Stracone lata

    TOMASZ MALINOWSKI

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Piłka nożna to dobre i złe wspomnienia, przede wszystkim jednak praca u podstaw. I także wiara, że zawsze można zrobić lepiej. Świat piłki się zmienił; organizacje rządzące futbolem (UEFA i FIFA) skupiają coraz więcej państw. Dlatego na mundialu występują 32 reprezentacje, a nie 16. Angola, Ghana, Togo, Trynidad i Tobago, Wybrzeże Kości Słoniowej - kto wyobrażał sobie jeszcze nie tak dawno reprezentacje tych krajów "na salonach"? Przy wielu uwarunkowaniach i niedogodnościach, postawiono w nich na rozwój piłkarstwa. Futbol stal się oknem na świat.

    A w Polsce? Pamiętam, bo byłem jeszcze wówczas czynnym piłkarzem (przeciętnym, bo przeciętnym), jak po sukcesie drużyny Kazimierza Górskiego w IO w Monachium, bodajże 2 września ogłoszono Dniem Piłkarza. To symboliczne (świeckie) święto miało stać się impulsem do stworzenia podstaw organizacyjnych i szkoleniowych. Machina pod nazwą "piłka nożna" ruszyć miała wreszcie z kopyta. Przypominam sobie, że na wzór dokonań kulturalnych (film, balet, pantomima) pojawił się projekt polskiej szkoły futbolu (podobnie, jak boksu, kolarstwa, szermierki, nawet dźwigania ciężarów). Gdy Kazimierz Górski udowodnił dwa lata później, że monachijski sukces nie był przypadkowy, projekt ów nabrał jeszcze większych rumieńców. Decydenci pozostawali jednak głusi na racjonalne argumenty, że potrzeba więcej sportu w szkołach, boisk na osiedlach, stadionów w miastach, ośrodków dla reprezentacji w regionach. Piłkarscy działacze (określenie menedżer byłoby nieadekwatne) tylko potakiwali. Wystarczyło, że zabrali się z ekipą na finały MŚ do Argentyny, Hiszpanii i Meksyku i już w nich entuzjazm zgasł.

    Przegraliśmy z kretesem dwa kolejne mundiale i problem: co z tą polską piłką nożną - wrócił. Bo, że stoi ona zaściankiem - to wiemy od dawna. Tak jak, że rodzima myśl szkoleniowa nie istnieje, że panowie prezesi - Apostel i Piechniczek (odpowiadają za ten "odcinek") nie chcą otworzyć się na świat, a wokół pełno ludzi niechętnych (w parlamencie, samorządach, regionalnych związkach) do wydobycia się z peryferiów. Prezes Listkiewicz, po mundialowym blamażu, namawia (kogo?, bo dziennikarzy nie trzeba) do podążania drogą, jaką poszli Czesi. Ani przecież bogatsi, ani zdolniejsi i też po traumie, jaką pozostawiła w umysłach komuna. Sąsiedzi z południa mają od nas wszystko lepsze. System szkolenia począwszy od naboru, bazę, ligowe kluby (występują z powodzeniem w europejskich pucharach), trenerów (poza Liczką, Palą, Panikiem, Radolskim!) i zawodników. Za graczami z Czech wciąż rozglądają się dobre europejskie drużyny. A reprezentacja gra odważnie, widowiskowo i zawsze o zwycięstwo. A uczyli się sąsiedzi tego wszystkiego od nas, po naszej wiktorii w 1974 właśnie w Niemczech.

    Dla nas były to stracone lata.

    Dortmund. 22 czerwca.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo