Rolnicy czekają na gości

    Rolnicy czekają na gości

    Kamila Perkowska

    Gazeta Pomorska

    Gazeta Pomorska

    Goście w gospodarstwie Marioli i Tomasza  Najdulów mogą czuć się bezpiecznie, strzeże  ich szeryf.

    Goście w gospodarstwie Marioli i Tomasza Najdulów mogą czuć się bezpiecznie, strzeże ich szeryf. ©Tytus Żmijewski

    Właściciele gospodarstw agroturystycznych obawiają się, że pieniądze wydane zimą na inwestycje nie zwrócą się. Sezon już trwa, a póki co zainteresowania "miastowych" taką formą wypoczynku nie widać.
    Goście w gospodarstwie Marioli i Tomasza  Najdulów mogą czuć się bezpiecznie, strzeże  ich szeryf.

    Goście w gospodarstwie Marioli i Tomasza Najdulów mogą czuć się bezpiecznie, strzeże ich szeryf. ©Tytus Żmijewski

    Wielu gospodarzy z Kujaw i Pomorza na agroturystów czeka przez cały rok. Ci jednak odwiedzają wieś najczęściej latem, podczas wakacji. Dlatego nieoficjalnym początkiem sezonu agroturystycznego jest zawsze maj. - Przyjeżdżają wtedy do nas goście na kilka dni, na tak zwaną "majówkę" - mówi Tadeusz Zamłyński, sołtys Strzelec Dolnych i właściciel gospodarstwa agroturystycznego "Oscar".


    Rolnicy przyznają, że na razie nie ma wielkiego ruchu w interesie. - Ludzie dzwonią, pytają. Najczęściej przyjeżdżają do nas tylko na jeden dzień, pojeździć konno - przyznaje Mariola Najdul, która prowadzi działalność agroturystyczną w Dobrczu.


    Dopłaty za drogie


    Razem z mężem Tomaszem gospodaruje na 4,5 ha. Mają duży dom, w którym przygotowali dwa pokoje. Jednorazowo przyjmują maksymalnie osiem osób. - Moglibyśmy więcej, ale najpierw trzeba by było zaadaptować strych. To, niestety, kosztuje. Rolnikom prowadzącym gospodarstwa agroturystyczne przysługują jednak dopłaty w ramach SPO "Różnicowanie działalności rolniczej i zbliżonej do rolnictwa w celu zapewnienia różnorodności działań lub alternatywnych źródeł dochodów". Państwo Najdul, podobnie jak wielu ich sąsiadów, nie korzystają z nich. - Nie stać nas - twierdzą. - Aby na strychu urządzić pokój potrzebujemy około 30 tys. zł. Tak nam wyliczył kosztorysant. Przebudowę musielibyśmy sfinansować ze swoich pieniędzy. Dopiero potem dostalibyśmy zwrot połowy poniesionych kosztów. To oznacza, że przynajmniej 15 tys. zł trzeba by było wyłożyć z własnej kieszeni.


    Mimo to, co roku rolnicy z Dobrcza przeznaczają spore kwoty na inwestycje. Gospodarstwo urządzili w stylu country. Są już konie, domu pilnuje słomiany szeryf. Niedawno powstał też saloon. - Można będzie schować się w nim przed deszczem, wypić lub zjeść. Musimy go wyposażyć zanim sezon rozkręci się na dobre - mówi pani Mariola.


    Więcej, ale wciąż mało


    W połowie maja przyjedzie do nich grupa myśliwych z Niemiec. Będą to pierwsi goście w tym roku, którzy zatrzymają się w gospodarstwie na dłużej. - Urlop na łonie natury nie jest drogi, wielu ludzi jednak na to nie stać. Z kolei ci, którzy mają pieniądze, wolą wyjechać za granicę. Gdzieś, gdzie pogoda jest pewna. Co prawda z sezonu na sezon frekwencja poprawia się, ale mogłoby być lepiej - ocenia Mariola Najdul.


    Goście nie odwiedzili też jeszcze Bernadety Zmudzińskiej z Aleksandrowa, gm. Dobrcz. - Na razie nikt nawet nie interesował się wynajęciem kwatery u mnie - przyznaje. - Prowadzę gospodarstwo agroturystyczne od ośmiu lat i jest coraz gorzej. W ubiegłym roku o tej porze było już tłoczno. W Myślęcinku zorganizowano wtedy zawody kolarskie. Rodziny sportowców na kilka dni zatrzymały się u mnie.


    Również pani Bernadeta nie stara się o unijne wsparcie. - Żeby otrzymać dopłatę należy spełnić szereg wymogów. A to nie jest takie proste - uważa. Inwestuje więc z tego, co zarobi. To, że rolnicy zajmujący się agroturystyką nie sięgają po pieniądze z Unii Europejskiej potwierdza Hanna Nowakowska-Hapka z K-P ODR w Minikowie. - Nie stać ich na to, by najpierw wyłożyć całą kwotę, a dopiero potem czekać na refundację połowy. W województwie kujawsko-pomorskim dopiero w połowie kwietnia wykorzystano całą pulę środków ze wspomnianego działania w ramach SPO. Dofinansowanie do działalności agroturystycznej cieszyło się najmniejszym powodzeniem. - Z tego, co wiem częściej po te pieniądze sięgali ludzie mieszkający w miastach. Kupowali na wsi kilka hektarów ziemi i dopiero tworzyli gospodarstwo agroturystyczne. Takich prawdziwych rolników było niewielu - dodaje Nowakowska-Hapka.


    Kto nie inwestuje - nie zarabia


    Gospodarze przyznają, że z wynajmowania pokoi utrzymać się nie da. - Trudno powiedzieć, czy agroturystyka się jeszcze opłaca. Można ją traktować chyba jedynie jako dodatkowe źródło dochodu. Nie rezygnuję jednak, bo lubię gości w swoim domu - twierdzi rolniczka z Aleksandrowa.


    Zdaniem Hanny Nowakowskiej-Hapki gospodarstwo, którego właściciel nie inwestuje i nie dba o dodatkowe atrakcje, zawsze będzie cieszyło się mniejszym powodzeniem wśród agroturystów. - Niestety, problem polega na tym, że ludzie boją się rozszerzać swoją ofertę, bo każda dodatkowa atrakcja, np. spływy kajakowe powinna być opodatkowana.


    Z szacunkowych danych K-P ODR w Minikowie wynika, że na Kujawach i Pomorzu funkcjonuje obecnie 220-250 gospodarstw agroturystycznych. - Prawdopodobnie około 40 procent z nich nie spełnia jednak wszystkich wymogów. Wielu rolników prowadzi turystykę wiejską. A o agroturystyce możemy mówić wtedy, kiedy gospodarstwo jest czynne rolniczo. Chodzi przecież o to, żeby goście mogli zobaczyć, jak wygląda prawdziwe życie na wsi, jak doi się krowy, czy sieje na polu - twierdzi Hanna Nowakowska-Hapka.


    [email protected]

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo