Lektury na lato

    Janina Paradowska, "Polityka"

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

         Pani minister Ewa Kulesza, generalny inspektor ochrony danych osobowych nie chciała zbyt wiele. Chciała jedynie, by marszałek Sejmu zaapelował do polityków, zwłaszcza zasiadających w komisjach śledczych, by do końca kampanii powstrzymali się od zaglądania do esbeckich teczek. Chciała, by ograniczyć do nich dostęp także dziennikarzom, bowiem nigdzie w ustawie o IPN nie napisano, że dziennikarze mają do nich dostęp.
    Zdaniem minister Kuleszy udostępnianie teczek dziennikarzom odbywa się na podstawie decyzji kolegium IPN, które źle zinterpretowało ustawę. Można się z panią minister spierać, ale wypada najpierw poznać prawo. Swój pogląd w sprawie dzikiej lustracji, jaka się odbywa, wyrazili przecież także rzecznik praw obywatelskich, prezesi Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego oraz prezes Trybunału Konstytucyjnego. Mówią oni prawie to samo, co pani minister. Przepisy ustawy są łamane, teczki udostępnianie są publiczności bez zachowania przewidzianych prawem procedur. Mimo to na przykład poseł Rokita kolejny raz mało grzecznie zbeształ panią minister, przy okazji wyśmiał ją mówiąc, że niech sobie na drzwiach mieszkania powiesi zakaz fotografowania. Jak na przyszłego premiera Jan Rokita wykazał rzeczywiście wyjątkowo wielki szacunek dla prawa. Czy mamy wierzyć, że gdy obejmie władzę, będzie z prawem postępował mniej nonszalancko, bo teraz to tylko przedwyborcze gry i nie można dać się zdystansować rywalom?
         Apele prawniczych autorytetów, ludzi stojących na czele ważnych instytucji państwa politycy traktują więc jak niepotrzebną, a może nawet szkodliwą makulaturę. Bestsellerami bowiem stały się teczki lub przynajmniej - gdy nie ma całej teczki - jakaś wyrwana z teczki kartka. Pośpiech w dostarczaniu politykom lektur jest tak wielki, że podrzuca się już teczki byle jakie, nawet nie tych osób, o które chodzi. Na proces lustracyjny kandydata na prezydenta Marka Borowskiego dostarczono teczkę jakiegoś milicjanta. Maciejowi Giertychowi najpierw nadano status pokrzywdzonego, a teraz znalazły się dodatkowe kartki i może statusu nie będzie. Czyż pani minister Kulesza nie ma racji apelując o przerwanie takiego procederu? Czy bylibyśmy ubożsi w wiedzę o kandydatach, gdyby IPN pracował bez przedwyborczej gorączki i dostarczał sądowi lustracyjnemu dokumenty właściwych osób, unikając gorszących wpadek i by sąd ten mógł porządnie zlustrować kandydatów do urzędu prezydenta?
         Bez tej gorączki kandydatom można byłoby zadać wiele pytań o ich poglądy, o ich wizję prezydentury, o to jakie mieliby priorytety w polityce zagranicznej, jakie ustawy skłonni byliby wetować, czy w ogóle sięgaliby po taki instrument jak weto, jak współpracowaliby z układami politycznymi wywodzącymi się z odmiennych opcji. Jest bardzo wiele pytań, na które warto poznać odpowiedzi. Kandydaci zapewne są do wielu odpowiedzi dobrze przygotowani, ale pyta się ich głównie o teczki, a lustrowanie kogo się da, nie schodzi z medialnych czołówek, mimo że opinia publiczna, która generalnie jest za otwarciem archiwów w mediach ma takiego lustrowania najwyraźniej dość.
         Nawet Lech Kaczyński, którego trudno uznać za zwolennika zamykania archiwów, ujawniając swoją teczkę powiedział, że rzeczywistość widziana oczami esbeka jest mocno wypaczona. Dotychczas pracownicy IPN wmawiali nam, że jest źródłem krystalicznej prawdy. Wielbicieli teczkowych lektur żaden głos rozsądku nie zniechęca, każdy chcą od razu zakrzyczeć. Na lato jakaś lektura jest przecież niezbędna. Niechby to była przynajmniej jedna teczka.

         

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo