Starcie z potęgami

    Małgorzata Święchowicz

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Licealista może wygrać olimpiadę. A później sprzedać sposób na wygraną. Chętni aż się proszą.
         - Trzeba być przygotowanym na wyścig szczurów - to bezpłatna rada Piotra Burlińskiego. Chce studiować w Szkole Głównej Handlowej, więc w ubiegłym roku wystartował w olimpiadzie ekonomicznej. Zabrakło mu kilku punktów do finału. W tym roku dostał się i zobaczył, jak może wyglądać wyścig: wszyscy obowiązkowo w garniturach, niczym bankierzy. Zagadują komisję w przerwie, żeby pokazać się, przypodobać. Do konkurencji się nie odzywają, żeby przypadkiem nie zdradzić, co wiedzą. Liczą punkty, porównują. Kiedy odpadną, płaczą pod ścianą.
         Wiadomo, każdy chciałby być w czołówce kraju. Tylko czołówka ma szansę na indeks SGH. A w liceum każdy marzy o dobrym indeksie. Nikt tu nie ściga się w biegu na 100 metrów myśląc o starcie w olimpiadzie sportowej. Teraz startuje się w olimpiadach: ekonomicznej, ekologicznej, o Unii Europejskiej... Kto marzy o Międzywydziałowych Studiach Humanistycznych na Uniwersytecie Warszawskim, wybiera olimpiadę z literatury i języka polskiego. Kto myśli o naukach przyrodniczych, prawie, biotechnologii startuje w matematycznej, fizycznej albo chemicznej... Jest z tego wyścigu sporo olimpijskich medali, także międzynarodowych. A każdy medal, jak wiadomo, ma dwie strony.
         Jasna strona - nauczyciel
         
    Uczniowie VI LO, którzy startowali w tzw. olimpiadach ścisłych (matematyka, informatyka), mówią, że nie zauważyli wyścigu, i żeby ktoś się stroił, ktoś płakał pod ścianą, gdy przegra. - Można przyjść na finał w bawełnianej koszulce, luz.
         Startowali nie pierwszy raz, i nie w jednej olimpiadzie, więc mają porównanie.
         Wojciech Tyczyński, drugoklasista z "szóstki", zgłosił się do czterech: na informatycznej dostał wyróżnienie, na matematycznej doszedł do półfinału, na fizycznej i chemicznej - do finału. Radosław Ruciński, z trzeciej klasy, też doszedł do finału w chemii, a wcześniej próbował sił na olimpiadach: matematycznej i informatycznej. Mateusz Najsztub skupił się na chemii, został laureatem.
         Czasami ta chemia im niepotrzebna do niczego (Radek chce studiować ekonomię w Poznaniu, więc jakoś to nie po drodze), ale nauczyciel chemii ma podejście, zapala ich. Lubią swojego profesora Alojzego Markwitana, jego doświadczenia i żarty na lekcjach. Kiedyś wrzucił żyletkę do coca-coli, chciał im pokazać, jak żyletka pokrywa się rdzą. Gdy na moment spuścił ich z oczu, wyciągnęli żyletkę i wmawiali profesorowi, że cola ją zżarła.
         Henryk Pawłowski, który uczy w toruńskim IV LO, na lekcji też nie musi trzymać uczniów w dyscyplinie, gdy trzeba, sami się skupiają. To najsłynniejszy nauczyciel matematyki nie tylko w naszym regionie, ale i w Polsce - ponad 200 jego uczniów doszło do finału olimpiady matematycznej, 54 zostało laureatami w kraju, a 28 przywiozło medale z Anglii, USA, Tajwanu, Argentyny, Indii... Pawłowski potrafi nauczać wszędzie, także korespondencyjnie, także w lesie, wyciągając uczniów na grzyby. Zauważa, że ostatnio w szkołach przesadza się, nadmiernie naciska na dzieciaki, żeby odnosiły sukcesy w konkursach, olimpiadach. Gdy trafi się zdolny uczeń, to się nim orze, a to niech startuje w biologii, a to fizyce, a to niech spróbuje błysnąć wiedzą o Unii Europejskiej. To oranie zaczynają już ambitni pedagodzy w gimnazjach.
         Ale może nauczyciele-zapaleńcy, to właśnie ta jasna strona olimpijskiego medalu?
         Nauka polskiego w konspiracji
         
    Radek Markiewicz, drugoklasista z bydgoskiego II LO wystartował w ostatniej Olimpiadzie Literatury i Języka Polskiego, w finale był najlepszy w kraju. Razem z Radkiem do finału dostali się też: Dawid Żołądecki i Ania Malinowska, zwana przez kolegów "Maliną". Wszyscy są uczniami Anny Nakielskiej-Kowalskiej.
         "Malina" pamięta szok po pierwszych lekcjach u profesor Nakielskiej. - Przyszliśmy z "rejonówek", wystraszeni, przekonani, że na lekcjach trzeba siedzieć cicho i słuchać. A tutaj nauczycielka złości się, że nikt z nią nie rozmawia. Kazała nam wyciągnąć kartki: Napiszcie, czego się boicie. Każdy coś tam napisał, a ona te nasze lęki podarła, wrzuciła do kosza. - Teraz rozmawiajcie! - powiedziała.
         "Malinę" cieszy, że na polskim można dużo mówić i dużo pisać. Dawid ceni u profesor Nakielskiej to, że pozwala uczniom odchodzić w rejony własnych zainteresowań. Że nie udaje uwielbienia dla twórczości Sienkiewicza. A przede wszystkim nie udaje, że wszystko wie.
         Radek też mówi z uznaniem: - Profesor Nakielska potrafi powiedzieć: Nie wiem. To fantastyczne.
         I jeszcze podoba im się to, że tworzy na lekcjach klimat. Gdy poznają nową epokę w literaturze, każe im słuchać muzyki z tamtych czasów. A gdy mieli dyskutować o filomatach i filaretach, kazała im trochę pokonspirować - każdy wlazł pod ławkę i w ukryciu czytał "Odę do młodości".
         Ponieważ lubią lekcje z profesor Nakielską, chodzą do niej na dodatkowe zajęcia. I piszą te kilkudziesięciostronicowe prace na olimpiadę. "Malina" ostatnio nawet przekroczyła dopuszczalny limit, więc nie ponumerowała stron, żeby komisja nie odrzuciła pracy z powodów formalnych.
         Szukasz pomocy? Zapłać!
         
    Kogo z olimpijczyków zapytać, mówi, że jak chce się wygrać, to trzeba przysiąść. I nie bać się starcia z potęgami. W olimpiadzie matematycznej potęga, to XIV LO im. Staszica w Warszawie, w fizycznej - krakowskie V LO im. Witkowskiego i wrocławskie XIV LO im. Polonii Belgijskiej. Chemia to Łódź. Biologia - Kielce, ale ostatnio górą był Nowy Sącz...
         Krajowe olimpiady ruszają jesienią, trzeba rozwiązywać zadania w domu, przygotowywać prace. Zimą są półfinały, wiosną - finały, najczęściej w Warszawie, czasami w Sopocie, Piotrkowie Trybunalskim...
         Kto ma dobrego nauczyciela, wie jak tam się dostać.
         A kto nie ma? Płaci za pomoc uczniom, którym już kiedyś udało się wygrać.
         - Płaci się za notatki, podpowiedzi - mówi finalista jednej z olimpiad (startowało 12 tysięcy ludzi, do finału doszło 100). On właśnie dostał propozycję, może zarobić. Średnia cena za pomoc - tysiąc złotych. Za tytuł finalisty ludzie gotowi są oddać wszystko, co wygrają. Poza indeksem, oczywiście. A do wygrania w olimpiadach są czasami pieniądze, czasami laptopy, kosmetyki, rowery, książki, prenumerata czasopism naukowych...
         Kontakty z olimpijczykami nawiązuje się w Internecie. aneta szuka pomocy przy pisaniu pracy na olimpiadę z geografii. rak chce startować w olimpiadzie o prawach człowieka, więc ciekaw jest, jakie były pytania w tym roku? Trudne? Podchwytliwe? rask też myśli o tej olimpiadzie, też jest ciekaw. cookie szuka kogoś od chemii, żeby mu powiedział z jakich książek korzystał. Pati chce poznać zasady pisania prac badawczych z biologii. Dorota zapomniała, jak liczy się macierz odwrotną, prosi o pomoc... grzesiutek jest ciekaw, czy były przecieki zadań na olimpiadzie ekologicznej, a cass, który zaczął już przygotowywać się do jesiennej olimpiady historycznej, pyta czy ktoś już też zaczął kucie i z jakich książek korzysta? mAJA, która też wybiera się na historyczną, też zaczęła przygotowania... Katarzyna otwarcie oferuje wszystkim pomoc, z historii, biologii albo geografii - Szybko!!! Tanio!!! Profesjonalnie!!!
         Pod ofertą Katarzyny jest tylko jeden protest: proszę o usunięcie tego próżnego postu, napisanego przez próżną osobę, skierowanego do próżnych ludzi.
         Gra warta pozycji
         
    Wygrana, to prestiż. Laureaci Olimpiady Wiedzy Ekonomicznej są zapraszani przez premiera, mogą liczyć na stypendium, wyjechać na praktyki zagraniczne. Ci, którzy w tym roku wygrali olimpiadę matematyczną - polecą do Meksyku zmierzyć się z najlepszymi uczniami świata. Ci, którzy wygrali olimpiadę biologiczną - do Pekinu. Najlepsze prace badawcze z biologii trafią na Europejski Konkurs Młodych Naukowców Unii Europejskiej. Tak więc warto mierzyć się z innymi. W 2000 roku w Wielkiej Brytanii nagrody laureatom Międzynarodowej Olimpiady Fizycznej wręczali laureaci Nagrody Nobla: Harry Kroto - odkrywca fullerenów oraz Anthony Hewish - odkrywca pulsarów (Polacy wtedy dostali dwa wyróżnienia). Trzy lata później na Tajwanie mieliśmy już pięć medali, a na cześć genialnych olimpijczyków Tajwan wydał znaczki pocztowe z ich podobiznami.
         Sukces na olimpiadzie, to nie tylko zysk ucznia, ale też chwała dla szkoły.
         W najsłynniejszym polskim rankingu "Perspektyw" i "Rzeczpospolitej" liczą się właśnie olimpijskie laury - im jest ich więcej, tym wyższa pozycja szkoły. Od dwóch lat nikt nie może pokonać XIII LO w Szczecinie - tam średnio co szósty uczeń odnosi olimpijski sukces. Ubiegłoroczny wynik: 30 finalistów, 21 laureatów! W naszym regionie najlepszą z "olimpijskich" szkół jest toruńskie IV LO im. Tadeusza Kościuszki - w ubiegłym roku zajęło dziewiąte miejsce w kraju, w tym - 11. Najlepsze z bydgoskich ogólniaków, VI LO im. J. i J. Śniadeckich, ostatnio trafiło na 41 miejsce. Ale teraz zdecydowanie skoczy w górę. Uczniowie aż rwą się do rozwiązywania konkursowych zadań - w międzynarodowym Kangurze Matematycznym wzięło udział pół szkoły i niemal co drugi uczeń coś wygrał. W sumie z tej szkoły w różnego rodzaju konkursach przedmiotowych wystartowało 400 spośród 565 licealistów. Ponad 100 - w olimpiadach. Tomek Kulczyński z "szóstki" zajął drugie miejsce w kraju na olimpiadzie matematycznej i drugie na informatycznej. Chodzi do pierwszej klasy liceum, a już ma z głowy egzaminy maturalne. Ma też indeks na wybraną uczelnię, miejsce w reprezentacji Polski na Międzynarodowej Olimpiadzie Informatycznej i na Międzynarodowej Olimpiadzie Matematycznej. Zanim poleci rozwiązywać zadania w Meksyku, pojedzie na obóz matematyczny do Zwardonia i na sparing polsko-czesko-słowacki, który ma być rozgrzewką przed Meksykiem...
         Iwona Waszkiewicz, dyrektor bydgoskiego VI LO mówi, że zgłaszają się do niej uczniowie z innych szkół, też chcieliby wygrywać olimpiady. Pytają, czy mogą przychodzić na zajęcia z jej olimpijczykami.
         Więcej, to druga strona medalu
         
    - Chcesz zaistnieć? Idź do partii albo na olimpiadę - mówią uczniowie. I przestrzegają, żeby nie wybierać arcytrudnej matematycznej, fizycznej czy biologicznej. Na początek można się sprawdzić, np. w Misyjnej Olimpiadzie Znajomości Afryki. W tym roku nagrodą jest udział w pielgrzymce do grobu Jana Pawła II. Poza tym dobry wynik, tak jak i w innych olimpiadach, daje uczniowi indeks, a jego szkole lepsze miejsce w ogólnopolskim rankingu. W ostatniej Misyjnej Olimpiadzie Znajomości Afryki wystartowało ponad 11 tysięcy uczniów! Trzy razy więcej niż w biologicznej, cztery razy tyle, co w matematycznej.
         - Mamy coraz więcej zgłoszeń - cieszą się w komitetach olimpijskich. Coraz więcej uczniów. Coraz więcej olimpiad. Do wyboru jest już 30, w tym olimpiada teologii katolickiej, wiedzy technicznej, umiejętności budowlanych, rolniczych, wiedzy o żywieniu, o losach Polaków na wschodzie...
         Dr Danuta Nakoneczna, która założyła Stowarzyszenie Nauczycieli Olimpijskich i śledzi olimpijskie sukcesy uczniów, nie chce komentować tej pogoni za wygraną. Ostatnio skupiła się na osiągnięciach Polaków w poważnych olimpiadach międzynarodowych. - To jest ciekawe - mówi. - Że Polska sobie świetnie radzi.
         Na przykład w 2003 roku na Międzynarodowej Olimpiadzie z Fizyki w Taipei - złoty medal i cztery brązowe, w tym czasie na chemicznej w Atenach - złoto, srebro i dwa razy brąz. A z matematyki w Tokio - jeden medal złoty, dwa srebrne, dwa wyróżnienia. Wtedy do matematycznych zadań usiadło 457 uczniów z 82 państw, zespołowo najlepsi byli Bułgarzy. Polska uplasowała się na 22 miejscu.
         Dr Nakoneczna mówi, że międzynarodowa olimpiada to najlepszy sprawdzian wiedzy, tam nie ma kto naciskać, nie ma na kogo.
         Henryk Pawłowski, którego uczniowie od lat jeżdżą na olimpiady międzynarodowe, chciałby, żeby to była dla nich przygoda. Nie wkłada do głów: jedźcie po medal. Ale zauważa, że nauczyciele innych krajów naciskają i olimpiady mają w sobie coraz mniej z naukowej przygody. - Chińczycy poddają uczniów koszmarnemu treningowi, a właściwie tresurze - mówi Pawłowski. I zawsze Chińczycy są w czołówce. Dlatego, gdy dwa lata temu wyprzedzili ich Bułgarzy, wszyscy byli zaskoczeni. Dopóki się nie okazało, że bułgarskim uczniom ktoś wcześniej zdradził treść zadań. Sprawa by nie wyszła na jaw, gdyby nie to, że sumienie jednego z zawodników nie mogło sobie z tym poradzić.
         

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo