Coś do udowodnienia

    Coś do udowodnienia

    Magdalena Zimna

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Narada w teamie Golloba. Tomasz  (pierwszy z lewej) nie zrezygnował  jeszcze z walki o tytuł najlepszego na  świecie.

    Narada w teamie Golloba. Tomasz (pierwszy z lewej) nie zrezygnował jeszcze z walki o tytuł najlepszego na świecie. ©Fot. Jarosław Pruss

    Jason Crump prowadzi w klasyfikacji przejściowej po dwóch turniejach cyklu Grand Prix. Australijczyk jest też głównym faworytem do zdetronizowania Tony Rickardssona.
    Narada w teamie Golloba. Tomasz  (pierwszy z lewej) nie zrezygnował  jeszcze z walki o tytuł najlepszego na  świecie.

    Narada w teamie Golloba. Tomasz (pierwszy z lewej) nie zrezygnował jeszcze z walki o tytuł najlepszego na świecie. ©Fot. Jarosław Pruss

    Drugi w słoweńskim Krsko i najlepszy we Wrocławiu. Crump dotrzymuje słowa danego jeszcze pod koniec poprzedniego sezonu. - Powalczę o odzyskanie tytułu - zapowiadał wtedy.


    Rewanż w Eskilstunie


    W ubiegłorocznym cyklu tylko przez trzy turnieje dotrzymywał kroku Rickardssonowi. Szwed odjechał mu już w Wielkiej Brytanii, gdzie wypracował sobie ponad trzydziestopunktową przewagę. Teraz Crump jest w lepszej sytuacji i według wielu obserwatorów, lepszej dyspozycji niż jego najgroźniejszy rywal. Na koncie ma 45 punktów, 22 więcej od Rickardssona, a obu zawodników dzieli pięć miejsc w klasyfikacji.


    - We Wrocławiu wszystko zagrało idealnie - komentował Australijczyk. - Mam nadzieję, że szczęście nie opuści mnie w kolejnych turniejach. Chcę już do końca startować w żółtym plastronie lidera. Moim celem jest mistrzostwo świata.


    Rickardsson spadek o kilka pozycji "zawdzięcza" kiepskiemu startowi w GP Europy (zdobył tylko 6 punktów). Szwed był tam w dyspozycji, jakiej kibice dawno nie oglądali. Przez całe zawody oglądał plecy rywali i nie wygrał ani jednego wyścigu. We Wrocławiu startował - co prawda - po chorobie, ale jeszcze gorsze od formy fizycznej były jego motocykle.


    Czy to oznacza koniec panowania Szweda? Niekoniecznie, bo Rickardsson ma w tym roku podwójną motywację. Siódmy tytuł indywidualnego mistrza świata będzie absolutnym rekordem. Sześcioma krążkami wyrównał wszak "dopiero" rekord Nowozelandczyka Ivana Maugera. Podnadto, na siódmy tytuł ma już ostatnią szansę, bo ten rok będzie ostatnim w jego żużlowej karierze. Dużą szansę na odrobienie części strat będzie miał za dwa tygodnie, przed własną publicznością. Elita zjedzie bowiem do szwedzkiej Eskilstuny. Tam Rickardsson ma zresztą wiele do udowodnienia. Przed rokiem w dramatycznym finale był drugi, właśnie za Crumpem. Pewne, wydawałoby się, zwycięstwo, odebrał mu wtedy... Nicki Pedersen, który upadł przy prowadzeniu Rickardssona i wyścig trzeba było powtórzyć. Drugiej szansy nie zmarnował Crump.


    Gdzie dwóch się bije


    Nudno byłoby jednak, gdyby właśnie ta dwójka znów zdominowała mistrzostwa. Może więc na walce dwóch największych konkurentów skorzysta ktoś inny?


    Sygnał gotowości do walki o najwyższe trofeum dało dwóch byłych mistrzów świata - Nicki Pedersen i Greg Hancock. Duńczyk zdobył Wielką Nagrodę Słowenii, a we Wrocławiu słono zapłacił za jeden tylko błąd. Był pierwszy po serii zasadniczej, ale w półfinale zlekceważył młodszych kolegów. To kosztowało go miejsce w wielkim finale i - być może - prowadzenie w klasyfikacji przejściowej. Amerykanin zaś pozbierał się po niepowodzeniu w Słowenii (dopiero 11. miejsce) i w GP Europy przypominał już zawodnika, który w 1997 roku sięgnął po mistrzostwo.


    Wysoko w klasyfikacji są również ci, którzy nie poznali jeszcze smaku złota. Debiutujący w roli stałego uczestnika cyklu Matej Zagar (27 pkt i 4. miejsce) chce pokazać, że brak doświadczenia w elicie nie przeszkadza w osiąganiu sukcesów. Co wyjątkowo cieszy, w czubie jest też Tomasz Gollob (3. pozycja). Na dobry początek stanął na podium w Krsko, a we Wrocławiu dojechał do półfinałów. W kolejnych turniejach trzeba jednak powtarzać ten pierwszy wynik, bo tylko w miarę regularne starty w wielkim finale dadzą upragnione złoto. Zadanie to niełatwe, biorąc pod uwagę areny zmagań cyklu. Dobry występ Golloba z góry można założyć w jego rodzinnej Bydgoszczy (pięć wygranych, w tym cztery ostatnie lata z rzędu!). Nieźle powinno być również w czeskiej Pradze, czy na szwedzkich torach, jednak już na sztucznych nawierzchniach w Cardiff czy Kopenhadze nie szło mu ostatnio zbyt dobrze.


    Zostać na dłużej


    Nieco inne cele mają przed sobą pozostali Polacy. Jarosław Hampel, choć po cichu liczy pewnie na medalowe miejsce, głośno mówi o pierwszej ósemce na zakończenie cyklu. Tak samo jak Piotr Protasiewicz, który chce na dłużej zostać w elicie. Formę Hampela trudno na razie ocenić, bo po falstarcie w pierwszej rundzie (4 pkt), zaliczył udany występ na torze, który przez lata startów w miejscowym Atlasie poznał jak mało kto. Bydgoszczanin z kolei nie może się odnaleźć w elicie. Po dwóch turniejach jest ostatni z grona stałych uczestników cyklu GP. Oby w kolejnych rundach zagrał na nosach tym, którzy już go skreślili...


    Przed końcem rywalizacji czeka nas bowiem aż osiem rund i - miejmy nadzieję - mnóstwo niespodzianek. Oby tylko na torach coś się działo. Po pierwszym ciekawym turnieju, kibice obejrzeli zawody, w których z toru wiało nudą, bo walki na dystansie było jak na lekarstwo... Kiedy żużlowcy jeżdżą gęsiego od startu do mety, nawet zagorzałych kibiców nie interesują wydarzenia na torze. Nawet jeśli oglądają mistrzostwa świata. To już jednak wyzwanie nie dla zawodników (im akurat woli walki odmówić nie można), ale dla władz cyklu i gospodarzy kolejnych rund.


    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo