Moje Klewki

    Jan Raszeja

    Gazeta Pomorska

    Gazeta Pomorska

    <b><i>W Moskwie, na placu Czerwonym rozdają wołgi. Pamiętacie tę wiadomość? A potem okazywało się, że nie w Moskwie, jeno w Leningradzie i nie wołgi, tylko rowery i nie rozdają, a kradną.
         A pamiętacie Klewki, mazurską - zdaje się - wiochę, gdzie wedle Leppera mieli lądować talibowie, żeby nam sikać do mleka i rozsiewać wąglika? Pół Polski dostało zajadów ze śmiechu, a afera klewkowa weszła do historii myśli politycznej przez bardzo małe "m" i jeszcze mniejsze "p".
         A wczoraj ja ci czytam na pierwszej stronie ogólnopolskiej gazety, kiedyś miesiącami ujeżdżajacej na Klewkach jak na łysej kobyle talibskiej: "CIA laduje na Mazurach".
    Dalej jest o tym, że w jakichś supertajnych Szymanach (nie wiem jak daleko stamtąd do Klewek) przyziemniają samoloty CIA, przewożące - być może - aresztowanych facetów z Al-Kaidy, których potem pudłuje się w supertajnym (jakże by inaczej) polskim pierdlu gdzieś w okolicy.
         Powodów, dla których Amerykanie mieliby trzymać terrorystów w polskich kiciach, można się tylko domyślać. Być może chodzi o znany na całym świecie wysoki standard polskich węzień, sprawiajacy że już po krótkim w nich pobycie więźniowie gotowi są przyznać się nie tylko do tego, że byli nie tylko w Al-Kaidzie, ale i na Marsie. Może to kwestia rześkiego mazurskiego klimatu? Może w Guantanamo nie ma już wolnych miejsc? Jakkolwiek by nie było, wychodzi na to, że Lepper prawdę ci powie, nawet jeśli nie do końca prawdziwą. Wołga czy rower, kradną czy rozdają, mydło czy powidło, Rzym czy Krym, w Klewkach czy Szymanach, siedzą czy knują, ale przecież talibowie są wśród nas. A przynajmniej mogliby.
         Jeszcze tylko z wąglikiem trzeba sprawę wyświetlić do końca i do bólu.
         Natomiast rzecz z młodzieżą z Młodzieży Wszechpolskiej, bawiącą się w hitlerowców, już została wyjaśniona. "Uznalismy, że brak jest danych uzasadniajacych możliwość popełnienia przestępstwa" - powiedział prokurator uzasadniając decyzję o umorzeniu postępowania. No i po krzyku: nie było przestępstwa, nie ma problemu. Zostali Wszechpolacy i kilka zdjęć, na których widać, jak chłopcy z zapałem ćwiczą faszystowskie pozdrowienie, które mnie się źle kojarzy, a prokuratorom zupełnie nie. Nie poważę się stawiać siebie w jednym szeregu z marszałkiem Lepperem, ale w poniedziałek, w "Pomorskiej", napisałem o Wszechpolakach: "Chcę wierzyć, że sprawa nie przyschnie, a jakiś prokurator poczuje się w obowiązku zbadać, czy w moim kraju wolno robić takie rzeczy. I, że nie umorzy dochodzenia z racji - na przykład - niskiej społecznej szkodliwości wygłupu..., bo byłaby to nieprawda. Ale nie zdziwiłbym się, gdyby to była wiara daremna".
         Minęło kilka dni i okazało się, że też czasami mam rację i swoje Klewki.
         Ksiądz Tischner zwykł mawiać: "Sa trzy rodzaje prawdy - świnto prawda, tyz prawda i g... prawda". Zagadka na weekend: prawda tego prokuratora od Wszechpolaków, to jaka ona jest?

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo