Panowie stadionów

    Rozmawiał Joachim Przybył

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Rozmowa z DOMINIKIEM ANTONOWICZEM, doktorem socjologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika
         - Po śmierci Jana Pawła II w Łodzi, Krakowie czy Warszawie kibice zaczęli się bratać w świetle kamer. Zanosiło się na koniec burd na stadionach. Tymczasem minęły dwa tygodnie i jest jeszcze gorzej.
         - Traktowanie tej zgody w ten sposób, w jaki potraktowały to media to nieporozumienie. Pojednanie powinno oznaczać zgodę na rezygnację z agresji wobec siebie, a nie kibicowanie wszystkim klubom jednocześnie.
    Wszyscy oczekiwali, że kibice Cracovii i Legii będą siedzieć ze sobą jak przy harcerskim ognisku. Hasło "teraz będziemy wszystkim kibicować" to jeden wielki mit, bez szans na realizację w praktyce. Cały czas mam jednak nadzieję, że te zdarzenia ograniczą agresję słowną i fizyczną grup chuliganów. Śmierć naszego papieża na pewno może być impulsem do stworzenie kibicowania pozytywnego. Zamiast obrażać innych, trzeba wspierać swoich.
         - Obrazek z piłkarskiego weekendu: mecz Cracovia - Legia. Kibice gospodarzy najpierw śpiewają pieśń ku czci Jana Pawła II, a kilkadziesiąt minut później zaczynają się burdy z policją. Czy dla tych ludzi nie ma żadnych autorytetów?
         - Papież jest dla nich autorytetem abstrakcyjnym. Gdyby ktoś obraził Jana Pawła II, to pewnie urwaliby mu głowę, ale wniosków z jego nauk już nie potrafią wyciągnąć. Gdy nadchodzą emocje związane z meczem z Legią, to o wszystkim zapominają. Ta grupa chuliganów nadal będzie aktywna. Oni oddają papieżowi hołd, ale wojna z kibicami Legii to dla nich także świętość. Papież to postać galaktyczna, niejako z innego świata, natomiast oni mają swoje podwórko, gdzie obowiązuje prawo dżungli.
         - Wielu socjologów zjawisko tzw. hoolsów wyjaśnia ich pochodzeniem z betonowych blokowisk i życiem bez perspektyw. Natomiast sporo w takich grupach jest ludzi z dobrymi posadami, pensjami lub nawet zamożnych biznesmenów. Co ich do tego popycha?
         - Tłum, w nim każdy czuje się pewnie. Tłum pozwala wyzwolić pewne frustracje. To jest taki sposób myślenia: cały tydzień ktoś mnie popycha, ale przychodzi niedziela i wtedy ja jestem panem stadionu. Tacy ludzie wtedy się realizują, sami są manipulowani w zwykłym życiu, ale jednocześnie potrafią manipulować jeszcze słabszymi towarzyszami na trybunach. Wtedy stają się kimś ważnym. Pseudokibice mają głęboko zakorzenione poczucie identyfikacji z grupą. Kto nie z nami, to przeciwko nam. To nie bierze się znikąd. Po prostu brakuje im innej platformy do realizacji swoich ambicji, a na stadionie mają 20 ludzi, którzy na ich jedno machnięcie ręką pójdą się bić na śmierć i życie.
         - To oznacza, że ucywilizowanie polskich kibiców piłkarskich jest niemożliwie. Czy zatem trzeba ich się pozbyć ze stadionów? Czy to jedyne wyjście?
         - Nie rezygnowałbym z cywilizowania. Jestem daleki od stosowania jako jedynego rozwiązania pałek policyjnych i gumowych kul. Przemoc to ostateczność, a nie profilaktyka. W Polsce przyjmuje się pseudokibiców jako grupę. To jest duży błąd, bo chodzi o kilka lub kilkanaście najbardziej agresywnych jednostek. Na ostatnim meczu Apatora/Adriany byłem świadkiem takiej sytuacji: dwóch ochroniarzy interweniowało w tłumie, ale zostali wypchnięci, po czym zawrócili na pięcie i poszli. Jaki jest sygnał dla tłumu? Jak następnym razem przyjdą, też ich przegonimy. Próbą ucywilizowania kibiców jest przede wszystkim identyfikacja ludzi, którzy podburzają tłum. Dla nich nie może być miejsca. Błędem policji jest bicie wszystkich. Filozofia jest prosta: pacyfikujemy całą grupę, a na pewno trafimy na chuliganów. Takie podejście powoduje jedynie zwiększenie agresji.
         - W Polsce klubom chyba nie do końca zależy na wyrugowaniu chuligaństwa.
         - To kolejny problem, czyli pobłażanie chuliganom. Jeden z piłkarskich klubów dawał kibicom jakieś pieniądze w zamian za spokój, to przecież nic innego jak zwykły haracz. Kilka lat temu działacz Polonii czy Zawiszy Bydgoszcz chwalił się, że prosił kibiców, żeby nie gonili po boisku piłkarzy. Przecież to jakiś świat absurdu. Kluby powinny się od tego odcinać, trzeba sobie jasno powiedzieć kogo chcemy na trybunach, a kogo nie. Doskonały jest przykład Anglii, gdzie widziałem wiele spotkań piłkarskich. W lidze angielskiej nie ma żadnej anonimowości. Jeśli ktoś rzuci butelką, to nie ma za sobą 100 kibiców, ale 100 kibiców się odsuwa, bo nie chce mieć z nim do czynienia. Poza tym sport jest u nas raczej kiepski. Zasada jest prosta: nuda sprzyja agresji. Zobaczmy siatkówkę czy koszykówkę. Czy ktoś słyszał o bijatyce na meczach tych dyscyplin? W lidze piłkarskiej sędziowie nie znają regulaminu, piłkarze handlują meczami, trenerom brak kompetencji. Idea czystej gry w piłce nożnej już nie istnieje, a nawet jeżeli jest, to już na tak wirtualnym poziomie, że nikt w nią nie wierzy. To najbardziej zepsuty sport w Polsce i przyciąga pseudokibiców.
         - Jak zakwalifikować w takim razie Włochy? Liga piłkarska na bardzo wysokim poziomie, sytuacja materialna społeczeństwa dużo lepsza niż u nas. A ostatnio przerwano mecz Ligi Mistrzów w Mediolanie, do zamieszek doszło podczas pojedynku Fiorentiny z Juventusem.
         - Tam jest myślenie religijne, kibice włoscy dzielą się na wyznawców Milanu, Interu czy Juventusu. Wiara w swój klub jest jak wiara w religię, klub jest sacrum, za który można nawet zabić. Sygnał z trybun "zabijemy was" to tak naprawdę odzwierciedlenie wojny religijnej dwóch plemion. We Włoszech też jest problem z anonimowością, wszyscy stoją razem. Ostatnio byłem na meczu Crystal Palace z Fulham w Londynie. Gdy po jednej z akcji zerwałem się z krzesełka, natychmiast ktoś mnie prosił, żebym usiadł. Każdy ma indywidualne miejsce i na bilecie jest ostrzeżenie, że może zostać wyprowadzony, jeżeli zbyt długo będzie stał. Bo stojący kibice to już tłum, a nad nim trudno zapanować. Do tego dochodzi fakt, że każdy jest identyfikowany z imienia i nazwiska, od razu nagrywany na kamerę. Tam policjanci nie wchodzą na trybuny, tylko dyskretnie wyprowadzają chuligana z obiektu. Mentalność południowa jest zupełnie inna. Wiemy przecież, że w Argentynie i Brazylii piłkarzom często kibice grożą śmiercią. Dlatego aspekt kulturowy ma istotne znaczenie i tam ten problem ma zupełnie inne podłoże. Natomiast wspólne jest to, że w Polsce i Włoszech wszyscy udają, że problemu nie ma.
         - Czy sami piłkarze mogą zmienić swoich kibiców?
         - Na pewno muszą sobie odpowiedzieć na proste pytanie: dla kogo grają? Jeżeli dla siebie i grupki chuliganów to w porządku, ale niech to powiedzą wprost. Postawy chuligańskie nie biorą się znikąd. Jeżeli fani przychodzą na stadion i widzą snujących się zawodników, którzy klną na siebie nawzajem, jeśli dowiadują się, że ktoś tam za coś wziął pieniądze, to dają upust swojej frustracji. Dlatego mówienie, że zakałą polskiej piłki są pseudokibice jest hipokryzją, zakałą są: brak rywalizacji sportowej i boiskowe oszustwa. W Anglii za coś takiego piłkarz musiałby wyjechać za granicę. A u nas? Wystarczy zobaczyć jak zakończyła się afera Szczakowianki i Świtu.
         - Czy nie ma zatem nadziei na poprawienie sytuacji na polskich stadionach?
         - Powiem tak: musimy chyba mieć swoje Heysel, kilkadziesiąt ofiar śmiertelnych, może wreszcie wtedy zrozumiemy, do czego to doprowadziło. W Anglii premier Margaret Thatcher powiedziała krótko: albo zrobicie porządek, albo zamykam stadiony (po ostatnich wydarzeniach podobne stanowisko zajął rząd włoski - dop. red.). Polska piłka nożna jest zepsuta do cna. Swoje układy z chuliganami mają działacze, piłkarze, firmy ochroniarskie. Nie pokładam nadziei w Polskim Związku Piłki Nożnej, który jest bezwładnym reliktem z minionej epoki. Jedyną szansę widzę w Canal+, telewizja mogłaby postawić takie ultimatum. Ale powiem szczerze: w ciągu najbliższych dziesięciu lat nie widzę szans na zmiany.
         ---
         Dominik Antonowicz
         Ma 27 lat, w tym roku obronił doktorat z socjologii na UMK (temat: Modele polityki rządowej wobec uniwersytetów). Z zamiłowania kibic sportowy, zwłaszcza angielskiej piłki nożnej i żużla. Przez 1,5 roku był stypendystą Uniwersytetu w Birmingham, wolny czas spędzał najczęściej oglądając mecze Aston Villi. W podróż poślubną wybiera się do Włoch, a jednym z punktów programu będzie wizyta na meczu Serie A Lazio - Udinese.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo