Prawdziwi motocykliści szanują życie

    Prawdziwi motocykliści szanują życie

    Adrianna Ośmiałowska

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    W niedzielne popołudnie w Okalewie (gmina Skrwilno) ścigali się motocykliści. Dwie maszyny się zderzyły, w niewyjaśnionych jeszcze okolicznościach. Jadący nimi młodzi mężczyźni trafili do szpitali w Toruniu i Włocławku z ciężkimi obrażeniami. - <i>Za głupotę trzeba płacić </i>- takim głosem komentują wypadek rypinianie.

    - Słyszała pani? Jeden nie żyje, drugi ma amputowaną nogę. Dobrze im tak. Jeżdżą jak wariaci. Całe szczęście, że nikomu innemu nic się nie stało. Tych motocyklistów trzeba się bać, na nikogo nie zważają. Dawcy narządów - usłyszałam w sklepie. Dla porządku: obaj uczestnicy wypadku, wbrew pierwszej obiegowej opinii, żyją. Powoli wracają do zdrowia. Pozostaje jednak pytanie: czy do tego zdarzenia musiało dojść? Czy ludzie słusznie boją się motocyklistów? Czy ci z kolei za nic mają swoje życie, którego głównym celem jest udokumentowane osiągnięcie jak największej szybkości na swojej maszynie?


    Rypińskie Stowarzyszenie Miłośników Motocykli działa od czterech lat.

    Zrzesza około czterdziestu osób, jeżdżących na ślizgaczach, skuterach, komarkach, motorach crossowych i cięższych maszynach. Jedna z osób biorących udział w okalewskim wypadku należy do stowarzyszenia. Odmówiono nam jednak komentarza na ten temat.


    - Szkodzi nam generalizowanie i amerykańskie wyobrażenie o motocyklistach - mówi Agnieszka Kamińska z RSMM. - Po pierwsze, nasi członkowie nie jeżdżą jak wariaci, bo szanują swoje życie, a przede wszystkim swoje maszyny. Jeżeli je samodzielnie składają, czasem po kilka lat, zbierają na zakup poszczególnych części, to nie po to, by taką wychuchaną maszynę zajeździć. Nie można każdego motocyklisty, który szaleje na drodze, przypinać do całości. To tak, jakby mówić, że wszyscy kierowcy samochodów to pijacy, bo przecież wielu z nich prowadzi po alkoholu. Wielu, nie znaczy wszyscy. Po drugie, owo amerykańskie wyobrażenie powoduje, że jesteśmy postrzegani jako nieokrzesani prowokatorzy bójek, z puszkami piwa w ręku. Nic bardziej mylnego.


    Agnieszka Kamińska podkreśla, że stowarzyszenie nie może brać odpowiedzialności za pseudomotocyklistów, którzy szlifują maszyny, nierzadko narażając swoje życie, a czasem też zwykłych przechodniów:


    - To przecież dorośli ludzie, mają swój rozum, wiedzą, co robią. Nie znam sposobu na zmniejszenie skali tego zjawiska. Mogę tylko zaprosić wszystkich chętnych do naszego stowarzyszenia. Żeby zobaczyli, czym naprawdę jest jazda na motocyklu. Że to pasja, że łączy nas chęć poznawania ludzi. Że na zlotach nie ma miejsca na agresję. Jesteśmy jedną wielką rodziną.


    W ubiegłym roku mieszkańcy Rypina i Okalewa narzekali na motocyklistów, którzy przemykali ulicami miasta lub ścigali się koło pomnika w gminie Skrwilno. W br. takich głosów policja nie odebrała. Nieoficjalnie "Pomorska" dowiedziała się, że w Internecie krążyły filmy z pościgami, m.in. z Okalewa. Kamery były podobno nastawiane na szybkościomierze, by rejestrować maksymalną prędkość. Dostępne miały być na stronie www.dawcy.pl. Po niedzielnym wypadku, po wypisaniu adresu do wyszukiwarki, następuje przekierowanie strony na portal Onet. Agnieszka Kamińska twierdzi, że nigdy o stronie nie słyszała.


    Mówi oficer prasowy rypińskiej policji podkom. Dariusz Rutkowski: - Wchodziłem na tą stronę, oglądałem filmy z wyścigów, nie mogę jednak stwierdzić czy były one nagrywane akurat w Okalewie. Prawdą jest też, że strona została zablokowana.


    1 maja prawdziwi motocykliści po raz kolejny będą usiłowali przekonać do siebie mieszkańców miasta. Po mszy świętej, która odbędzie się o godz. 13.00 w kościele parafii św. Stanisława Kostki i rozpocznie sezon, odbędzie się parada ulicami Rypina.


    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo