Ja jestem stary myśliwy

    Ja jestem stary myśliwy

    Wojciech Mąka

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Druh Leszek Grzeliński, prezes OSP w Koronowie, buduje sobie domek letniskowy w Pieczyskach nad Zalewem Koronowskim. Ma dobrego sąsiada - Piotra Tomaszewskiego, dyrektora biura zarządu OSP. Dyrektor rozdziela dofinansowanie dla jednostek OSP. Dzięki niemu OSP w Koronowie mogła ostatnio kupić nowoczesnego stara.
         Warto obejrzeć domek letniskowy druha Grzelińskiego. Podjeżdżam. Warczą piły motorowe. Na podnośniku strażacy-ochotnicy z OSP Koronowo przycinają drzewa. Drzewa rosną na działce dobrego sąsiada druha prezesa - druha Piotra Tomaszewskiego.
         Pech kwatermistrza
         
    Druh prezes urodził się i wychował w Koronowie. Jako reprezentant trzeciego pokolenia pracowników więziennictwa rozpoczął karierę w przyzakładowym gospodarstwie obróbki drewna w Zakładzie Karnym Koronowo.
    Szybko awansował na pracownika funkcyjnego - został dowódcą zmiany, a potem - nieetatowym zastępcą kwatermistrza. Gdy w 1988 roku jego przełożonego przeniesiono do Potulic, Leszek Grzeliński został kwatermistrzem.
         Pech chciał, że w 1996 roku w Zakładzie Karnym Koronowo Zbigniew Czechowski założył Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Pracowników Służby Więziennej. Nikt nie wie, dlaczego Czechowski razem z pięcioma innymi związkowcami zaczęli patrzeć na ręce kwatermistrzowi. Widocznie coś zobaczyli, bo rok później napisali skargę do ówczesnego ministra sprawiedliwości, Hanny Suchockiej.
         - Przysłano dwóch rewidentów, którzy mieli wygasić sprawę - mówi dziś związkowiec, Czechowski, już na emeryturze. Mieszka w centrum Koronowa, w niewielkim domku.
         Rewidenci wygasili kilka spraw. W 1991 roku kwatermistrz Grzeliński załatwił za grosze naczelnikowi więzienia domek letniskowy z działką. - Tym go kupił - mówi Czechowski. Druga sprawa - ziemniaki. - Grzeliński twierdził, że w ciągu jednej nocy w piwnicy zakładu zgniło 40 ton i trzeba było je kupić jeszcze raz - wspomina Czechowski. - Podał nawet nazwisko i pokazał podpis rolnika z Komierowa. Pojechaliśmy tam. Otworzyła jakaś starsza kobieta. Potwierdziła, że to podpis męża. A gdzie mąż? Umarł kilka lat wcześniej...
         Spraw było więcej. Z ZK wyniesiono w nocy stary zbiornik. - Nikt jakoś nie zauważył, że kraty w tym pomieszczeniu były rozcięte i zespawane - wspomina Czechowski. Grubą kasę wydano w 1997 na remont dachu więzienia. Ale dachu nie naprawiono. Wreszcie - sprawa kradzieży oleju opałowego. - Po odejściu Grzelińskiego zużycie oleju opałowego na ogrzewanie ZK spadło o 70 tysięcy litrów! To bardzo ciekawe - śmieje się były związkowiec.
         Czechowski poszedł na emeryturę, bo miał już dość. - W listopadzie złożyłem papiery o odejście. W grudniu jeszcze pracowałem. Wracałem do domu w nocy, około godz. 1. Wyobraża pan sobie - pod domem czekało dwóch policjantów. Najpierw zapytali, dlaczego zaparkowałem na zakazie. A potem - czy coś piłem. Faktycznie, piłem, przyznałem się. Ale to nie był powód mojego odejścia ze służby - mówi Czechowski.
         Dyplomy pana kapitana
         
    Od stycznia 1992 roku do czerwca 1998 roku Leszek Grzeliński jako kwatermistrz ZK Koronowo nie dopełnił obowiązków służbowych i należycie nie ewidencjonował oleju opałowego - ZK stracił 30 tysięcy złotych. W 1994 roku Leszek Grzeliński podrabiał dokumentację transportu 40 ton ziemniaków. Łącząc kary, sąd skazuje Leszka Grzelińskiego na 1 rok więzienia w zawieszeniu na 2 lata.
         Główny świadek Henryk W. potwierdził, że podczas tankowania oleju z cysterny do zbiorników zakładu rozmawiał z kierowcą i kazał mu wpisać, że zrzucono 9 tysięcy litrów oleju, podczas gdy naprawdę było to 6 tys. Zrobił to na polecenie Leszka Grzelińskiego Podobnych przypadków było kilkanaście.
         Druh prezes nie zgodził się z wyrokiem sądu. Wynajął dobrych adwokatów i złożył apelację. Do akt sprawy dołączył na przykład podziękowania za współpracę, gdy jeszcze był kwatermistrzem. Dziękowała dyrekcja SP nr 1 w Koronowie, kierownictwo internatu ZSZ, nadleśnictwo Zamrzenica, dyrekcja miejskiej biblioteki. Jest też podziękowanie od Jana Graczkowskiego, starosty powiatowego - za osobisty wkład druha prezesa jako radnego powiatowego - oraz Jerzego Wenderlicha - za pomoc w kampanii wyborczej Aleksandra Kwaśniewskiego. Natomiast Waldemar Pawlak odznaczył druha prezesa medalem honorowym im. Bolesława Chomicza... I tak dalej.
         Ostatni dokument w aktach apelacji to kwit podpisany przez Henryka W., głównego świadka. Oświadcza w nim, że złożone wcześniej zeznania były nieprawdziwe i krzywdzące dla Leszka Grzelińskiego. W. miał być szantażowany przez związki zawodowe. "Po prostu się załamałem, co nie daje mi spokoju" - pisze świadek W. Adwokaci Leszka Grzelińskiego chcą, żeby W. został zbadany przez psychiatrę, bo wcześniej - jeszcze jako pracownik zakładu karnego - był leczony. - No tak, Grzeliński pismo mu podsunął, gdy W. był zabiegany w sklepie - mówi Czechowski. - A teraz zrobią z niego wariata.
         Druh prezes ma niezłą emeryturę. Oficerską. Odszedł z zakładu karnego w randze kapitana. Patrzę na wyciąg Grzeliśkiego z krajowego rejestru karnego - w rubryce zawód wyuczony: pracownik fizyczny. - Dostał kapitana, bo pokazał papiery, że kogoś uratował z pożaru. Chcieliśmy dotrzeć do tych papierów. Nie mogliśmy. To lipa. Tego pożaru nie było - mówi Czechowski.
         Policjanci nie chcą odznaczeń
         
    Na emeryturze druh Grzeliński skupił się na straży pożarnej. Działalność druha prezesa jest owocna. Dzięki niemu - tak grzmi Koronowo - tutejsza jednostka OSP jest nieźle wyposażona. Cztery dobre samochody. Ostatnio kupiony - star. Jednak życie druha prezesa w OSP nie jest usłane różami. Bo przewodniczącym komisji rewizyjnej jest druh Włodzimierz Kulczyk, szef jednostki OSP w Gościeradzu pod Koronowem.
         - Ta rozmowa i tak nic nie da - uważa druh Kulczyk, ale siadamy u niego w domu na kanapie. Druh poprawia kamizelkę od garnituru i porządkuje dwie teczki papierów. - Tu jest wszystko - mówi i kartkuje.
         Po kolei to było tak. Grzeliński został prezesem Miejsko - Gminnej OSP w Koronowie. Kandydował jednak z OSP w Różannie. Jednostka nie była zarejestrowana - więc zdaniem Kulczyka - nie można było z niej kandydować. Poszło zawiadomienie do prokuratury. Tak samo jak z cegłami. W 2003 roku postanowiono rozbudować OSP w Koronowie o salę posiedzeń zarządu. Finansuje ją Urząd miasta. Kupiono 1800 cegieł. Z budowy zniknęło 720 sztuk. - Widziałem, jak Grzeliński ładuje je do swojego samochodu i wiezie do domu - opowiada związkowiec Czechowski.
         Druh prezes zwołał zebranie prezydium. Zebranie było dość dziwne, bo nie sporządzono z niego protokołu. W protokole powinna się znaleźć lista osób, którym OSP przyznaje - jak co roku - medale. Na liście powinny być nazwiska czterech policjantów, którym srebrne medale za zasługi dla pożarnictwa Grzeliński wręczał osobiście przy okazji święta policji. Gdy Mirosław Mazurek, szef komisariatu w Koronowie, dowiedział, się, że na Grzelińskiego złożono zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, odesłał medale szefowi komisji rewizyjnej.
         Wszystkie sprawy umorzono. Główne władze OSP orzekły, że Grzeliński mógł startować w wyborach z nadleśnictwa Różanna. Do kasy OSP wpłynęło też 350 złotych za 720 cegieł, które zniknęły. A posiedzenie prezydium miało miejsce, choć nie sporządzono protokołu. Potwierdził to sekterarz OSP w Koronowie Maciej Makowski. Teraz Makowski jest radnym, ale sekretarzem już nie. Chciałem go namówić na tajne spotkanie pod zakładem karnym, w którym jest wychowawcą. - Nikt się nie dowie - przekonywałem. - Mógłbym wiele powiedzieć, ale po tym, co mi zrobił, nie chcę - stwierdził.
         Nissan nadleśniczego
         
    - Myśmy chcieli jakoś tę straż zreformować - Zbigniew Paraszczuk chyba jedzie autem, bo komórka buczy. Paraszczuk to na co dzień listonosz z Gogolinka, a w czasie pożaru - komendant OSP Gogolinek. - Jak grochem o ścianę. Ja już z nim w ogóle nie rozmawiam. Co każe zrobić, to zrobię, bo to przełożony, a tak... to już nie. Na jego miejscu dawno bym odszedł - mówi.
         Kulczyk: - Grzeliński nic nie pomaga. Nowa strażnicę sami zbudujemy, za własne pieniądze. Mamy już 10 tysięcy złotych. Niech pan pomyśli - w powiecie jest 18 jednostek OSP. W ustawie jest zapis, że jak jednostka nie bierze udziału w zawodach, to powinna zostać zlikwidowana. Tutaj tylko nieliczni startują. A jednostki istnieją. Grzelińskli je utrzymuje, a oni głosują na niego przy wyborach prezesa.
         
    Wojciech Mojzesowicz, poseł Samoobrony, regionalny szef OSP: - Nie może być tak, że każde zebranie kończy sie awanturą. Nikt nie jest wieczny. Grzeliński może być strażakiem, ale niekoniecznie prezesem. Pewne sprawy się za nim ciągną. Lepiej, żeby odszedł niż został usunięty.
         Druh prezes był w SLD. Ale go wyrzucono. Ze straży druh Grzeliński nie zamierza odchodzić. Bo jest potrzebny ludziom. Potrafi wszystko załatwić. Ale żeby załatwić, to trzeba jeździć. To nie problem. Nadleśniczy z Różanny, też strażak, kupił terenowego nissana. Nissan został tak zmodernizowany, że można nim gasić leśne pożary. Jest własnością nadleśnictwa, ale w użytkowaniu OSP. Grzeliński często jeździ tym autem. Złożył wizytę na przykład w komendzie wojewódzkiej PSP w Toruniu. - Zaraz sprawdzę, czy ten nissan został zadysponowany do wyjazdu - stwierdził zdziwiony widokiem auta komendant wojewódzki. Ale nie sprawdził.
         Chrystus na rogach
         
    - Niech pan do mnie głośno mówi, bo ja jestem stary myśliwy, słuch już nie ten - mówi do mnie Grzeliński, gdy wreszcie trafiam do sali posiedzeń zarządu OSP w Koronowie. Nad drzwiami - srebrny Chrystus wisi na krzyżu z jelenich rogów. Grzeliński wygląda jak dyrektor (zawód: dyrektor) komunistycznego kombinatu, którego ktoś przeniósł w XXI wiek. Okulary w rogowych oprawkach, garnitur. Tylko krawat nie pasuje - mieszanka jaskrawego seledynu, żółci i wiśni - wtedy takich nie noszono. Wychodzimy do świetlicy, w sali jest posiedzenie prezydium. Nie można przeszkadzać
         Wykładam kawę na ławę. - Aaaa... - mówi Grzeliński. - A czy przewodniczący związków mówił, że został dyscyplinarnie zwolniony z zakładu? Przecież on pił alkohol ze skazanymi! Reformować straż... Widzi pan tę świetlicę - myśmy sami wszystko własnymi rękami wykańczali. Ja dwukrotnie przyprowadzałem tu skazanych do pracy. Centralnego nie było, ścian.... Im się nie podoba, że porządek wprowadzam. Tym z Gogolinka się zdawało, że mogą na akcje jeździć pijani, w samochodzie bez drzwi...
         
    Skąd się wziął "kapitan"? - Proszę pana, ja w zakładzie karnym prowadziłem drużynę piłkarską. Byłem wysportowany. A awansowano mnie, bo był pożar. Dwa pożary. W zakładzie karnym właśnie. To było w przedsiębiorstwie przyzakładowym, cięcie płyt wiórowych, lakier, wszystko łatwo palne. Wie pan, tam jeszcze alkohol.... a w środku - skazani. Wszyscy się trzęśli, a ja wiedziałem, co robić. Aha... tam były takie skrzynki przeciwpożarowe, złapałem tasak... Uratowaliśmy ludzi, skazanych, i majątek...
         
    Grzeliński uderza dłonią w stół. - Potrafię wszystko załatwić. Domek komendanta? Sprzedawano działki. To każdy mógł kupić... Potem jakiś domek postawić z tego, co pod ręką... Wiadomo jak jest. Nie ma człowieka, firmy w Koronowie, która by mi nie pomogła. Przysięgam na Boga. Dzięki nim robimy konkursy... setki ludzi przychodzą, dzieci... Ale może niech koledzy druhowie z prezydium sami powiedzą, co myślą.
         
    Sok i wojewoda
         
    Wracamy do sali z Chrystusem na krzyżu z rogów. Druhowie piją sok z kartoników. - Kulczyk... - mówią... - Jak on może... Już była zgoda, pili z druhem prezesem szampana, a teraz znowu...
         
    - Ale ja nie bardzo rozumiem, jakie intencje redaktora są... - mówi szef OSP Huta, najstarszy druh w regionie, podejrzliwie wlepia we mnie oczy. - Wojewoda też jest strażakiem ochotnikiem. Pomaga wam? - pytam najstarszego druha. Najstarszy druh się uśmiecha: - Oooo. U mnie wojewoda już trzy razy był. Zapraszam go, a on przyjeżdża. Zawsze przed wizytą dzwoni do mnie pani Mikuła, dyrektor gabinetu, i pyta, czego brakuje. I raz wojewoda przywiózł węże, innym razem toporki... To dobry wojewoda. Druhowie mruczą i potakują głowami.
         Potem gadają o konflikcie. Tylko Gościeradz i Gogolinek się buntują. Kulczyk ma kilometr do jednostki. Ale jak jest pożar, to Wtelno szybciej przyjeżdża. Dlatego Wtelnu trzeba pomagać, a Gościeradzowi nie. A Kulczyk w dodatku trzyma na gospodarstwie 200 litrów etyliny do strażackiego auta. - No niech pan zobaczy, czy to jest byle co? Pytam, byle co? - druh prezes ściska w garści pustą legitymację i medal za zasługi dla pożarnictwa. Wyciągnął go z szafy. - Kulczyk nie miał prawa odbierać medali policjantom. A wie pan, komu Paraszczuk chciał nadać medal? Żonie, bo im, powiada, grochówkę gotuje po akcji... Nagle - brzdęk. Medal wylatuje druhowi prezesowi z ręki i spada na podłogę.
         Może czas na urlop?
         
    Wychodzę z budynku OSP. Obok niedokończona przybudówka - stąd zniknęły cegły. - Jak tu przyszedłem, to chłopaki biegały w gumiakach z piwem w ręku. A teraz proszę. Robocizna kosztowała 2,7 tys., niech pan patrzy, jak to zrobione, więźba drewniana, wylana ława... Kto by takie coś zbudował za takie małe pieniądze? A ja załatwiłem... - mówi Grzeliński. Na pożegnanie druh prezes uścisnął mi rękę.
         I zaproponował, że załatwi darmowy domek letniskowy w ośrodku wypoczynkowym służby więziennej w Zaciszu nad Zalewem Koronowskim.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo