Dyktafon proroka

    Maja Erdmann

    Gazeta Pomorska

    Gazeta Pomorska

    Miał kiedyś bar i piękny dom. Smażył ryby i nauczał Słowa. Teraz ma łączność z Bogiem i dwie córki, które kochają go i chłoną jego proroctwa. <b>
    Dyktafon proroka
         Wygląda jak prorok. Ma siwe, długie włosy i zadbaną brodę. Na szyi ciężki łańcuch, na którym zawiesił srebrnego Chrystusa w cierniowej koronie. Brat Ryszard. Prowadzi warsztaty "Poznaj Boga".
         Wokół posesji, która niegdyś pewnie wyglądała jak rezydencja bogatej rodziny, walają się śmieci, jakieś niedokończone konstrukcje. Poskręcane i pordzewiałe pręty sklecone w dziwaczną całość straszą zawaleniem. Dookoła pełno plastikowych odpadów. Przed domem rozbudowana altanka, która kiedyś była smażalnią ryb. Teraz zamieszkał w niej bezdomny Brat Ryszard, jak każe się tytułować.
         Warsztaty - Poznaj Boga
         
    Kierowcy, którzy jadą z Bydgoszczy do Gdańska mijają wielki szyld. Wielkimi czarnymi literami napisano na nim: "Poznaj Boga, warsztaty, numer telefonu". To właśnie drogowskaz do Brata Ryszarda. Drogowskaz do jego prawdy o Bogu.
         Brat Ryszard jest uważany przez sąsiadów za nieszkodliwego oryginała. Wystarczy go ochrzanić i da spokój z kazaniami o Bogu. Samotnie wychowuje dwie córki. Jedna ma 13, a druga 12 lat. Zamierza je ochrzcić w Borównie. Ma już specjalną szatę na tę uroczystość. To stanie się tego lata.
         Ilu skorzystało z warsztatów? Tego nie powie. Ma uczniów. Przyjadą do niego latem, gdy trochę uporządkuje teren. - Wiem, że mam bajzel, ale nie przejmuję się tym, to nieważne. Nie chce jednak mówić, ile osób słucha jego objawień i jego jedynej prawdy. Próbował ją także ogłosić w szkole swoich córek. Ale nikt nie chciał go słuchać. Podobnie jak ci, do których ciągle słał listy. Nie słuchał Papież, prezydent, posłowie Sejmu ani sądy.
         A przecież zna jedyną prawdziwą prawdę objawioną o Bogu. Pojął jego słowo i umie matematycznie wytłumaczyć wszystko, co napisano w Biblii. Zna imię bestii obdarzonej przez św. Jana w Apokalipsie mianem 666. Głowiły się nad tym tłumy ludzi obdarzonych Bożym błogosławieństwem i nikt nie poznał jej imienia. On tak. - Wszystko jest tu napisane. Matematycznie do wyliczenia - mówi poklepując Nowy Testament. I chętnie pokazuje wzór, na podstawie którego objawiło się mu to imię.
         - Przeliczenie liczby - nieposłuszeństwo Jezusowi: 11,2 i 13,5. Podeptane miasto Święte - nauka Jezusa na Ziemi 3,5 roku to się równa 1260 dni, czyli 42 miesiące, a 2 plus 4 to jest 6. Liczba zamknięcia to 16. Teraz trzeba pomnożyć 42 miesiące przez 16 i wychodzi 672. Od tego zaś odjąć 6, bo Bóg przez sześć dni pracował tworząc świat i wychodzi ...666 - tłumaczy prorok. - A to jest liczba odzwierciedlająca człowieka na usługach bestii pierwszej z Apokalipsy.
         
    Dzieci są najedzone
         
    Na osiedlu, gdzie mieszka, nawet przestali o nim rozmawiać. Przyzwyczaili się. Przecież nie chodzi po domach i nie wprasza się na rozmowę o Bogu. Siedzi w tej swojej rozwalającej się chałupie. O córki dba, jeść im daje, więc nie ma problemu. W opiece społecznej znają jego sytuację. Pomagają, jak mogą, a on przyjmuję tę pomoc, jak ktoś ponad ziemskimi marnościami. Jest bardzo wdzięczny, ale na swój sposób godny i pełen rezerwy. - Pracownik socjalny go odwiedza, sprawdza, jak sobie daje radę z wychowywaniem córek - mówią w opiece. - Dzieci są bardzo przywiązane do ojca. To normalne, wesołe dziewczynki. Dostają obiady w szkole i dofinansowujemy im wyjazdy na wakacje.
         
    - Jednak myślimy o tym, by zaaranżować spotkanie pana Ryszarda z psychiatrą, żeby mieć pewność, że w pełni daje sobie radę i nie ma jakiegoś niedobrego wpływu na dzieci.
         
    Brat Ryszard nie pozwala mówić do siebie per "pan" tylko po imieniu. Tak samo zwraca się do biskupów. - Ja im tylko zadaję pytania, czy naprawdę znają słowo Boże. Oni zaś wypraszają mnie na korytarze, nie chcą słuchać. Ale się tym nie przejmuję. Swoje robię dalej.
         
    Często zaś wpada w natchnienie. Gdy mówi o swojej prawdzie zachowuje się jak prorok, nieprzejednany i pewien swoich racji. Nazywa się chrześcijaninem jednym z siedemnastu i pół i jest szefem Bożej Nadakademii Chrześcijańskiej. Cokolwiek to znaczy.
         Listy w służbie Bogu
         
    Pisze do Sejmu, prezydenta, Watykanu, Rzecznika Praw Obywatelskich, do wszystkich, którzy rządzą tym światem albo przynajmniej coś w tym świecie znaczą. Czy ktoś odpowiedział na jego listy? - Paru posłów dało mi poparcie. Jacy? Nie chcę mówić.
         
    Sam brat Ryszard był kiedyś m.in. Szefem Solidarności Rzemieślniczej, należał też do Partii Rzemiosła. Pisał uniwersały, działał, ale nie dostał się do parlamentu. 13 grudnia 1981 roku szedł ulicami Bydgoszczy, aż do placu Wolności stanął przed kościołem i złożył przysięgę Bogu, że będzie mu krzyżem służył.
         A potem... potem było objawienie. Głos od Boga, który przemówił przez niego.
         Wszystko zaczęło się od dyktafonu, który kiedyś kupił, by rejestrować swoje myśli. Schował go gdzieś głęboko. W nocy 16 stycznia 2005 roku poczuł moc Pana w swojej głowie. Wszystko nagrał. O objawieniu poinformował telewizję i radio. - W żadnych wiadomościach nie powiedzieli ani słowa o tym, co mi Pan przekazał.
         Córki proroka
         
    - Nie mam na nic czasu. Piszę listy. Walczę z sądami. Samotnie wychowuję córeczki. Pomagam im w nauce, choć tak naprawdę same sobie dają świetnie radę. Są mądre i bardzo zdolne.
         
    To samo mówią o dzieciach brata Ryszarda nauczyciele w szkole. - Dobre uczennice, świetnie rozwinięte fizycznie.
         - Doskonale sobie dają radę, są koleżeńskie, lubiane przez inne dzieci, łatwo zjednują sobie przyjaciół. Nie mamy z nimi kłopotów. Nie są inne. Są normalnymi radosnymi dziećmi - mówi Danuta Stachowska-Wronko, wicedyrektor szkoły. - Na początku mieliśmy parę spięć z ich ojcem, ale teraz przestał nam wyjawiać swoją prawdę o Bogu.
         
    Nauczyciele są przekonani, że dziewczynki jakoś znajdują sobie miejsce między tym, co mówi im ojciec a tym jak wygląda rzeczywistość. - By Bóg nas rozpoznał, trzeba unieść dłonie wnętrzem do góry. One są jak czipy, jak kod kreskowy. Bóg je czyta i rozpoznaje człowieka, który się modli. Tam jest wszystko zapisane - tłumaczy brat Ryszard.
         Siedzimy w zaśmieconym ogrodzie. Dzieci są w szkole. Brat Ryszard wykąpany i pachnący opowiada nam o słowie bożym. O tym, jak fachowcy od religii nie rozumieją go, lekceważą. - Wytoczyłem w sądzie kilka spraw kościołowi katolickiemu, byłemu premierowi Leszkowi Millerowi i Ministerstwu Edukacji Narodowej. Chodziło mi o prawdę. Jednak sąd tego nie rozumiał. Nie chciałem nikogo karać, tylko wypowiedzieć swoją, objawioną prawdę. Nie dano mi takiej szansy, zlekceważono.
         
    Dowody na istnienie Boga
         
    Potrafi udowodnić istnienie Boga na podstawie najnowszych badań naukowych. - Odkrycie genomu? Nic nowego, Bóg o tym wiedział. Dlatego przekazał Mojżeszowi, że nie wolno się łączyć w pary w rodzinach, bo to przyniesie kalekie dzieci. A przecież Bóg nie miał mikroskopu elektronowego!
         Uczniów prorok Ryszard ma i chętnie przed nimi głosi prawdę. Nawet przez telefon. - Ostatnio to była kobieta, która chciała popełnić samobójstwo. Zapytałem ją, czy kocha Boga. Poradziłem, żeby przestała modlić się na pokaz. Żeby nie paplała jak poganie. By wzniosła ręce do nieba, a Bóg z nich wszystko odczyta.
         
    Swoich córek, jak twierdzi, nie namawia do wiary w swoje objawienia. - Pokażę coś w Nowym Testamencie, jeśli zapytają. A i tak wiem, że wiedzą o słowie, Biblii, Nowym Testamencie więcej niż księża.
         
    Twierdzi, że jest jak Jan Chrzciciel, który słyszał głos Pana. Tyle tylko, że nikt się z niego się wyśmiewał. Słuchali jego głosu. A głosu brata Ryszarda jakoś niewielu chce słuchać. Wyliczył nawet datę śmierci papieża, ale jej nie ujawnił przed faktem. Przecież i tak by nikt nie słuchał. I tylko nie wiadomo, czy to dlatego, że jego matematyczne proroctwa są bardziej niezrozumiałe niż te Nostradamusa, czy dlatego, że są tylko rojeniami człowieka, który uwierzył, że jest wybrańcem Boga.
         - A tak w ogóle czego ode mnie chcecie? Nikt nie ma prawa wchodzić ludziom z buciorami w serce i w gacie. Prawda jest taka, że jeśli będzie mnie słuchał choć jeden człowiek, to warto do niego mówić.
         
    Niedługo zabierze córki nad jezioro Borówno i ochrzci. Ma już przygotowaną szatę. Niedługo zaroi się w zaśmieconym ogrodzie od uczniów jego.
         - Materiał powstał we współpracy z Żanetą Walentyn, dziennikarką Radia PiK. Emisja reportażu radiowego w piątek o godz. 16.30

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo