Nie ma mocnych

    Joachim Przybył

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    To był wielki dzień toruńskich żużlowców. Mecz z Unią miał być dla nich rewanżem za przegrane derby Pomorza. I był. "Jaskółki" poniosły jedną z najbardziej dotkliwych porażek od czasu powrotu do ekstraligi.

    Wydawało, że już dawno w ekstralidze nie było tak mocnego zespołu jak Unia Tarnów. Pierwsze kolejki ekstraligi tylko to potwierdziły. Tarnowianie prowadzeni przez Tomasza Golloba, Janusza Kołodzieja (dwaj najskuteczniejsi jeźdźcy ekstraligi) kroczyli od zwycięstwa do zwycięstwa. Aż do meczu w Toruniu.


    Na torze Adriany Unia przegrała różnicą 24 punktów, co jest najwyższą porażką tej drużyny od momentu powrotu do ekstraligi.

    "Jaskółki" w takich samych rozmiarach przegrały w sezonie 2004 w Częstochowie, ale wtedy w składzie nie było Tony Rickardssona. - Wynik przeszedł wszelkie nasze najczarniejsze oczekiwania. Nie mogliśmy dojść do ładu z motocyklami. Tor nas zaskoczył, spodziewaliśmy się bardziej przyczepnej nawierzchni, choć słyszeliśmy, że w Toruniu od początku sezonu jest twardo. Trzeba przełknąć tę gorzką pigułkę i jechać dalej - powiedział prezes Unii Szczepan Bukowski.


    Szpital zamiast toru


    - Trudno to wyjaśnić, gdy wszyscy przegrywali starty. Drużyna miejscowa była znakomicie przygotowana do meczu. Byliśmy bezradni, poza Tony i częściowo Tomkiem pozostali zawodnicy nie istnieli. Nie mam do nich pretensji, bo nie wiedzieli, jak ustawić swoje motocykle. Nie było możliwości powalczyć o choćby honorową porażkę - przyznał trener Marianła.


    W przypadku Adriany było trochę nerwów przed meczem. Trener Jan Ząbik chciał skorzystać z Simona Steada, który miał zastąpić poobijanego Bjarne Pedersena. Anglik przyjechał do Torunia, ale został zaatakowany przez alergię w takim stopniu, że trafił nawet do szpitala.


    Na szczęście nie przyniosło to żadnych negatywnych konsekwencji dla zespołu. - Tor przygotowaliśmy taki, żeby wszystkim naszym zawodnikow pasował. Tak udało nam się trafić, że pojechali wszyscy. Każdy z zawodników zrobił co do niego należało. Na pewno jestem trochę zaskoczony rozmiarami zwycięstwa, ale widząc mobilizację w zespole byłem pewny korzystnego wyniku - powiedział trener Jan Ząbik.


    Świetnie spisywała się para Ales Dryml - Krzysztof Słaboń. Czech imponuje od pierwszego występu w ekstralidze, co innego Słaboń. Początek sezonu miał przeciętny, ale teraz z meczu na mecz staje się coraz ważniejszym punktem zespołu. - Brakowało mi jazdy w pierwszych meczach. Teraz dograłem już wszystkie elementy i forma jest stabilna. Chciałbym podobny poziom utrzymać także w spotkaniach wyjazdowych - podkreślił żużlowiec.


    Do szczęścia gospodarzom zabrakło choćby jednego zwycięstwa z niesamowitym tego dnia Tony Rickardssonem. Najbliżej tego był Wiesław Jaguś, dwukrotnie jechał przed Szwedem, w ostatnim biegu przegrał tuż przed metą. - Tony pokazał klasę. Czy mogłem coś więcej zrobić? Może mogłem go agresywniej blokować, ale przecież nie o to chodzi. Zawsze zostawiam miejsce rywalom i jeśli ktoś jest szybszy ode mnie, to niech jedzie - przyznał krajowy lider "Aniołów".


    Pożegnanie mistrza


    W środkach nie przebierał Adrian Miedziński, który jak mógł blokował przez niemal cztery okrążenia Szweda, ale minimalny błąd na ostatnim łuku kosztował go wygraną. - Starałem się wygrać jak najwięcej wyścigów, żeby zachować choć minimalne szanse na punkt bonusowy. W Grand Prix we Wrocławiu mi nie poszło, choć oczekiwałem dużo więcej, cieszę się, że przynajmniej mecz w Toruniu był dla mnie tak udany - przyznał szwedzki żużlowiec.


    Rickardsson kapitalnie pożegnał się z kibicami (według jego zapewnień po tym sezonie kończy karierę). W barwach Adriany startował trzy sezony i po meczu zszedł z motocykla i podziękował toruńskiej publiczności za doping (przy okazji obdarował jednego szczęśliwca swoimi goglami).


    Torunianie coraz bardziej zbliżają się do najlepszej czwórki ekstraligi. Kluczem do tego będą zapewne punkty bonusowe i wypadałoby obronić ten wynik w Tarnowie. Adriana nie jest bez szans, przed rokiem zdobyła bonus z Unią wygrywając u siebie 50:40.


    - Jesteśmy sportowcami i myślimy o rewanżu. Czy wierzę w bonus? A dlaczego nie, z Włókniarzem w krajowym składzie zdobyliśmy masę punktów. Uważam, że stać nas na odrobienie strat, jeżeli pojedziemy w optymalnym składzie - podkreśla trener Wardzała.


    Nastroje szkoleniowca temperuje jednak Kołodziej. - Powinniśmy się martwić o zwycięstwo, a nie o bonus. Uważam, że mamy bardzo małe szanse, żeby odrobić w rewanżu takie straty. Optymistami są torunianie. - Wszyscy zawodnicy dziś zrobili co trzeba. Uzyskaliśmy dobry wynik i jesteśmy w stanie obronić go na wyjeździe - podkreślił Ales Dryml.


    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo