Żałoba i po żałobie

    Żałoba i po żałobie

    Janina Paradowska

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Tragedia w katowickiej hali targowej poruszyła Polaków. Po raz kolejny okazało się, że tak nadużywane przez polityków, zwłaszcza dla celów kampanijnych słowo "solidarność" ma bardzo konkretne, mierzone skalą współczucia, ofiarności, oddanej krwi znaczenie. Nastrój po tragedii porównywano do nastroju po śmierci Jana Pawła II, choć wówczas intensywność przeżycia narodowej wspólnoty była z pewnością większa. Zawsze jednak zadajemy sobie pytanie: co z tego zostaje? Tak w wymiarze jednostkowym, społecznym i oczywiście politycznym.

    Dobrze, jeżeli zostanie solidniejsze wykonywanie obowiązków przez tych, którzy ich w sposób oczywisty zaniedbują. Gorzej, jeżeli zacznie się mnożyć przepisy mające nam dać poczucie bezpieczeństwa, a które niczego nie zmienią, bo będzie ich za dużo, staną się bezsensowne lub po prostu nikt ich nie wyegzekwuje. Jest u nas obyczajem, że po każdej tragedii władza popisuje się ustanawianiem nowych zakazów, barier, na każdą sytuację chce mieć nowy przepis.
    Tymczasem wypadki zdarzyły się i zdarzać będą, bowiem jest bardzo wiele czynników, które mogą zawieść, sprowadzić nieoczekiwane komplikacje. Nie da się wszystkiego uregulować aktami prawnymi. Życie jest zdecydowanie bogatsze.
    Po katowickiej tragedii pozostaje nam też lekcja tego, jak wiele zależy od władz regionalnych, od ciągłości władzy i podejmowanych przez nią zamierzeń. Wszyscy podkreślają, że na Śląsku istnieje unikatowy w skali kraju system ratowniczy, który pozwolił ograniczyć liczbę ofiar. Nie stworzono go w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Budowano go od lat, niezależnie od zmieniających się ekip politycznych, mimo że nikt z centrali nie dawał pieniędzy, a nawet robiono wyrzuty, że władze lokalne są zbyt rozrzutne. Okazało się, że różne służby nauczyły się działać sprawnie, że każdy wie, co ma robić, bo rzecz wielokrotnie przećwiczono i nie było niepotrzebnej i desperackiej improwizacji. Państwo, przynajmniej na tym odcinku, okazało się sprawne, bardzo sprawne. Wcale nie okazało się wielką czarną dziurą, którą trzeba dopiero zabudowywać od nowa. To powinno nauczyć nieco pokory polityków, którzy przychodzą z pomysłami na nieustanne rewolucje, w przekonaniu, że tylko oni mają rację, a wszyscy inni przez lata tkwili w niewybaczalnym błędzie. Rolą władzy centralnej jest wspieranie władz lokalnych w tym co dobre, dobudowywanie kolejnych segmentów do tego, co już zbudowano.
    Katowicka tragedia wyciszyła na chwilę polityczne spory, ale one już wracają, bo żaden z problemów trapiących naszą politykę nie został rozwiązany. Nie wiemy, czy będziemy mieli rząd mniejszościowy, czy też poprze go jakaś koalicja. Nie wiemy, czy będę wybory i nadal trwać będzie granie kalendarzem politycznym związanym z uchwalaniem budżetu. Niepewność i nieprzewidywalność stały się trwałymi cechami polskiej polityki. Zwycięstwo prawicy w wyborach nie przyniosło uspokojenia, wprost przeciwnie jest jeszcze goręcej. To może się wydać dziwne, zwłaszcza że rządzą ludzie, którzy tak chętnie nazywają siebie konserwatystami. Z tym określeniem zawsze przecież związany był spokój i umiar, a także pewna przyzwoitość, którą przekracza się coraz częściej. Przykład wyboru przez Sejm członków KRRiT nie powinien zostać zapomniany. Zapewniano nas o tym, jacy to fantastyczni fachowcy w niej zasiądą. I co? Wyszło jak zawsze? Byle jak, po polsku. Wyszło tak, że po prostu wstyd. Generalnie bowiem jest tak, że tego co dzieje się w polskiej polityce po prostu wstyd. I otrzeźwienia nie widać. Po dniach żałoby rzeczywistość znowu zaskrzeczy.
    Autorka jest publicystką tygodnika "Polityka"

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo