Skończył się czas świrów

    Skończył się czas świrów

    Wojciech Mąka

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Można zjeść kartę telefoniczną albo wyrzucić komórkę. Policja i tak złapie sprawcę fałszywego alarmu bombowego. O ile będzie chciała.
    FOT. Wojciech Grzędziński/Fotorzepa  Z powodu alarmu bombowego ewakuowano niedawno  pasażerów metra w Warszawie.

    FOT. Wojciech Grzędziński/Fotorzepa Z powodu alarmu bombowego ewakuowano niedawno pasażerów metra w Warszawie.

         Warszawa, miniony wtorek, kilka dni po zamachach terrorystycznych w Londynie. Telefon o podłożonej w warszawskim metrze bombie. Ewakuacja 20 tysięcy osób. Paraliż centrum miasta. Następnego dnia kolejne informacje o zagrożeniach w dwóch warszawskich centrach handlowych - Arkadii i Galerii Mokotów. Zatrzymano pijanego byłego policjanta, 40-letniego Jacka K. Do sądu trafia wniosek o areszt.
         Wrocław. Tego samego dnia co alarmy w warszawskich centrach policja dostaje sygnał o eksplozji bomby w mieście. Dwóch pijanych trzydziestolatków - autorów informacji - zostaje zatrzymanych przez policję przy budce telefonicznej
         Włocławek, miniony piątek.
    Telefon o ładunkach wybuchowych w miejscowym Sądzie Rejonowym. Wczoraj znów telefon o bombie w tym samym sądzie. Autora pierwszego alarmu włocławscy policjanci namierzyli po pół godzinie. 49-letni Krzysztof S. dzwonił z mieszkania. Wczoraj aresztowano go na trzy miesiące za groźby pod adresem sądu. Autora drugiego alarmu policjanci namierzają
         Taki mały żarcik
         
    Fałszywe alarmy bombowe nasilają się w dniach klasówek albo po relacjach telewizyjnych z miejsc takich zdarzeń. W pierwszym przypadku dzwonią uczniowie - regularne alarmy zdarzały się w ub. roku w bydgoskim "Copernicanum" kilka razy w miesiącu.
         Od początku roku w województwie policjantom 75 razy zgłaszano podłożenie bomb. 22 zgłoszenia potraktowano jako uzasadnione - do rozpoznania wysłano grupy minerskie i pirotechniczne. W samej Bydgoszczy takich przypadków było 12. - Najpoważniejsze w tym roku zgłoszenie wiązało się z informacją, że bomba jest w jednym z urzędów - mówi Ewa Przybylińska, rzecznik komendanta miejskiego policji w Bydgoszczy. - Sprawdziliśmy wszystkie. Bomby nie było. Sprawca został zatrzymany. Dzwonił z Nakła.
         Najczęściej w akcjach zabezpieczania podejrzanych miejsc wspomagają policjantów strażacy. Z ich statystyk wynika, że fałszywe alarmy zdarzają się głównie we Włocławku, Bydgoszczy, Inowrocławiu i Świeciu.
         
    Po numerze do kłębka
         
    "Fałszywi zamachowcy" nie zdają sobie sprawy z tego, że obecne środki techniczne bardzo łatwo pomogą policji ich namierzyć. I wcale nie chodzi o cyfrowe łącze telefoniczne ISDN wyświetlające numer, spod którego dana osoba telefonuje do oficera dyżurnego policji, pogotowia czy straży pożarnej.
         Nie jest prawie żadnym kłopotem - jak mówią nieoficjalnie policjanci - ustalenie również miejsca i numeru telefonu komórkowego, z którego dzwoni dowcipniś. - Umożliwiają to zdobycze techniki - mówi tajemniczo Jacek Krawczyk, rzecznik komendanta wojewódzkiego policji. Wiadomo tyle, że policjanci mają układy z operatorami sieci komórkowych i telekomunikacją, którzy w "stanie wyższej konieczności" udostępniają funkcjonariuszom wszystkie dane abonenta. Łacznie z miejscem na mapie, z którego po raz ostatni dzwonił. W ten sposób w ubiegłym roku zatrzymano w Bydgoszczy pijanego młodzieńca, który w nocy kilkakrotnie informował policję o bombach podłożonych na bydgoskim dworcu PKP. Gdy policjanci siłą weszli do jego mieszkania, zaskoczony sprawca usiłował połknąć kartę ze swojego telefonu komórkowego. Wyrzucenie karty nie pomogło też sprawcy fałszywego alarmu bombowego w warszawskim metrze - ustalono go po numerach seryjnych aparatu, którym się posługiwał.
         5 tysięcy za szkołę
         
    Najtragiczniejszym w ostatnich latach wydarzeniem była ewakuacja Szpitala Płucnochorych w Bydgoszczy. Pod koniec lat 90. po telefonie o podłożonej w szpitalu bombie ewakuowano z budynku dziesiątki chorych. Jeden z nich, będący w ciężkim stanie, zmarł. Sprawczyni alarmu wciąż odsiaduje wyrok.
         Wymiar kary zależy od kwalifikacji czynu - to prokurator decyduje, czy fałszywy alarm naraził kogoś na utratę zdrowia lub życia, czy nie. W przypadku nieletnich odpowiedzialność ponoszą rodzice. W niektórych przypadkach ta odpowiedzialność wcale nie jest mała, bo sąd obciąża sprawcę kosztami akcji poszukiwania bomby. - Styczniowa akcja przeszukiwania urzędów w Bydgoszczy kosztowała prawie 10 tysięcy złotych - mówi Adam Ferek, dyrektor wydziału zarządzania kryzysowego bydgoskiego ratusza. - Zwyczajna ewakuacja szkoły i zabezpieczenie okolicy to koszt 5 tysięcy zł.
         

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo