Kobiety i coś więcej

    Kobiety i coś więcej

    Rozmawiała Magdalena Bobkowska

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Rafał Olbiński urodził się  w Kielcach. W 1969r. ukończył architekturę na Politechnice Warszawskiej, w 1981r. wyemigrował do Stanów, gdzie mieszka do

    Rafał Olbiński urodził się w Kielcach. W 1969r. ukończył architekturę na Politechnice Warszawskiej, w 1981r. wyemigrował do Stanów, gdzie mieszka do dziś. Od 1985r. wykłada w Szkole Sztuk Pięknych w Nowym Jorku. Jego dzieła ukazują się na łamach czasopism Newsweek, Time, New York Times, New Yorker, Der Spiegel. Jest twórcą plakatów dla amerykańskich oper. W 2002r. stworzył scenografię do opery "Don Giovanni” wystawianej w Filadelfii. Laureat ponad 150 nagród, w tym medali przyznawanych przez Art Directors Club of New York oraz Society of Illustrators w NY i Los Angeles. W 1994 roku otrzymał paryską "Prix Savignac”, odpowiednik Oscara, za "najbardziej znaczący plakat roku”, a w Londynie - Nagrodę Przeglądu Twórców za najlepszą brytyjską ilustrację. Jego plakat zwyciężył też w konkursie "Nowy Jork stolicą świata”. ©Archiwum

    Rozmowa z Rafałem Olbińskim, malarzem, grafikiem, ilustratorem i architektem.
    Rafał Olbiński urodził się  w Kielcach. W 1969r. ukończył architekturę na Politechnice Warszawskiej, w 1981r. wyemigrował do Stanów, gdzie mieszka do

    Rafał Olbiński urodził się w Kielcach. W 1969r. ukończył architekturę na Politechnice Warszawskiej, w 1981r. wyemigrował do Stanów, gdzie mieszka do dziś. Od 1985r. wykłada w Szkole Sztuk Pięknych w Nowym Jorku. Jego dzieła ukazują się na łamach czasopism Newsweek, Time, New York Times, New Yorker, Der Spiegel. Jest twórcą plakatów dla amerykańskich oper. W 2002r. stworzył scenografię do opery "Don Giovanni” wystawianej w Filadelfii. Laureat ponad 150 nagród, w tym medali przyznawanych przez Art Directors Club of New York oraz Society of Illustrators w NY i Los Angeles. W 1994 roku otrzymał paryską "Prix Savignac”, odpowiednik Oscara, za "najbardziej znaczący plakat roku”, a w Londynie - Nagrodę Przeglądu Twórców za najlepszą brytyjską ilustrację. Jego plakat zwyciężył też w konkursie "Nowy Jork stolicą świata”. ©Archiwum

    - Jakie filmy pan lubi?
    - Ostatnio widziałem świetny chiński "Dom latających sztyletów". Myślałem, że to będzie zwykła kopanina. A okazało się, że to film cudownie plastyczny, każdy kadr wyglądał jak obraz. Można by na jego podstawie zorganizować wystawę. Są filmy, które dają rozrywkę i takie, które są sztuką, wykraczają ponad przeciętność. I właśnie te drugie staram się oglądać. Ale czasem, kiedy jestem zmęczony, idę na jakąś "gumę do żucia".
    Później czuję się nie w porządku wobec samego siebie, odbija mi się, wiem, że była to tylko strata czasu. Na przykład najnowszy "Batman", na którym byłem z synkiem, zszokował mnie płytkością. "Filozofie" zawarte w tym filmie są strasznie wyświechtane... Ratują go tylko dobre efekty i gwiazdy, które nieźle grają swoje płaskie role.
    - Czy oglądając film myśli pan o tym, jak by go zilustrować?
    - Nie, wtedy jestem tylko odbiorcą. Ale w sztuce istnieje zasada naczyń połączonych. Kiedy idzie się na dobrą wystawę albo koncert genialnego muzyka - do głowy przyszedł mi Leszek Możdżer - to obcowanie z geniuszem wytwarza w człowieku ssanie, chęć zrobienia czegoś równie pięknego, albo choćby zbliżonego.
    <.b>- Stworzył pan kilka plakatów do festiwali filmowych w Kazimierzu Dolnym. Jak wspomina pan festiwale?
    - Pamiętam fajne lato, urocze miasteczko, dużo młodych ludzi, kawę po parasolkami i filmy oglądane w mroku, w przerobionej na kino starej synagodze.
    - A jak zapowiada się tegoroczny festiwal, w Toruniu?
    - Bardzo ciekawie. Nigdy nie byłem w Toruniu, ale coś tam o nim słyszałem - że Kopernik, że Stare Miasto, że Wisła... Jest we mnie ciekawość dziecka, które chce zobaczyć coś nowego.
    - W pana dorobku są plakaty operowe, teatralne, filmowe, okładki książek i magazynów, ilustracje, obrazy, reklamy... Co najbardziej lubi pan tworzyć?
    - To co robię, jest uniwersalne. Obrazy, które malowałem z całkiem innej okazji, znajduję nagle na okładkach książek w Meksyku. Nikt oczywiście nie pytał mnie o prawa autorskie. Kiedy zobaczyłem te książki na wystawie meksykańskiej księgarni, od razu kupiłem.
    Teraz chcę wydać swoją książkę, będącą kompilacją stu pięćdziesięciu obrazów, których motywem przewodnim jest kobieta. Wstęp do niej napisała Gloria Vanderbilt (aktorka, ze słynnej amerykańskiej rodziny Vanderbiltów, swoim nazwiskiem firmuje drogie perfumy i ubrania, przyp. red.). To moja pierwsza książka o malarstwie.
    - Na pana obrazach najczęściej widać kobiety.
    - One zawsze były inspiracją dla artystów. Mit Pigmaliona jest wciąż żywy. Dziś niestety mało kto potrafi ładnie malować kobiety. Na dziełach renesansowych i barokowych panie są tak piękne, że chciałoby się z nimi robić coś więcej, niż tylko oglądać. A na współczesnych? Wyglądają obrzydliwie.
    - Pana motto, zaczerpnięte z Goethego, brzmi "Jeśli chcesz coś zrobić, zrób to". To działa, prawda?
    - Kiedy jeszcze mieszkałem w Polsce i spotykałem się z kolegami siadaliśmy i mówiliśmy sobie, jak fajnie byłoby coś zrobić. I niczego nie robiliśmy. A Ameryka ma w sobie coś takiego, że człowiek wierzy w ten mit, że wszystko jest możliwe. To pomaga. Generalnie jeśli się czyta mądrych ludzi, to można mieć wiele takich mott. Na przykład mój ulubiony filozof Marek Aureliusz mawiał: "Żyj chwilą". I tak właśnie robię.
    - Pana prace są pełne surrealizmu, skąd czerpie pan inspiracje?
    - Chociażby mitologia grecka jest istną kopalnią surrealizmu. Weźmy na przykład Zeusa zmieniającego się w deszcz, albo kobietę z sześcioma piersiami. To nic nowego ani odkrywczego. Prawdę mówiąc nie czuję się surrealistą ani symbolistą. Jestem sobą. To moje odreagowywanie rzeczywistości, która często jest powierzchowna i głupia, ucieczka w inny, poetycki świat.
    - Jak pan maluje?
    - Mam oczy szeroko otwarte, obserwuję to, co dzieje się tu i teraz, czytam książki, oglądam filmy, wciąż ładuję swoją "bibliotekę obrazów". Malując staram się układać łamigłówki, kierujące się pewną surrealistyczną logiką. To tak jak na scenie układa się elementy dekoracji i powstaje coś nowego.
    - Które ze swoich dzieł lubi pan najbardziej?
    - Za najbardziej udany plakat uważam "Salome", przedstawiający kobietę rozebraną od pasa w dół, z okiem widniejącego w tle Jan Chrzciciela w miejscu łona. Wywołał spore kontrowersje. I zdobył kilka nagród. Moim ideałem jest tworzenie dzieł, które zapadają w pamięć. Kontrowersja pomaga je zauważyć, wyłuskać z tłumu. W dzisiejszym zalewie obrazów i informacji to bardzo istotne.
    - Z zaciekawieniem spogląda pan w przyszłość. Co widać na horyzoncie?
    - Właśnie kończę książkę, więc pojawiło się pytanie o następny projekt. Myślę o filmie, jakiejś animacji, ale jeszcze nie teraz. Chciałbym wydać książkę, z własnymi obrazami i tekstami. Kocham też podróże. Muszę znów wybrać się na safari do Afryki - ostatnio byłem w Kenii. I zobaczyć rafę koralową, bo niedługo całkiem zniknie. Tylko ciągle brak mi czasu! Życie powinno trwać dwa razy dłużej.

    BĘDZIE W TORUNIU

    W niedzielę artysta pojawi się w Toruniu, na wernisażu wystawy własnych prac "Motywy", na której zobaczymy plakaty, okładki magazynów, książek, obrazy, rysunki i litografie. Wystawa towarzyszy festiwalowi XI Lato Filmów w Toruniu, którego "Pomorska" jest partnerem..

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo