Straty liczone w tonach i tysiącach złotych

    Straty liczone w tonach i tysiącach złotych

    Kamila Perkowska

    Gazeta Pomorska

    Gazeta Pomorska

    Straty liczone w tonach i tysiącach złotych

    ©Tomasz Wilczkiewicz

    - Kto miał zbyt mały limit lub go dzierżawił - odpadał - twierdzą byli plantatorzy buraków cukrowych, którzy jeszcze w zeszłym roku dostarczali je do cukrowni "Chełmża". Z taką oceną sytuacji nie zgadza się szefostwo koncernu Nordzucker, właściciela cukrowni.
    Straty liczone w tonach i tysiącach złotych

    ©Tomasz Wilczkiewicz

         W tym roku termin podpisywania umów kontraktacyjnych z rolnikami sprzedającymi buraki fabryce w Chełmży mijał 10 marca. Kilka dni wcześniej na spotkaniu z inspektorem cukrowni wielu dotychczasowych dostawców dowiedziało się, że na podpisanie kontraktu nie mają szans. - Znaleźliśmy się na liście - mówi były plantator z Ryńska, gm. Chełmża.
         Uprawa zbyt ryzykowna
         
    Owa lista zawierała nazwiska osób, które miały limity poniżej 75 ton.
    - Zostałem wyczytany, bo dotąd dostarczałem 52 tony, czyli za mało - jeden z rolników twierdzi, że Nordzucker umowy nie chciał podpisać nawet z tymi, którym do 75 ton brakowało niewiele. - Inspektor powiedział, że musimy szybko zadecydować o tym, czy sprzedajemy limity, czy je dokupujemy. Nikt długo się nie zastanawiał. Plantator z Ryńska dogadał się z kolegą. - Uważałem, że dalsza uprawa buraków byłaby zbyt ryzykowna. Kto wie, czy za rok nie okaże się, że 75 ton to też za mało i znów trzeba będzie je dokupić. Gospodaruję na 12 hektarach, więcej siać już bym nie mógł - tłumaczy.
         Podobnie postąpili jego sąsiedzi. Eugeniusz Balmas, także z Ryńska swojego limitu pozbył się już rok temu. Oddał go zięciowi. Twierdzi, że miał dosyć współpracy z cukrownią, a uprawa buraków stawała się coraz mniej opłacalna. Cieszy się, że nie zwlekał, bo w tym roku miałby podobny problem, co koledzy. Limit pana Eugeniusza wynosił dokładnie 75 ton. - Po przyjęciu reformy rynku cukru okazało się, że Nordzucker wyprodukuje go w następnej kampanii mniej. Postanowił więc zmniejszać limity plantatorom. W tym roku o 17 procent. Po tych cięciach i tak nie podpisaliby ze mną umowy.
         Rolnicy z Ryńska mówią, że na dogadanie się z cukrownią nie mieli szans także ci, którzy nie wywiązali się z ubiegłorocznych zobowiązań. - Wielu plantatorów z powodu klęski suszy nie miało takich zbiorów, jakich się spodziewali. Nie oddali więc tylu buraków, ile było w umowie. Jednak w cukrowni to, że susza zniszczyła im uprawy nikogo nie obchodziło. Dariusz Zieliński, manager ds. zaopatrzenia w surowiec w zakładzie "Chełmża" zaprzecza: - Wiedzieliśmy, jaka jest sytuacja, dlatego nawet nie nakładaliśmy na rolników kar. Umowę też, jeśli chcieli, mogli podpisać.
         Jedni zaoszczędzili, inni stracili
         
    Pretensje do cukrowni rolnicy mają nie tylko o to, że ta nie chciała podpisać z nimi umów. Są oburzeni, że o wszystkim dowiedzieli się w ostatniej chwili. - Nie można działać z zaskoczenia! Dlaczego nikt wcześniej nas nie uprzedził? - pytają. Wielu rolników miało raptem 2-3 dni na sprzedanie swojego limitu. Byli jednak też tacy, którzy musieli go zbyć w ciągu kilku godzin. - Dwie godziny przed końcem podpisywania kontraktów dowiedziałem się, że ze mną nie zostanie on podpisany - mówi Mariusz Iwański z Ryńska. Twierdzi, że Nordzucker nie chciał podpisać umowy, ponieważ limit dzierżawił od cukrowni. Wynosił 106 ton. - Na początku podawano mnóstwo dziwnych powodów. Najpierw usłyszałem, że nie mam wystarczających kwalifikacji, żeby siać buraki. To bzdura! Skończyłem studia rolnicze, a pracę magisterską pisałem właśnie na temat uprawy buraków cukrowych. Znalazł się więc inny, równie dziwny powód: dzierżawa limitu. A przecież przez dwa lata dzierżawiłem go od cukrowni legalnie! Nie miałem jednak wyjścia, musiałem zrezygnować.
         Wszyscy przyznają, że na szybkiej sprzedaży limitów bardzo dużo stracili. W zeszłym roku, po zakończeniu kampanii można było je zbyć po 120-150 zł za tonę. - Na początku lutego mogliśmy dostać najwyżej 60-80 złotych. Jednak im było bliżej końca podpisywania umów, tym cena coraz bardziej spadała. Ci, którzy jako ostatni dowiedzieli się, że są na liście, musieli zadowolić się 20 złotymi za tonę - twierdzi były plantator z Ryńska.
         Nikt się nie skarżył
         
    Oskarżeniom rolników dziwi się Jarosław Kamieniarz, członek zarządu koncernu Nordzucker. - Chciałbym zdementować te pogłoski. Podpisywaliśmy umowy zarówno z rolnikami, mającymi małe, jak i duże plantacje. Zawarliśmy kilkadziesiąt kontraktów na dostawę mniej niż 50 ton buraków cukrowych.
         Potwierdza to Dariusz Zieliński i dodaje, że sami plantatorzy chcieli sprzedać swoje prawa do uprawy buraków. - Panowała wtedy wśród nich opinia, że niebawem buraki przestaną być opłacalne. Wielu postanowiło szybko pozbyć się limitu. Kiedy jednak okazało się, że Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa będzie wypłacała dopłaty cukrowe, zaczęli żałować swojej decyzji. Stąd pewnie teraz ten szum.
         
    Szefostwo koncernu nie rozumie też dlaczego dopiero teraz rolnicy skarżą się na inspektorów. - Wcześniej nikt nie zgłosił nam problemu. Jeżeli nie można dogadać się z jakimś inspektorem, należy porozmawiać z dyrektorem działu surowcowego. Poza tym uważam, że gdyby działo się wtedy coś złego, plantatorzy zareagowaliby natychmiast. Dlaczego teraz odgrzewają stare sprawy?- dziwi się Jarosław Kamieniarz.
         

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo