Sztuka bez blagi

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Sztuka bez blagi
    Rozmowa z JERZYM NOWAKIEM , <br> aktorem, głównym bohaterem "Istnienia"
    Sztuka bez blagi
    Materiały podobne
    - Obserwuje pan publiczność od kilkudziesięciu lat. Jak wygląda nasz świat widziany ze sceny?

    - Ja uważam, że ludzie się nie zmieniają. Świat po potopie wygląda tak samo, jak przed potopem. Jest też w tym świecie wielka huśtawka, która raz wychyla się w stronę dobra, a raz w stronę zła. Nie zabraknie więc ról dla skomplikowanych postaci.

    - Ktoś powiedział, że Nowak nie jest aktorem, którego się lubi albo nie lubi. Jest aktorem z innego świata.

    - To dla mnie ogromny komplement. Jestem profesorem, który zabronił ludziom mówić do siebie "profesorze". Trzeba z ludźmi wypić dużo wódki, żeby móc sobie z nich kpić. Nie mam tytułu magistra, a jedynie dyplom ukończenia studium teatralnego. Zwrócono się kiedyś do mnie i do Gustawa Holoubka, że możemy dostać tytuł magistra, tylko musimy złożyć podanie z uzasadnieniem. Gucio napisał, że mogą go pocałować, ja nie odpisałem w ogóle.

    - Najczęściej kojarzono pana w obsadach ze złymi charakterami.

    - Zwłaszcza na początku. Wiadomo było, że jeśli trzeba zagrać gestapowca, to idzie się do Nowaka. Później to się trochę zmieniło. Zaczęto dostrzegać mnie nie tylko jako ucieleśnienie zła. Zawsze jednak uchodziłem za specjalistę od specyficznych postaci. Grając ludzi naprawdę złych, staram się tych postaci bronić. Jedną z najgorszych postaci, które grałem był kanonik Fulbert z "Heloizy i Abelarda". Grałem tego bydlaka ostatniego rzędu w ten sposób, że niektórzy ludzie go żałowali. Bo nie ma ludzi złych do szpiku kości. Zło bierze się z boleści i krzywdy.

    - Rola aktora wybitnego nie wystarcza do osiągnięcia artystycznej nieśmiertelności.

    - Wkraczamy w dziedzinę, o której można byłoby pisać całe dzieła. Kręcę teraz film o ciężko chorym człowieku, który oddaje swoje ciało na użytek nauki.

    - Ten człowiek to pan.

    - Tak, dlatego film będzie kręcony za mojego życia i po śmierci. Liczę się ze skandalem. Cieszy mnie ta rola, bo to czysta sztuka, bez blagi i amatorszczyzny. A nic mnie tak nie razi w sztuce, jak amatorszczyzna wśród profesjonalistów. W szkole teatralnej dominuje filozofia i filologia. Opuszczają więc jej mury ludzie, którzy znają świetnie szkoły filozoficzne, które na scenie niekoniecznie się przydają.

    - Trochę pan sobie kpi z nas wszystkich tym pomysłem.

    - Poniekąd tak, ale jest to kpina specjalnego rodzaju

    - Ile dokumentu jest w "Istnieniu", a ile fikcji? Informacje o pana chorobie poruszyły środowisko, a później pojawiły się spekulacje, że to tylko gra z widzem.

    - To jest klasyczny dokument fabularyzowany. A co do choroby, jest umowa między sponsorem a kierownictwem produkcji, że o tym wątku mówić mi nie wolno. Niestety.

    - Grał pan już ukrzyżowanego, grabarza, dręczycieli. Teraz chciałby się pan zabawić w Pana Boga, który ma władzę nad śmiercią.

    - W pewnym sensie.

    - Żona nie przeraziła się tym projektem?

    - Na początku powiedziała, żebym dał sobie spokój, ale zdołaliśmy ją przekonać, i w tej chwili sama mocno się zaangażowała.

    - To jest film, którego w całości nigdy pan nie obejrzy.

    - Niekoniecznie. Proszę Boga, żebym mógł go zobaczyć.


    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo