Tomasz Malinowski

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Z polskimi piłkarzami trudno się nudzić.
    I nie chodzi tu wcale o aspekt relacji towarzyskich. Jak nikt, potrafią wśród kibiców dozować nastroje. Od złości, nawet nienawiści - po euforię. Prześledźmy wyniki tylko tegorocznych meczów. Porażka (USA 0:1), zwycięstwo (Arabia Saudyjska 2:1), hańba (Litwa 0:1), wygrana (Wyspy Owcze 4:0), kompromitacja (Kolumbia 1:2), satysfakcja (Chorwacja 1:0). Bilans w kratkę. Gdy gra podopiecznych Janasa już podoba się, ci fundują wszystkim obciach. Gdy wydaje się, że drużyna stoi na straconej pozycji, Żurawski i spółka potrafią pozytywnie zaskoczyć. Huśtawka nastrojów zadziwiająca.

    Ale kogo musi interesować samopoczucie kibica? W takiej imprezie, jaką są mistrzostwa świata, liczą się wyłącznie wyniki. Najlepiej tylko wygrane, bo historia mistrzostw uczy, że na samych remisach daleko się nie zajdzie. Jeżeli drużyna Janasa nadal będzie grała w kratkę, to prawem serii należy spodziewać się przegranej już w pierwszym spotkaniu o punkty. Oby nie; oby biało-czerwoni po raz pierwszy w tym roku wygrali dwa razy z rzędu. Czy istnieją przesłanki, by tak się rzeczywiście stało?

    Po potyczce z Chorwacją na pewno takowe istnieją. Spójrzmy na system gry: 1-4-5-1. Wcale nie odkrywczy. Taki kompakt, jak płyta; piłka ma krążyć między czterema obrońcami. Przechodzić przez dwóch defensywnych pomocników, trafiać do kolejnej trójki, z dwoma typowymi skrzydłowymi. I w finale - do wysuniętego napastnika, nie ograniczającego się wcale (jeśli jest wysoki) do strącania piłki kolegom. W polskim wydaniu Żurawski, który nie jest, może, jeszcze graczem kompletnym, potrafi wiele więcej. W meczu z Chorwatami, oczywiście, nie wszystko było tak, jak chciałby tego Janas i zawodnicy. Przede wszystkim oni powinni dłużej utrzymywać się przy piłce, regulować tempo swoich akcji. Więcej też grać skrzydłami. Obecność dwójki defensywnych pomocników - Radomskiego i Sobolewskiego, mających baczenie na wszystko, co dzieje się na przedpolu bramki, dawała więcej swobody skrajnym obrońcom - Baszczyńskiemu i Żewłakowowi. Nie zawsze jednak ci korzystali z ofensywnych możliwości. Na pewno jednak był to ważny sprawdzian tego ustawienia taktycznego. Czy akurat w takim Polacy zagrają z Ekwadorem, gdzie trzeba będzie atakować non stop? Odpowiedź powinna brzmieć następująco: w takim systemie też można wygrać!

    Selekcjoner ma więc o czym myśleć. Na wtorek reprezentacji zakontraktowano mecz z drużyną ligi regionalnej. Janas nie chce jednak już grać. W obiektywie telewizyjnych kamer zwłaszcza.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo