Harce

    Janina Paradowska; Autorka jest publicystką tygodnika "Polityka"

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Nie ma ekipy rządzącej, która nie chciałaby przynajmniej trochę pomajstrować przy mediach publicznych w przekonaniu, jak się z reguły okazuje mylnym, że kto ma media ten ma władzę. Nie ma więc niczego zaskakującego w tym, że pierwszym projektem ustawy Prawa i Sprawiedliwości jest projekt nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji, którego bardzo istotnym punktem jest zmniejszenie liczebności Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji do trzech osób.
    Nie można jej całkowicie zlikwidować, bowiem jest wpisana do konstytucji, ale przecież można zrobić tak, aby była posłuszna politycznie. Po nowelizacji odeszłaby przecież dotychczasowa rada, a liderzy PiS gromadząc większość w Sejmie, mając większość w Senacie i swojego prezydenta ustanowiliby radę swoją, która w następnym kroku dokonałaby zmian w radzie nadzorczej i zarządzie telewizji oraz stopniowo we wszystkich innych mediach publicznych.
    Oczywiście pewien kłopot byłby z Sejmem, gdyż tu PiS samodzielnej większości nie ma, ale wystarczy jedno miejsce oddać któremuś z sojuszników, innemu coś obiecać i większość się znajdzie. PiS pokazuje, że w takich zakulisowych grach radzi sobie dobrze, czasem nawet bardzo dobrze.

    Projekt w swej istocie jest tak przejrzysty, że nie trzeba się nawet doszukiwać i spekulować o co w nim chodzi; chodzi po prostu o polityczny skok na media publiczne. Pod tym względem partia obecnie rządząca nie różni się od swych poprzedników, co pozbawia ją owego poczucia moralnej wyższości, którym od dawna opinię publiczną epatuje. Staje się jak każde ugrupowanie, które wysoko wygrywa wybory po prostu partią władzy z jej wszystkimi atrybutami. Projekt jest przejrzysty, tym bardziej że poprzedzony został listem Jarosława Kaczyńskiego do szefa telewizyjnego programu pierwszego, w którym lider PiS, dziś - jak by nie było - najważniejsza osoba w państwie stwierdził, że telewizja nie jest obiektywna i obecny prezydent elekt, jeszcze jako kandydat, dostawał od dziennikarzy trudniejsze pytania niż jego przeciwnik. A może dzięki tym trudniejszym pytaniom wygrał wybory? Może więc należało telewizji podziękować za podniesienie poprzeczki? Wszak sam prezydent elekt w wywiadzie dla "Polityki" z pewną dumą stwierdzał, że wygrał także z mediami. Z mediami w Polsce mało kto dziś wygrywa, a więc jest powód do chwały i dumy.

    Wyrok nad KRRiT wisiał od dawna. Nie dlatego, że została źle pomyślana, ale dlatego, że zepsuli ją politycy. To oni zamiast skierować do tego gremium w miarę bezstronnych fachowców od mediów (co zostało przecież w ustawie zapisane) sami zasiedli w nim, by rozgrywać polityczne gry i zwiększać wpływy swoich ugrupowań. Dlatego - skutkiem braku kultury politycznej i świadomości czym powinny być media publiczne - stało się to, co mamy obecnie, a więc mamy radę rozszarpywaną politycznymi sporami, w której nie ma współpracy różnych ugrupowań, a jest wyłącznie chęć zdominowania politycznego przeciwnika. Rada, która miała tworzyć ład medialny, stała się areną bardzo ostrej walki politycznej i ta walka przenosi się na media. Obecnie w telewizji publicznej mamy zarząd, którego dwóch członków jest zawieszonych, ale pobierają wynagrodzenia, mają służbowe samochody i nie bardzo wiadomo dlaczego w ogóle są zawieszeni. Dlatego, że nie podobają się pozostałym, bardziej przebojowym członkom zarządu, są zbyt lewicowi, a przyszedł czas prawicy? Ale przecież rządząca prawica też jest niezadowolona. Kto więc jest zadowolony, bo widzowie chyba też nie? Sytuacja jest chora, ale nie uzdrowi jej przejęcie wszystkiego przez jedno ugrupowanie. Szczęśliwie media publiczne mają konkurencję, tyle że mamy podobno płacić obowiązkowo, wraz z rocznym sprawozdaniem finansowym abonament. Za co? Za polityczne harce?

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo