(md)

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Dziś TKH odrabia w Tychach zaległości. Mecz z GKS-em to jedna z ostatnich szans na zbliżenie się do czołowej czwórki play off. Pod jednym warunkiem - trzeba go wygrać.
    Spotkanie z KH Sanok miało być okazją do poprawienia bilansu bramkowego i nastrojów w ekipie TKH po porażce w Gdańsku ze Stoczniowcem. To zadanie zostało zrealizowane zaledwie w połowie. "Stalowe Pierniki" strzeliły siedem goli, ale ich gra pozostawia wiele do życzenia. Po pierwszej tercji torunianie z sobie tylko znanych powodów remisowali 2:2 z outsiderem PLH. Przy czym goście wykorzystali dwie z trzech sytuacji pod bramką Łukasza Kiedewicza (Tomasz Wawrzkiewicz odpoczywał), a miejscowi dwie z...
    kilkunastu. Skuteczność w ataku oraz proste błędy w obronie (patrz samobójczy gol Łukasza Sokoła) to dwa kluczowe mankamenty podopiecznych Jarosława Morawieckiego. Bez ich wyeliminowania nie ma co marzyć o awansie do czołowej czwórki play off, choć zdaniem znawców polskiego hokeja na to już jest za późno.

    Powrót "Proszka"

    Jednym z niewielu plusów starcia z KH Sanok jest powrót na lód Tomasza Proszkiewicza. "Proszek" znów gra na środku pierwszego ataku, ale jeszcze nie wrócił do formy, jaką prezentował w grudniu.

    - Ten miesiąc przerwy w grze było u mnie widać - mówi Tomasz Proszkiewicz. - To zdecydowanie nie było sto procent moich umiejętności. Mam nadzieję, że z każdym spotkaniem będzie coraz lepiej i pomogę drużynie awansować do czołowej czwórki. Pod moją nieobecność wydarzyły się rzeczy radosne i smutne. Chłopacy najpierw zdobyli Puchar Polski, ale potem przegrali dwa mecze z Podhalem i Stoczniowcem. Obie porażki bolą, bo zarówno Wojas, jak i "Stocznia" były w naszym zasięgu. Z Nowym Targiem nie wykorzystaliśmy znakomitych okazji, a końcówka należała do gości. W Gdańsku zawsze gra się ciężko, ale myślałem, że tym razem damy radę. Sytuacja wygląda tak, że tracimy do czwartego Podhala pięć punktów i ciężko to będzie nadrobić.

    Najbliższa okazja już dziś. TKH rozegra w Tychach zaległy mecz 4. kolejki (18 września). Zwycięstwo pozwoliłoby na zmniejszenie strat do "Szarotek" do dwóch punktów. Jednak o wygraną w Tychach będzie bardzo trudno. GKS jest na fali, w niedzielę pokonał pod Wawelem Cracovię i była to pierwsza w tym sezonie porażka "Pasów" na własnym lodowisku.

    - Tak się ułożył kalendarz, że z Tychami gramy we wtorek i w piątek, plan minimum to zdobycie trzech punktów w tych dwóch meczach - mówi Proszkiewicz. - Zadanie przed nami bardzo trudne, ale sami jesteśmy sobie winni, skoro pogubiliśmy punkty w poprzednich spotkaniach. Teraz trzeba wszystko wygrywać.

    - Czy nie jest tak, że z TKH "zeszło powietrze", bo bez względu na zajęte miejsce w PLH, zawsze możecie się pochwalić Pucharem Polski?
    - Absolutnie nie! Nie ma mowy o żadnym odpuszczaniu. Kontrakty mamy skonstruowane w ten sposób, że połowa premii za wygrane mecze sezonu zasadniczego będzie wypłacona tylko w przypadku awansu do czołowej czwórki. Gramy więc o medale i o spore pieniądze. Tu każdy - mam nadzieję - będzie walczył do utraty tchu.

    Dzisiejszy mecz rozpocznie się w Tychach o 18.00. Spotkanie relacjonować będzie Radio PiK.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo