Kochaj bliźniego

    Janina Paradowska, "Polityka"

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

         Niech nas Bóg prowadzi - wołał Roman Giertych. - Z pomocą Bożą obronimy złotego - wtórował mu Marek Kotlinowski (dla niewtajemniczonych szef klubu parlamentarnego LPR). - W imię Boga musimy wygrać wybory - wzywał Zygmunt Wrzodak. Sala Kongresowa, która ostatnio znów odzyskuje swój polityczny blask, gdyż staje się sercem tętniącego życia politycznego, już dawno nie słyszała tylu odwołań do Stwórcy, nigdy też nie wyrażano tu takiej głębokiej wiary w Jego wszechmoc i nadziei w pomoc, nawet w sytuacjach, zdawałoby się, beznadziejnych.
         Stało się to za sprawą Ligi Polskich Rodzin, najbardziej katolicko-narodowej polskiej partii. (Oczywiście jeśli nie liczyć jeszcze bardziej katolicko-narodowego odłamu organizowanego pod patronatem Radia Maryja). Otóż Liga odbyła kilka dni temu, w Kongresowej, swój kongres nadzwyczajny, przedstawiła program i gabinet cieni, w którym jest wiele bardzo ciekawych postaci. Najciekawsi są kandydaci do stanowiska szefa MON - Wrzodak i spraw zagranicznych - Dobrosz. Ten ostatni uchodzi, nie wiedzieć czemu, za specjalistę od spraw niemieckich. Być może dlatego, że wszędzie widzi zagrożenie niemieckie, choć ostatnio, ścigając prywatyzację PZU wydaje się, że bardziej się boi zagrożenia holenderskiego, zwłaszcza zaś spółki Eureco.
         Ciekawsze jednak od ludzi LPR są zaprezentowane w Kongresowej charakterystyki osób publicznych, z którymi LPR chce walczyć, które chce po prostu zmieść ze sceny. Otóż jeśli liczyć wagę epitetów, to najbardziej oberwało się Lechowi Wałęsie, który został uznany za szubrawca polskiej polityki. Lech Kaczyński za nieroba, ponieważ zajmował najwyższe stanowiska, gdy wybuchały afery i nic nie zrobił. Aleksander Kwaśniewski, Bronisław Geremek i Tadeusz Mazowiecki są tylko sprzedajni, co jest właściwie standardowym określeniem szefów LPR dla polityków, którzy w LPR nie są. Generalnie zaś wszyscy są złodziejami, gdyż rozkradli Polskę, pozwolili się uwłaszczyć nomenklaturze, stworzyli mafię i układy.
         Można zrozumieć, że Giertychowi i jego kolegom nie podoba się Lech Kaczyński, z którym senior Maciej Giertych ma się podobno spotkać w wyborach prezydenckich. Może nawet nie podobać się Mazowiecki patronujący powstawaniu nowej formacji politycznej, ale dlaczego akurat najostrzej nacierano na Wałęsę? Być może właśnie z powodu Radia Maryja, które były prezydent słusznie zaatakował, a do którego LPR musi się obecnie łasić, by z anteny ojca Rydzyka popłynęły zachęty do głosowania na kandydatów Ligi, a nie na przykład na jakiś obóz jeszcze bardziej patriotyczny i jeszcze bardziej religijny. Może dlatego, że LPR chce przewracać Okrągły Stół, przy którym Wałęsa odgrywał kluczową rolę, a może z tych i wielu jeszcze innych powodów.
         Tak czy inaczej LPR, jak na partię głęboko religijną, nieustannie odwołującą się do Boga i zawierzającą mu wszystkie jej ziemskie sprawy, dała prawdziwy popis miłości bliźniego i szacunku dla drugiego człowieka oraz poszanowania godności osoby ludzkiej. To się naprawdę nazywa mieć Boga w sercu, nie dawać fałszywego świadectwa przeciwko bliźniemu swemu i okazywać miłość, bliźniemu, jak sobie samemu. W tej sytuacji wypada zauważyć, że szefowie LPR zapewne wyjątkowo siebie nienawidzą, jeżeli tak bardzo nienawidzą każdego, kto nie jest w ich szeregach. Polska polityka po śmierci Jana Pawła II miała się podobno zmienić. Otóż zmieniła się pod jednym względem - pod względem zdecydowanie większej częstotliwości przywoływania imienia boskiego w okolicznościach wyjątkowo do tego celu nieprzystojnych.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo