Zawisza Żółty

    Jacek Deptuła

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    "Nie wiem", "nie wiedzieliśmy", "prezydent nie wiedział". Słowo "nie wiem" zaczyna robić oszałamiającą karierę w IV RP.

    Nic dziwnego, że i ja nie wiem, czy poseł Artur PiS Zawisza nosi w sobie patriotyzm genetyczny rycerza Zawiszy Czarnego. Wiem natomiast, sądząc po licznych bitwach sejmowych, że rodzina po mieczu wzmiankowanego posła przekazała mu na pewno geny polskiego katolicyzmu. Dość osobliwie pojmowanego. Jako sekretarz generalny Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego nie ukrywał Zawisza, że - cytuję - "celem ZChN powinno być państwo katolickie, nawet jeśli dojście do niego wydaje się na razie niemożliwe".
    I proszę, dziś wydaje się to całkiem możliwe, a nawet bardziej niż prawdopodobne. Jako poseł AWS wsławił się Zawisza fantastyczną filipiką w Sejmie pod adresem lewicy: "Małczat’ sobaki!", co z ruskiego na polskie przekłada się na bardzo chrześcijańskie: "Zamknąć się, psy!".
    Ostatnio ów dzielny rycerz jest, całkiem serio, kandydatem na szefa bankowej komisji śledczej. I podobno nawet o tym wie. Cieszy mnie ta kandydatura. Arturek bowiem ma za sobą spore doświadczenie finansowe jako szef rady nadzorczej spółki Eastern Enterprises. Obroty firmy nie były imponujące, jakieś ćwierć miliona złotych w 2001 r. Pieniądze EE zarabiała robiąc tzw. wizerunek dwóm państwowym firmom: "Warsowi" i Poczcie Polskiej, jakby to mogło cokolwiek im pomóc. EE nakręciła mianowicie film o poczciarzach, którego scenarzystką była niejaka Marzena Zawisza, skądinąd małżonka Artura. Rzecz jasna, Zawisza o tym nie wiedział. Bo jedynym wkładem pani Marzenki do kinematografii było podpisanie przyjęcia 20-tysięcznego honorarium. To, że nikt - ani reżyser, ani prawdziwy scenarzysta, nie mówiąc o ekipie filmowej - nie wiedział o samorodnej scenarzystce wydaje się więc oczywiste. Pani Marzenka wyznała tylko prokuratorowi, że pisanie "to była ustna wymiana spostrzeżeń dotyczących kształtu filmu". Mąż, kiedy się o tym dowiedział, poszedł w zaparte: "żona to osoba mająca wyczucie, gust i zmysł artystyczny".
    Równie imponująca jest niewiedza przybocznego prezydenta, Andrzeja Urbańskiego, szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego w randze prostego podchorążego. Onże z gazety dowiedział się, że awansował na porucznika i zdumiał się szczerze. Nie zdziwiłbym się, gdyby o błyskawicznym awansie szefa nie wiedział też minister Radosław Sikorski, bo przecież ciurami się nie zajmuje. Inna sprawa, że nawet podchorąży może zostać oficerem, jeśli wykaże się "szczególnym męstwem na polu walki". A te bitwy kampanii jesiennej '05 to co, panie ministrze Sikorski? Zaciekły front i ogromne męstwo!
    Jak tu więc winić prezydenta Kaczyńskiego, że nie wiedział co podpisuje, nadając generałowi Jaruzelskiemu sybirackie odznaczenie? Nie dość, że nie wiedział, to jeszcze nazwisko mu nic nie mówiło. I jeszcze o jednym nie wiedziałem. Oto poseł Stanisław PiS Pięta oświecił mnie w środę: "Nauczyciele, którzy za PRL byli w PZPR to postpezetpeerowska lumpeninteligencja".
    Cóż dodać? Chyba tylko to, że - na szczęście dla Polski - wielkimi krokami zbliża się koniec tego lumpenposelstwa.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo