obronił trzy karne, a Portugalczycy tym sposobem znaleźli się w strefie medalowej.

    To był bardzo wyczerpujący dla podopiecznych brazylijskiego trenera Felipe Scolariego mecz. Nie mogli w nim wystąpić dwaj kluczowi zawodnicy Deco i Costinha. Ich absencja była w sobotę aż nadto widoczna i to zarówno w konstruowaniu akcji, jak i w defensywie. Bezradność wicemistrzów Europy w akcjach ofensywnych uwidoczniła się, kiedy z boiska zszedł zmęczony Figo. Portugalczycy nie potrafili nawet wykorzystać przewagi jednego zawodnika, po tym jak w sposób chuligański zachował się Rooney (zdeptał niemal Ricardo Carvalho i odepchnął Cristiano Ronaldo). Plan taktyczny przygotowany na to spotkanie runął niczym domek z kart, bo słabo spisywali się także zmiennicy - Sabrosa i Viana.

    Imonować za to musieli Anglicy. A gdy boisko opuścił ich kapitan Beckham, potem wspomniany Rooney, podopieczni szwedzkiego trenera Erikssona toczyli na murawie heroiczny bój. Wypracowali sobie nawet kilka wybornych okazji, a raz Portugalczykomk przyszedł z pomocą... argentyński sędzia Elizondo, który nie zauważył zagrania ręką w polu karnym Nuno Valente. W ekipie Anglii zaangażowaniem i walecznością imponował szczególnie Hargreaves oraz zastępujący Beckhama - 19-latek Lennon. Synowie Albionu przetrwali najpierw ponad 90 minut gry, potem dogrywkę. Portugalczycy pokazali swą wyższość dopiero w karnych. Ricardo, rzeczywiście, bronił jak natchniony, ale też bardzo pomogli mu w tym angielscy zawodnicy, którzy wykonywali "jedenastki" zadziwiająco schematycznie.

    BRAZYLIA - FRANCJA 0:1 (0:0)

    BRAZYLIA - FRANCJA 0:1 (0:0)


    Bramka: Henry (57.).
    BRAZYLIA: Dida - Cafu (76. Cicinho), Lucio, Juan, Roberto Carlos - Gilberto Silva, Ze Roberto, Kaka (79. Robinho), Juninho Pernambucano (63. Adriano) - Ronaldinho, Ronaldo.
    FRANCJA: Barthez - Sagnol, Thuram, Gallas, Abidal - Vieira, Makelele, Ribery (77. Govou), Zidane, Malouda (81. Wiltord) - Henry (85. Saha).
    Sędziował: Luis Medina Cantalejo (Hiszpania),
    widzów 48.000.
    Żółte kartki: Cafu, Juan, Ronaldo, Lucio - Sagnol, Saha, Thuram.



    Geniusz "Zizou"

    Młokos z Hiszpanii - Fernando Torres musiał strasznie rozłościć swego profesora Zinedina Zidane, kiedy na łamach niemieckiej prasy wysyłał go na emeryturę. Pierwszy tymczasem spakować się musiał właśnie Torres i to za sprawą świetnej gry Francuza. Ale "Zizou" cały swój wspaniały kunszt zaprezentował w potyczce z Brazylią.

    Podopieczni Raymonda Domenecha, tak strasznie w Niemczech krytykowanego, udowonili, że są zespołem turniejowym. Mecz z niedocenianą drużyną Togo pokazał, jakie drzemią w ekipie "Trójkolowych" możliwości. W kolejnym meczu lekko podstarzałe "Koguty" udzieliły hiszpańskiej młodzieży lekcji nowoczesnego futbolu. I stawić wreszcie musieli czoła Brazylii, której piłkarze przyjechali do Niemiec niemal jak po swoje.

    I Francja, niesiona strofami "Marsylianki", przeszła wielką Brazylię. Po tym meczu stała się faworytem tego turnieju. Mecz, tak przynajmniej go zapowiadano, miał być rewanżem dla reprezentacji Brazylii za mundial w 1998 roku. Wtedy żólto-zieloni przegrali gładko 0:3. Francuzi, w sobotę, nie dali się jednak rozegrać rywalowi. Drobiazgowo przeanalizowali dotychczasowe występy podopiecznych Parreiry. Grali mądrze, ba - genialnie od strony taktycznej; kontrolowali cały czas wydarzenia na boisku. Pokazali swoją wyższość i wielkość. Umiejętnie regulowali tempo gry, wyczuwali, kiedy można zagrać z szybkiej kontry, kiedy prowadzić atak pozycyjny. No i te stałe fragmenty... Po jednym z rzutów wolnych w wykonaniu Zidane'a uśpili zupełnie część graczy Brazylii i zdobyli upragnioną bramkę. Przesłanie, jakie swoją grą skierowali do piłkarskiego świata, można ująć następująco: Brazylia nie jest tak wielka, jak o niej się mówi.

    Dziś jest jeszcze za wcześnie, aby zdiagnozować przyczyny przeciętnej postawy Brazylijczyków. Dlaczego właśnie w Niemczech nie ujrzeliśmy z ich strony owej maestrii gry? Czy zespół zgubiła nazbyt duża pewność? A może "Kanarkom" zabrakło porządnego przetarcia we wstępnej fazie turnieju? Tak czy inaczej uwielbiana przez wszystkich piłkarska samba stała się - chwilowo, a może i na dłużej - niemodna.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo