Sylwestrów czar

    Notowali: (alpa,koh)

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Wczoraj spytaliśmy znanych grudziądzan o noc sylwestrową, która do dziś pozostała w ich pamięci. <b>
    Robert Malinowski, prezes Grudziądzkiego  Towarzystwa Budownictwa Społecznego:  - Najbardziej utkwił mi w pamięci sylwester w  moim rodzinnym Rulewie.

    Robert Malinowski, prezes Grudziądzkiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego: - Najbardziej utkwił mi w pamięci sylwester w moim rodzinnym Rulewie. Miałem wtedy 14 lat. W magazynie, w którym pracował mój ojciec, równo o północy, z braćmi i kolegami uruchomiliśmy syrenę. Problem tkwił w tym, że nikt nie umiał jej wyłączyć, więc wszyscy wzięliśmy nogi za pas i uciekliśmy. Po pół godziny przyjechali strażacy w hełmach i pod muchami. "Wyrwani" z zabawy przyjechali sprawdzić co się stało. Później dowiedziałem się, że aby "odpalić" strażackiego stara, musieli go kilkaset metrów pchać! Puentą tej przygody była dla mnie mocna reprymenda od ojca.

         Anna Janosz, dyrektor Centrum Kultury Teatr:
         - Wracałam z chórem Alla Camera z festiwalu w Hiszpanii i postanowiliśmy zatrzymać się na noc sylwestrową w Paryżu. Nowe tysiąclecie chcieliśmy powitać na Polach Elizejskich, ale już godzinę przed północą zaczął padać deszcz. Mimo wszystko czekaliśmy na godzinę "zero" razem z tysiącami paryżan. Ku naszemu zaskoczeniu po północy zamknięto metro. Nie było wyjścia i musieliśmy w strugach deszczu dojść pieszo do parkingu, na którym stał nasz autobus. Szliśmy ponad sześć kilometrów! Na parkingu byliśmy przed piątą rano, zmoczeni do przysłowiowej "ostatniej nitki". Myślę, że taki deszczowy sylwester już się nie powtórzy.
         Roman Kozłowski, komendant straży miejskiej:
         - Szczególny i wyjątkowy był dla mnie sylwester, którego nigdy nie zapomnę, ponieważ spędziłem go po raz pierwszy z żoną. Zakochani i niezwykle szczęśliwi, bawiliśmy się wspaniale do białego rana. Chociaż mile wspominam również bale sylwestrowe organizowane wspólnie z kolegami.
         Małgorzata Kufel, radna, przewodnicząca klubu radnych SLD:
         - Do dziś pamiętam ten szczególny sylwester w zimę stulecia, pod koniec lat siedemdziesiątych. Pracowałam wtedy na oddziale chirurgicznym. Zasypało śniegiem drogi, tak że nikt nie mógł dojechać do szpitala i mnie zmienić. Spędziłam tę noc wraz z pacjentami, do których także nie mógł dojechać nikt z rodzin. Wspólnie składaliśmy sobie życzenia. Pracowałam wtedy ponad dwadzieścia godzin. Gdy wróciłam następnego dnia do domu spałam chyba pierwszy raz w życiu szesnaście godzin. Pod względem pracy był to był bardzo intensywny sylwester.
         

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo