Tankowanie po amerykańsku

    Tankowanie po amerykańsku

    Małgorzata Wąsacz

    Gazeta Pomorska

    Gazeta Pomorska

    Stacja benzynowa przy ul. Gdańskiej 37  cieszyła się szczególnym uznaniem kierowców.  W latach 20. ubiegłego wieku należała do firmy  "Gazolina

    Stacja benzynowa przy ul. Gdańskiej 37 cieszyła się szczególnym uznaniem kierowców. W latach 20. ubiegłego wieku należała do firmy "Gazolina Sp. Akc."

    Przed wojną można było tankować benzynę w samym sercu miasta - przy ul. Gdańskiej 37, tuż przy skrzyżowaniu z ul. Śniadeckich i Krasińskiego. Dystrybutory stały po obu stronach drogi.
    Stacja benzynowa przy ul. Gdańskiej 37  cieszyła się szczególnym uznaniem kierowców.  W latach 20. ubiegłego wieku należała do firmy  "Gazolina

    Stacja benzynowa przy ul. Gdańskiej 37 cieszyła się szczególnym uznaniem kierowców. W latach 20. ubiegłego wieku należała do firmy "Gazolina Sp. Akc."

         Jerzy Marciniak stację przy Gdańskiej zna wyłącznie ze zdjęć, które dziś publikujemy w "Albumie Bydgoskim". Na odwrocie fotografii widnieje napis: Laboratorium Fotograficzne J. Wiedeliński, ul. Gdańska 20. - Mój tata, Stanisław, prowadził zakład krawiecki. Każdego dnia odwiedzało go wielu klientów i znajomych. Prawdopodobnie jeden z nich, być może nawet właściciel tej stacji, przyniósł mu zdjęcia. Zrobiono je w 1938 lub 1939 roku. Z opowiadań taty wiem, że wtedy stacja cieszyła się bardzo dużym powodzeniem. Druga, równie popularna, znajdowała się na rogu ulicy Kordeckiego i Marszałka Focha - opowiada Jerzy Marciniak.
         Po obu stronach Gdańskiej
         
    Jeszcze w 1920 roku w Bydgoszczy nie było ani jednej stacji benzynowej. Pierwsze pojawiły się w 1924 roku. Jedna z nich znajdowała się właśnie przy ulicy Gdańskiej 37. Trzy lata później odkupiła ją firma "Gazolina" Sp. Akc. Na pewno stacja benzynowa należała także przez dłuższy czas do właściciela salonu samochodowego, który znajdował się po sąsiedzku przy ul. Gdańskiej. Sprzedawano w nim fiaty i mercedesy. Część salonu widać na górnym zdjęciu. Mieścił się on po obu stronach bramy w kamienicy, gdzie dziś w podwórzu przyjmuje pacjentów spółdzielnia medyczna "Sanitas".
         Wiadomo, że pracowało na niej dwóch robotników, a zbiornik z paliwem, wykopany pod jezdnią i chodnikiem, miał 2 tysiące litrów pojemności.
         Zdzisław Hojka, kierownik działu historii Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy dopowiada: - W późniejszych latach dystrybutory znajdowały się po obu stronach ulicy Gdańskiej.
         
    Stacja bez papierosa
         
    Oczywiście właściciele zadbali o bezpieczeństwo na terenie obiektu. Przy ręcznej pompie do sprzedaży paliwa ustawiono tablicę z bardzo wyraźnym napisem: "Palenie tytoniu wzbronione". Kierowcy sumiennie przestrzegali zakazu. Nikomu nawet przez myśl nie przeszło, by na stacji zapalać papierosa.
         Warto jeszcze wspomnieć, że dystrybutory paliwa były produkcji amerykańskiej. Jak powszechnie zapewniano: "najnowszego typu opatentowanego, budowane z uwzględnieniem bezpieczeństwa ogniowego".
         Na dłuższe trasy
         
    Jerzy Marciniak opowiada: - Na stacjach z tego samego dystrybutora tankowały nie tylko samochody osobowe, ale również autobusy komunikacji miejskiej oraz dalekobieżnej. Proszę spojrzeć - autobus ze zdjęcia przewoził pasażerów z Bydgoszczy do Nakła. Jak można odczytać na tabliczce nad przednią szybą kierowcy, pojazd przejeżdżał przez Wyrzysk i Łobżenicę. Tak więc, miał do pokonania kilkanaście kilometrów, więc musiał sporo zatankować.
         
    - A ten autobus miejski? Chyba nikt nie ma wątpliwości, że zmieściło się w nim zaledwie z dziesięć, może piętnaście osób. Co ciekawe, zbiornik na paliwo znajdował się z przodu, tuż pod maską. Na kolejnym zdjęciu sfotografowano samochód osobowy ze skrzynią ładunkową. Jak możemy dojrzeć, właściciele przewozili na niej między innymi rower i jakiś stolik.
         
    To nie hydrant
         
    Przed wojną dystrybutory paliwa wyglądały zupełnie inaczej niż obecnie. Na pierwszy rzut oka można było mieć wrażenie, że to uliczna lampa gazowa albo hydrant.
         Przedwojenny bydgoszczanin Zbigniew Raszewski w "Pamiętniku gapia" tak charakteryzuje urządzenia: "Miały kształt wysmukłych słupów. W ich górnej części były szafki, a w tych szafkach złożone węże do tankowania paliwa. Wszystkie były czerwonego koloru. Na czubku miały klosz z mlecznego szkła w kształcie rozpłaszczonej kuli, podświetlany od wewnątrz. Na nim było wymalowane nazwisko właściciela."
         W 1933 roku w Bydgoszczy było już piętnaście stacji benzynowych, a w 1939 - ponad dwadzieścia. Choć znajdowały się w wielu dzielnicach miasta, to najwięcej usytuowano w centrum. Tak jak na przykład przy ulicy Dworcowej 39. To właśnie tutaj paliwo sprzedawali bracia Butowscy, ci sami, którzy prowadzili salon samochodowy. Stacja Butowskich również posiadała amerykańskie dystrybutory. Bak benzynowy miał pojemność tysiąca kilogramów.
         Polski fiat
         
    Lata świetności stacje benzynowe przeżywały od połowy lat 30. ubiegłego wieku, gdy coraz więcej bydgoszczan było stać na własne cztery kółka. Jak wspomina Zbigniew Raszewski: "w 1934 roku skończył się kryzys gospodarczy, a na rynku pojawiły się wkrótce tańsze wozy, a wśród nich polski fiat 508".
         Ale nie tylko kierowcy tych marek podjeżdżali zatankować. Na stacjach można było zobaczyć także chevrolety, wolksvageny mercedesy i auta marki renault.
         
         

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo