Piasek w oczy

    Małgorzata Święchowicz

    Gazeta Pomorska

    Gazeta Pomorska

    W środę po południu dowiedzieliśmy się, że podczas - dowodzonej przez Polaków - operacji pod kryptonimem "pajęczyna" zatrzymano 29 rebeliantów podejrzanych o udział w akcjach terrorystycznych.
         Gdy lecimy do Iraku, zbliża się druga rocznica rozpoczęcia operacji "Iracka Wolność". Jaka jest sytuacja? Wydobycie ropy może w tym roku osiągnąć najwyżej dwie trzecie tego, co za Saddama. Elektrownie irackie nie mają nawet w połowie takiej mocy, jak przed wojną w Zatoce Perskiej. W niektórych prowincjach prąd jest tylko przez pięć godzin w ciągu dnia. I wszędzie jest bieda. 60 proc. Irakijczyków żyje dzięki zdobywaniu darmowych racji żywnościowych.
         Hałas, że tylko spać
         
    Lecimy z Ad Diwaniyah do Al Hillah, z Al Hillah do Al Kut. Wszędzie tam, gdzie są polskie wojska. W śmigłowcu hałas niemiłosierny, my w ciężkich kamizelkach kuloodpornych, w hełmach. Mimo to "rasowi" korespondenci wojenni - Jan Mikruta i Przemysław Marzec, zasypiają zaraz po starcie. Później już wszyscy - także korespondenci nierasowi, będziemy zasypiać w śmigłowcu. Bo hałas w Iraku, to nic. Śmigłowce latają tu od rana do zachodu słońca. Zawsze z otwartymi drzwiami, a w drzwiach - zawsze strzelec pokładowy.
         Nasz strzelec, Rafał, jest otrzaskany w Iraku, to jego druga misja. 1200 godzin w powietrzu, mówi, że dotąd nigdy nie musiał użyć pokładowej broni. Koledzy też nie, więc amunicja przechodzi ze zmiany na zmianę. Rafał patrzy w dół, wypatruje. Lepianki, trochę kóz, trochę wielbłądów. Ludzie kręcą się koło dobytku. Widzą śmigłowiec, więc zadzierają głowę, machają. Rafał co dziesięć minut podnosi rękę do przycisku w ścianie, daje sygnał pilotom, że z tego, co widzi, wszystko w porządku.
         Drogami ciągną wojskowe konwoje. I ciągną Irakijczycy, pieszo, grupami. Trwa święto Arbain, drugie po Aszurze, kończy coroczne obchody męczeństwa imama Husajna, wnuka Mahometa. W Karbali znajduje się mauzoleum Husajna, więc trzeba iść do Karbali. Nawet gdyby miało się zginąć. Na śmierć nie ma siły. Jeśli masz umrzeć - mówią tu w Iraku - zadzwoni na ciebie i umrzesz.
         Tak więc na niektórych zadzwoni, zanim dojdą do celu. Agencje podadzą później krótkie komunikaty: wybuch samochodu-pułapki na drodze z Al Hillah, dwóch pielgrzymów zabitych, dziewiętnastu rannych. Albo: Eksplozja samochodu-pułapki pod Karbalą. Siedem osób nie żyje, dziewięć rannych...
         Polacy biorą udział w akcji ASHURA AND ARBAEEN, pomagają irackim siłom bezpieczeństwa opanować to, co dzieje się przy okazji pielgrzymek. Zatrzymują podejrzanych.
         Przez cały marzec i tak był względny spokój. Przed styczniowymi wyborami w ciągu tygodnia dochodziło w Iraku do blisko tysiąca ataków, w marcu tygodniowo było tylko 350.
         Żołnierz waży
         
    Polska strefa, to blisko 32 tysiące kilometrów kwadratowych, jedna czternasta powierzchni kraju. Rozciąga się na południe i południowy wschód od Bagdadu. Graniczy z Iranem.
         Klimat zwrotnikowy, suchy. Teraz temperatury sięgają 40 stopni. Często są burze pyłowe - wtedy nic nie widać, piasek wciska się w oczy, w zęby.
         - Dokładnie tak sobie wyobrażałem Irak - mówi Oliver (komandos z Lublińca, imię zmienione, służy w Ad Diwaniyah, pierwszy raz jest w Iraku, jego dziewczyna nie uśmiechała się, kiedy wyjeżdżał, o nie). Żołnierze z Lublińca są tu od pierwszej zmiany. Patrole, konwoje. Niektórzy mówią na nich zgryźliwie MiG-i, czyli Marne Imitacje GROM-u. To ich wkurza. - Umiejętności mamy takie same, tylko sprzęt gorszy - narzekają. Choć, jak spojrzeć na Olivera, to trudno uwierzyć, żeby żołnierz mógł na sobie udźwignąć więcej. Do wyjazdu na patrol Oliver przygotowuje się tak:
         - po pierwsze: pas: cztery magazynki od broni długiej, radio, granat, nóż gerber, broń krótka w kaburze na udzie,
         - po drugie: kamizelka kuloodporna, amerykańska,
         - po trzecie: kamizelka taktyczna, a w niej: osiem magazynków do długiej, cztery do krótkiej, granaty, zestaw do udzielania pierwszej pomocy, kilka kolorowych rurek - to światła chemiczne, jak trzeba sprowadzić śmigłowiec, bardzo się przydają, i w ogóle w czasie nocnego patrolu są wręcz niezbędne. Niektóre dają światło widoczne tylko po założeniu noktowizjera, więc można dawać znaki swoim ludziom tak, że inni tego nie widzą...
         - po czwarte plecak i przynajmniej sześć kolejnych magazynków, maska przeciwgazowa, granaty hukowe...
         - po piąte: hełm i gogle noktowizyjne,
         - po szóste: broń długa Beryl,
         - po siódme: granatnik,
         - po ósme: "pompka", czyli Mossberg na amunicję śrutową (gdyby trzeba było wywalić drzwi, odstrzelić zamek).
         A jeszcze sanitariusz musi wziąć torbę medyczą (jakieś 20 kilogramów), a "radzik", czyli telegrafista - radiostację (ze 30 kilo).
         W sumie dobrze uzbrojony żołnierz waży tyle, co dwóch nieuzbrojonych.
         - Można się spocić - mówi Oliver.
         Pocą się z Irakijczykami
         
    Pod koniec marca Polacy zaczynają patrolować prowincje razem z żołnierzami irackimi, a od 1 kwietnia to już zasada (Oliver kręci nosem na ten pomysł: - Ja mogę jechać na akcję tylko z kimś, komu bezwględnie ufam).
         Gen. Waldemar Skrzypczak, który dowodzi Wielonarodową Dywizją Centrum-Południe zapowiada, że wspólne patrole tworzyć będą ci, którzy razem się szkolili, zdążyli się poznać. - Kładziemy nacisk na współdziałanie - mówi. W dowództwie polskiej strefy jest oficer łącznikowy 8 Dywizji Armii Irackiej. Irakijczycy nie tylko szkolą się pod okiem Polaków, ale dostają od nich sprzęt.
         Gdy przed Wielkanocą 8 dywizję odwiedza polski wiceminister obrony Janusz Zemke i uroczyście przekazuje im partię wojskowych samochodów, iraccy żołnierze podskakują radoście, skandują: Dzię-ku-je-my za o-swo-bo-dze-nie Iraku! Dzię-ku-je-my za o-swo-bo-dze-nie...
         Pokazują polskiemu ministrowi, jak od Polaków nauczyli się strzelać, szturmować budynki, zatrzymywać podejrzany cywilny samochód do kontroli...
         Dziennikarze doradzają, żeby może przed pokazem minister założył kamizelkę kuloodporną. Irakijczycy mają dużo entuzjazmu, ale czy też umiejętności? W nowych, czasami trochę za dużych mundurach, wyglądają jak poprzebierani.
         Nabór do wojska nie jest skomplikowany: daje się ogłoszenie w prasie, zaczyna szkolenie. 20-30 procent odpada przed upływem pierwszego miesiąca, brak predyspozycji fizycznych, psychicznych. Niektórzy, może nawet dobrzy, nie dojdą do pierwszego szkolenia - coraz więcej ginie ich w atakach terrorystycznych, nie zdążą nawet dostać munduru (zamachowcy-samobójcy rozsadzają się w punktach rekrutacyjnych, najczęściej w Bagdadzie i okolicach).
         Nie boję się, jestem wolny
         
    8 dywizja ma 8 tysięcy żołnierzy. Hasan, jeden z nich, chętnie nam wytłumaczy, jak to wcale nie czuje strachu przed terrorystami. - Sytuacja jest trudna, ale czuję się wolnym człowiekiem - mówi. - Za reżimu Saddama żołnierz był nękany. Teraz mam prawo mówić, co myślę.
         
    Dowódca dywizji, gen. Osman Alio Ferhut, zapewnia, że nie ma obowiązkowego zaciągu, przymuszania do służby, ludzie przychodzą na ochotnika.
         Gdy pada pytanie, czy zdarzają się dezercje, udaje, jakby nie było pytania.
         Kiedyś, za Saddama, iraccy żołnierze byli nie tylko nękani, ale celowo utrzymywani w dyscyplinie dotkliwymi karami cielesnymi. A teraz?
         - Nie słyszałem, żeby w nowym irackim wojsku działo się coś podobnego. Gdyby była fala, pewnie byśmy zauważyli - mówi gen. Skrzypczak.
         Hołubici hołubią
         
    - Irakijczycy są chętni, szybko się uczą - mówi w bazie Ad Diwaniyah jeden z "hołubitów" - żołnierz podległy porucznikowi Michałowi Hołubowi.
         Irackich wojaków chwali też sam porucznik. Chwalą kpt. Mariusz Grzegorczyk i kpt. Rafał Miernik (biorą udział głównie w konwojach, dużych patrolach, zabierają ze sobą Irakijczyków).
         - Przydają się - mówią. - Robią, co do nich należy.
         Na przykład ostatnio: jedzie samochód, w samochodzie trumna, trzeba zatrzymać. W trumnach często są ładunki. I w zwłokach są ładunki. Częściej niż w ramach rowerów górskich, niż w garnkach z jedzeniem, w wózkach inwalidzkich (kiedyś nikomu do głowy nie przychodziło, żeby prześwietlać wózki, ale teraz trzeba być uczulonym, po tym jak przed wyborami bez kontroli przeszła matka, która w nafaszerowanym wózku pchała swoje kalekie dziecko).
         Tak więc teraz inwalidzkich wózków lepiej nie przepuszczać bez sprawdzenia. A trumny, to już w ogóle.
         Ten, który wiezie trumnę, zapiera się, że nie otworzy, bo tam zwłoki matki.
         - Tłumacz spanikował - mówią żołnierze. - Jak tu kazać podnieść wieko, kiedy kobieta leży?
         I wtedy bardzo przydali się żołnierze iraccy. Oni otworzyli trumnę, zbadali od spodu. Im bardziej wypadało.
         Dziwnie to krąży
         
    Szacunki amerykańskie mówią, że w irackiej armii, policji, gwardii narodowej i straży granicznej jest już ponad 145 tysięcy ludzi.
         Szkoli się jednocześnie tylu, że czasami dla niektórych brakuje karabinów. Dostają te zarekwirowane partyzantom.
         W polskiej strefie w czasie 40 różnych akcji przeprowadzonych w tym roku skonfiskowano 120 sztuk broni, 1800 sztuk amunicji, 3200 pocisków, 400 kilogramów ładunków wybuchowych, 600 zapalników i detonatorów... W bazie "Charlie" w Al Hillah przeglądają skonfiskowaną broń, naprawiają, przekazują armii irackiej albo policji. Później czasami te same egzemplarze znów ktoś rekwiruje partyzantom, a oni tu w "Charlie" znów robią przegląd, oddają policji...
         - Dziwnie ta broń krąży - mówią.
         Niektóre, najbardziej unikatowe okazy zostawiają, może kiedyś powstanie muzeum? W specjalnym kontenerze układają równo i starannie: egzemplarze posrebrzane, rewolwery, colta z 1915 roku, karabinek simonov, mausera wz 98, Port Said 9 mm, kałasznikowy, browningi... Mają tu karabiny maszynowe, które oddają do 720 strzałów na minutę. I mają wyrzutnię moździerzy skonstruowaną z rury kanalizacyjnej...
         Niech sobie zaczną radzić
         
    Od początku roku Polacy przeszkolili 1500 irackich żołnierzy, łącznościowców, saperów, strzelców pokładowych. A przygotowują też policjantów, straż graniczną. W Al Kut działa Regionalne Centrum Szkolenia, z Irakijczykami pracują instruktorzy polscy, amerykańscy, ukraińscy. Powstały międzynarodowe grupy Military Training Team, w ramach MiTT szkolone są sztaby i dowództwa armii irackiej znajdujące się w polskiej strefie.
         Polacy zakładają, że im szybciej wyszkolą irackie jednostki, tym szybciej tamci zaczną sobie sami radzić, przejmą zadania, będzie bezpieczniej.
         Na razie w Iraku, po względnie spokojnym marcu, nastał niespokojny kwiecień, a teraz jest jeszcze bardziej niespokojny maj. Szacuje się, że w całym kraju każdego dnia odnosi rany lub ginie 60 osób. Ostatnio ofiarami są głównie żołnierze i policjanci iraccy. Giną, gdy jadą do pracy, albo na posterunku, w biurze, albo gdy idą na pogrzeb kolegi zabitego wcześniej.
         3 maja zaprzysiężono rząd premiera Ibrahima Dżafariego i sytuacja wcale się nie poprawiła. Dzień później przed ośrodkiem rekrutacji w Irbilu zginęło co najmniej 46 osób, a ponad 100 zostało rannych. Dwa dni później już trzy zamachy, w Bagdadzie. Raz terrorysta wmieszał się w tłum rekrutów w dzielnicy Amil, innym razem była zasadzka, wpadło dziewięciu policjantów.
         Bomby wybuchają nie tylko przed policyjnymi i wojskowymi ośrodkami rekrutacji, także przy posterunkach, konwojach.
         Nie wiedzą, że jadą po śmierć?
         
    Gdy rozmawiam z Irakijczykami, którzy są tłumaczami w polskiej bazie w Ad Diwaniyah, mówią, że terroryści działają wbrew Irakijczykom. Że tu nie ma gleby dla świętej wojny i nie ma zgody na wyniszczenie.
         - Irakijczyk nie ma w sobie nic z samobójcy - mówią. - Irakijczyk, wbrew pozorom, ceni życie.
         Amerykanie, jak podaje PAP, też są zdumieni ogromną liczbą kamikadze. Podejrzewają, że ostatnio, przynajmniej w niektórych przypadkach, kierowcy, którzy prowadzą samochody-bomby, nie wiedzą, że jadą po śmierć. Dowódcy grup partyzanckich być może ukrywają przed nimi prawdziwy cel misji - nie mówią o bombie schowanej w bagażniku, ładunek detonują zdalnie.
         A może kamikadze są przymuszani? Może wystarcza groźba, że w razie odmowy zginie rodzina? A może trzeba kamikadze przykuć do kierownicy kajdankami, żeby się nie rozmyślił? Policja w Bagdadzie zauważyła, że część zamachowców-samobójców ma na rękach kajdanki.
         Tak dobrze, że nie odpoczną
         
    W polskiej strefie nie było przypadku, żeby zabił kogoś kamikadze przykuty do kierownicy samochodu. Ataków jest też mniej niż w strefie amerykańskiej, ale ostatnio zauważają wzrost w porównaniu z przełomem marca i kwietnia. Wtedy z polskimi żołnierzami w Iraku spotkał się wiceminister Zemke. Chwalił, że dobrze im idzie, że są nową, żołnierską jakością. Nie ukrywał, że po irackich doświadczeniach, zbyt długo w kraju nie odpoczną. - Za rok Afganistan - mówił.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo