Nie wiedział, ale powiedział

    Nie wiedział, ale powiedział

    KAMILA PERKOWSKA [email protected]

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Liczyli, że dostaną płatności obszarowe, każdy po kilka tysięcy złotych. Nie dostali nic. Twierdzą, że Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa oszukała ich i dlatego zamierzają wytoczyć jej sprawę w sądzie.
    Dopłaty bezpośrednie może otrzymać każdy rolnik legitymujący się numerem identyfikacyjnym nadanym przez ARiMR. Warunek: musi gospodarować przynajmniej na jednym hektarze i utrzymywać go w dobrej kulturze rolnej. Niby nic wielkiego...
    Okazuje się jednak, że unijnego dofinansowania do gruntów za ubiegły rok na Kujawach i Pomorzu nie otrzymało 258 osób. Co ciekawe, 19 przez błąd urzędnika. Najwięcej, bo aż 11 takich przypadków było w biurze powiatowym agencji w Bydgoszczy.

    Nie wiedział, ale powiedział

    Już o tym pisaliśmy: Jan Palmowski z Gzina, gm.
    Dąbrowa Chełmińska przeszedł na rentę strukturalną. Wcześniej musiał przepisać swoje gospodarstwo na syna Tobiasza. Umowę spisali 24 czerwca 2005 roku. Sześć dni później zgłosili się do biura powiatowego ARiMR w Bydgoszczy. O fakcie przekazania gruntów poinformowali obsługującego ich starszego specjalistę Zbigniewa Grzankę. Zapytali też co zrobić ze złożonym wcześniej przez Jana wnioskiem o dopłaty bezpośrednie. - Taki z niego specjalista, a nic nie wiedział. Wciąż zmieniał zdanie - mówi Palmowski-ojciec. - W końcu wyszedł, żeby kogoś zapytać. Wrócił po 20 minutach i stwierdził, że nowy wniosek, który wypełnił syn, nie będzie potrzebny. Zostaje mój, bo to ja obsiałem pola i zebrałem plony. Dopłaty będą więc dla mnie - opowiada pan Jan.
    Tego samego dnia, krótko po powrocie z agencji, do Palmowskich zadzwonił Grzanka. - Powiedział, że to jednak syn, jako nowy właściciel gruntów, powinien starać się o płatności obszarowe. Dodał, że nie musi się spieszyć z przyjazdem do biura w Bydgoszczy, bo ma na to 30 dni - relacjonuje rolnik. Tobiasz razem z Janem zjawili się w bydgoskiej ARiMR po 20 dniach, ale usłyszeli, że się spóźnili. Zgodnie z ustawą wniosek transferowy trzeba było złożyć w ciągu 14 dni od przekazania ziemi.

    Odwołania i skargi

    Nie byli jedyni. To samo usłyszeli inni gospodarze. Wszyscy napisali odwołanie. Na nic. Nie pomogły nawet skargi na Zbigniewa Grzankę, który tak "fachowo" obsłużył przynajmniej dziesięciu rolników. ARiMR za każdym razem tłumaczyła pokrzywdzonym, że nie można przywrócić terminu składania wniosków, jeżeli jest to termin ustawowy.
    - 28 lutego złożyliśmy odwołanie. Po miesiącu dostaliśmy odpowiedź od Stanisława Barłoga, dyrektora kujawsko-pomorskiego oddziału agencji. Przychylił się do decyzji kierownika bydgoskiego biura. Od tego momentu mieliśmy miesiąc na złożenie skargi w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Bydgoszczy. Wahaliśmy się, ale kiedy "Pomorska" po raz pierwszy nagłośniła tę sprawę, zadzwoniło do mnie kilku rolników, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji. Wtedy postanowiłem, że powalczymy o swoje - mówi pan Jan.

    Stracone tysiące

    Tobiaszowi Palmowskiemu przepadło około 9 tys. zł. Jego sąsiadowi Markowi Sobali niespełna osiem, rolnikowi z Osieka, któremu gospodarstwo także przekazali rodzice, pół tysiąca więcej. - Takie pieniądze to dla nas majątek - mówią zgodnie.
    O tym, że wniosek o dopłaty złożony przez ojca jest nieważny, gospodarz z Osieka dowiedział się przypadkiem. - W listopadzie pan Grzanka powiedział tacie, że wystarczą druki złożone przez niego. W grudniu natomiast dowiedzieliśmy się od kolegi, że to ja powinienem wypełnić wniosek. Od razu pojechaliśmy do agencji, ale już niczego nie załatwiliśmy. Na pewno nie zostawimy tak tej sprawy! - twierdzi młody rolnik.
    Wszyscy czekają teraz na decyzję sądu. Mają nadzieję, że zajmie się tą sprawą. - W lutym, kiedy przyjechaliśmy złożyć odwołanie, podszedł do nas pan Grzanka. Przyznał się do błędu. Powiedział, że często zmieniają się przepisy i nie wiedział wtedy, co robić. Żałuję, że nie nagraliśmy tej rozmowy, mielibyśmy dowód w sądzie - mówi starszy Palmowski.
    Dyrektor Barłóg: - Nam pracownik nie przyznał się do błędu. Nie mamy więc żadnych dowodów. Od pewnego czasu nie są mu jednak przyznawane nagrody. Jeżeli rolnicy czują się pokrzywdzeni, to oczywiście mają prawo skierować sprawę do sądu. Wiem, że kilku z nich już to zrobiło.

    Bez konsekwencji

    Zbigniewa Grzankę, który po tylu wpadkach nadal pracuje w ARiMR i obsługuje rolników, wziął w obronę Kazimierz Górski, kierownik bydgoskiego biura powiatowego. Jeszcze niedawno powtarzał, że każdemu zdarzają się pomyłki, że agencja nie może beneficjenta trzymać cały czas za rączkę i mówić mu, co ma robić.
    Z dziennikarzami rozmawiać już nie chce. Teraz do wysokich kompetencji swojego podwładnego próbuje przekonać rolników. - W lutym powiedział mi, że Grzanka to jego najlepszy pracownik. Aż strach pomyśleć, jak pracują pozostali - śmieje się Jan Palmowski.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo