Wielka wpadka

    Wojciech Mąka

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Łódzki komendant wojewódzki policji i szef Centralnego Biura Śledczego w Olsztynie zostali wczoraj odwołani. Wcześniej premier odwołał wiceministra spraw wewnętrznych, Andrzeja Brachmańskiego. To efekt publikacji "Gazety Wyborczej" i... jej wpadki.
         W polskiej policji źle się dzieje. Po kilku policyjnych wpadkach w poniedziałek "Gazeta Wyborcza" doniosła o następnej - gangu w Komendzie Głównej Policji. Dwa miesiące temu miało się okazać, że Centralne Biuro Śledcze dostało sygnał od tajnego współpracownika, że gangsterzy szukają kupców na kradzione z ciężarówek klimatyzatory. Oficerowie z KGP mieli nawiązać z nimi kontakt, kupić 24 klimatyzatory, zaproponować broń i fałszywe dokumenty.
    Wiceminister spraw wewnętrznych Andrzej Brachmański zaprzeczał tym informacjom. Szef resortu, Ryszard Kalisz o postępowaniu biura spraw wewnętrznych w tej sprawie wiedział wcześniej. Tyle że osobą podejrzaną o kontakty z gangsterami był cywilny pracownik komendy.
         Rozpętała się burza
         
    Kalisz złożył dymisję, której premier Marek Belka nie przyjął. Zwolniono jednak ze stanowiska Brachmańskiego, który bezpośrednio nadzorował policję - za "chaos i pogorszenie się wizerunku policji". Premier zlecił Kaliszowi wnikliwą kontrolę w KGP.
         "Wyborcza" rozpoczęła śledztwo. Dwa dni temu było wiadomo, że prokuratura prowadzi dochodzenie w sprawie, której istnieniu zaprzeczał Brachmański. Wczoraj GW przyznała się, że została oszukana.
         Okazało się, że najprawdopodobniej wszystkiemu winny jest Jan Markowski , szef zarządu Centralnego Biura Śledczego w Olsztynie. Miał on od półtora miesiąca przekazywać swojemu dobremu koledze, inspektorowi Januszowi Tkaczykowi , komendantowi wojewódzkiemu policji w Łodzi, informacje o rzekomo prowadzonym przez siebie śledztwie. W kwietniu Markowski skarżył się Tkaczykowi, że komenda główna zabrała akta tej sprawy i chce jej ukręcić łeb. Tkaczyk powiadomił o sytuacji wojewodę łódzkiego i Kazimierza Olejnika , zastępcę prokuratora generalnego.
         "Nie było historii"
         
    Po publikacji w "Wyborczej" szef olsztyńskiego CBŚ nie odbierał telefonów, nie chciał rozmawiać z prokuraturą. Dopiero po bezpośredniej wizycie łódzkiego komendanta u Markowskiego okazało się, że faktycznie, sprawa istnieje, ale... nie do końca jest prawdziwa. W odnalezionych w prokuraturze aktach brakowało najważniejszych wątków - m.in. związanych z oficerami KGP. Dziennikarze GW, ukryci pod olsztyńskim domem szefa olsztyńskiego CBŚ podsłuchiwali jego rozmowy z Tkaczykiem. Potem wyszli z ukrycia. "Po chwili krzyknął: - Nie było takiej historii! I uciekł do domu - opisują zachowanie Markowskiego. GW twierdzi, że prowokacja była zemstą za ujawnienie przez nią zakupu przez KGP bardzo drogich rejestratorów rozmów. Wczoraj dziennik przeprosił opinię publiczną i policjantów za publikację.
         Dwie głowy
         
    Wczoraj poleciały jednak kolejne policyjne głowy. Komendant wojewódzki policji w Łodzi - główny informator GW - podał się do dymisji. - Podjąłem dzisiaj decyzję o odwołaniu inspektora Janusza Tkaczyka ze stanowiska komendanta wojewódzkiego policji w Łodzi - poinformował na konferencji prasowej w Warszawie minister spraw wewnętrznych i administracji Ryszard Kalisz. Dodał, że toczące się już przeciwko Januszowi Tkaczykowi postępowanie dyscyplinarne zostało uzupełnione o kolejne zarzuty. Wczoraj przed południem Markowski twierdził, że nigdy olsztyńskie CBŚ nie prowadziło opisanego śledztwa, a on sam nie kontaktował się w tej sprawie z Tkaczykiem. Szef olsztyńskiego CBŚ mówił: "To nieprawda. Generalnie jest to nieprawda. To są wymysły i konfabulacje".
         Wczoraj po południu komendant główny policji Leszek Szreder zwolnił ze stanowiska Markowskiego. Szreder dodał, że "będzie on miał wszczęte postępowanie dyscyplinarne".
         Zastępca prokuratora generalnego Kazimierz Olejnik przyznał wczoraj, że rozmawiał o sprawie z publikacji GW z Tkaczykiem. - Dla mnie ta sprawa jest irracjonalna. Nie wiem co gorsze - informacje o przestępczości w KGP czy intrygi, które się kryją w tak przekazanej informacji - powiedział Olejnik.
         Brachmański wściekły...
         
    Tymczasem odwołany ze stanowiska wiceminister Andrzej Brachmański stwierdził wczoraj: - O czymś takim dotychczas nie słyszałem, stała się rzecz niewyobrażalna. W podobnych sytuacjach dziennikarze, redaktorzy odchodzą z pracy, ale nie ujawniają nazwisk swoich informatorów. "Gazeta Wyborcza" straciła wszelkie prawo do dyktowania standardów etycznych - powiedział były minister.
         Według niego, dziennikarze GW nie mają podstaw do mówienia o tym, że padli ofiarą prowokacji. - Nie dopełnili podstawowych zasad rzetelności, wystarczyło, by wysłali faks z pytaniami do Komendy Głównej Policji czy MSWiA. Nie zrobili tego - powiedział. Dodał: - Czuję się zażenowany i wściekły. Brachmański uważa, że z policji "odejść powinno jeszcze kilku ludzi, tych, którzy bawią się w politykę przy pomocy przecieków" oraz "z powodu postępowania kilku palantów nie można mówić o konflikcie w policji".
         ...ale wraca?
         
    Już wczoraj zaczęto spekulować na temat możliwości przywrócenia Brachmańskiego na stanowisko. Minister Kalisz powiedział, że jest mu przykro z powodu odwołania jego zastępcy. - Przez półtora roku współpracowało mi się z panem Brachmańskim dobrze, mieliśmy czasem odmienne poglądy na wiele spraw, ale zawsze potrafiliśmy te sprawy wyjaśniać - stwierdził. Kalisz powiedział też, że to nie on wnioskował o odwołanie swojego zastępcy - była to decyzja premiera.
         Przywrócenia Brachmańskiego domaga się w specjalnym oświadczeniu SLD.
         n
         Przypomnijmy, że w ostatnim czasie okazało się, iż policjanci łódzkiej jednostki CBŚ prawdopodobnie sprzedali 120 kg narkotyków. Kradli je z magazynu dowodów rzeczowych. W Poznaniu policjanci CBŚ są podejrzewani o handel informacjami operacyjnymi. Sławomir K. - naczelnik wydziału narkotykowego został zawieszony w czynnościach. Oba zarządy zostały decyzją Kalisza rozwiązane. Zatrzymano też byłego śląskiego komendanta wojewódzkiego policji, generała Mieczysława K. Jest on podejrzany o sprzedaż mafii paliwowej tajnych dokumentów CBŚ. To w związku z tym śledztwem w ub. tygodniu zatrzymano też Waldemara C., policjanta z CBŚ z Dolnego Śląska.
         

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo