Od dziś konklawe

    Roman Laudański

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    W Watykanie rozpoczyna się dziś konklawe. Kto następcą Jana Pawła II?
         Wszystko zostało już sprawdzone. Personel obsługujący kardynałów został zaprzysiężony, że nikomu nie zdradzi żadnych szczegółów na temat przebiegu konklawe. Kardynałowie, pod groźbą ekskomuniki, nie przekażą żadnej informacji z obrad. Nie będą używać komórek, czytać gazet, oglądać telewizji czy słuchać radia. Nie zajrzą do Internetu. Przez najbliższe dni skoncentrują się na jednym - wybraniu nowego papieża, który poprowadzi Kościół przez najbliższe czasy. Wybór papieża oznajmi biały dym...
         Jeśli nas, zjadaczy chleba dziwi ta tajność, to przypomnieć trzeba, że w historii Kościoła dochodziło do momentów - wcale nie tak krótkich w wiekach średnich - gdy władze świeckie wpływały na wybór hierarchów. Jeden ze znawców tematu tłumaczy, że Kościół, wprowadzając te przepisy, izoluje kardynałów od wszystkich czynników zewnętrznych. Mogłoby dojść do tego, że ktoś, wykorzystując media, sugerowałby kardynałom, kto najlepiej nadawałby się na następcę świętego Piotra. Przecież mówiło się, że kardynał Wojtyła miał dostać dużo głosów już podczas konklawe, które wybrało Jana Pawła I. I gdy ten zmarł po 33 dniach, to kardynał Wojtyła pobiegł do kaplicy, bo spodziewał się, że teraz on zostanie wybrany.
         Europejczyk czy Latynos?
         
    Listę tzw. papabile - kandydatów na papieża rozpoczynają kardynałowie Joseph Ratzinger i Carlo Maria Martini. - Obaj boją się, żeby nie zostali wybrani - komentuje znawca tematu. - Ratzinger wie, co to znaczy kierować Kościołem po Janie Pawle II, a Martini choruje na Parkinsona. Mają po 78 lat. Nawet jeśli ich nazwiska pojawią się na początku głosowania, to nie znaczy jeszcze, że jeden z nich zostanie nowym papieżem. Media spekulują, że kardynałów może przekonać kandydatura Dionigi Tettamanzi, arcybiskupa Mediolanu.
         - Wskazuje się na kardynała Ratzingera, który ma już podobno 40 głosów poparcia, ale nie wiadomo, czy on sam będzie chciał kandydować - zastanawia się Tomasz Królak, wiceprezes Katolickiej Agencji Informacyjnej. - Ale mówi się też o kardynałach z Ameryki Łacińskiej, tu najczęściej pojawia się nazwisko Oscara Rodrigueza Maradiagi z Hondurasu. Wymienia się ponadto nazwisko kardynała Tettamanzi, który jest następcą zacnego kardynała Martiniego. Z Mediolanu, podobnie jak z Wenecji, wystartowało już kilku papieży.
         
    Tyle ranking dziennikarski, bo do innego nie ma dostępu.
         Spoza "układu"?
         
    Zwolennikiem papieża z Wenecji jest biskup Tadeusz Pieronek. - Nie miałbym nic przeciwko, gdyby następny papież był podobny do Jana Pawła II, którego wszyscy tak dobrze oceniamy - mówi ksiądz biskup Pieronek. - Nie tylko nie zawiedliśmy się na nim, ale był on na miarę naszych czasów. Postawił na świętość, a nią najtrudniej ukształtować w człowieku. Dawał świadectwo, pokazywał to, co jest najpiękniejsze w polskiej kulturze i religijności. Gdyby ktoś - niekoniecznie Polak - mógł pójść jego śladem, to czemu nie? Każda osobowość wnosi coś nowego - nowe wartości i akcenty, nawet gdy kontynuuje dzieło poprzednika. Moim kandydatem jest Angelo Scola, patriarcha z Wenecji, ciekawy teolog, pogłębiony, intelektualista, pobożny, otwarty, bardzo zaprzyjaźniony z Janem Pawłem II. No i życzliwy Polsce.
         Dziś można tylko spekulować, kto zostanie nowym papieżem, ponieważ w każdej chwili zaistnieć może ktoś spoza "układu". W 1978 roku kimś takim był przecież kardynał Wojtyła. Niektórzy mówią, że po tak podróżniczym i duszpasterskim pontyfikacie papieża-Polaka przydałby się spokojny Włoch, który uporządkowałby sprawy kurialne. Inni mówią, że powiewem po Janie Pawle II byłaby bardziej uniwersalna kandydatura kogoś z Ameryki Łacińskiej.
         - To bliski mi pogląd - mówi Tomasz Królak , wiceprezes Katolickiej Agencji Informacyjnej. - Skoro Wojtyła tak pięknie zszył na różnych płaszczyznach Wschód z Zachodem, to teraz przydałby się ktoś z Trzeciego Świata, kto zszyłby coraz bogatszą Północ z coraz uboższym Południem.
         Pilnować Europy
         
    Niepozbawione racji są też głosy, że ktoś spoza Europy koncentrowałby się bardziej na sprawach latynoskich czy - ogólnie mówiąc - sprawach Trzeciego Świata i mógłby zaniedbać Europę. A Europejczyk ma jednak bardziej uniwersalne spojrzenie.
         Mówi się, że mógłby to jednak być Latynos, ponieważ w Ameryce Łacińskiej jest najwięcej katolików. Ale nie brak głosów, iż Kościół w Europie wymaga dopracowania, ponieważ tutaj pojawiły się prądy sekularyzacyjne (sekularyzacja - odchodzenie od świętości - przyp.red.). Wypłukiwanie sfery sakralnej z życia publicznego i indywidualnego jest w Europie faktem i dlatego należałoby się skoncentrować na Europie.
         Natomiast nie ma mądrego, który powiedziałby z pewnością - ten będzie papieżem. Wszelkie spekulacje dziennikarskie mogą okazać się nietrafione. Nie wiemy, jak do ostatniej chwili przebiegało "tasowanie kart" - w najlepszym znaczeniu tych słów. Dziś, podczas skupienia i modlitwy może pojawić się ktoś nieznany. Kto - tu znawcy wskazują na kardynała Christophera Schoenborna z Wiednia. To wybitny teolog, kontynuator Wojtyły, podjął się redagowania Katechizmu Kościoła katolickiego. Nie brak też głosów domagających się spokojnego i umiarkowanego Włocha jak Tettamanzi.
         Coraz częściej mówi się również, że ma to być tzw. pontyfikat przejściowy. Czyli krótki, podczas którego kardynałowie wypracowaliby wizję Kościoła XXI wieku. - O jednym pontyfikacie już mówiono, że ma to być przejściowy, a doprowadził do rewolucji w Kościele. Był to Jan XXIII, który Soborem Watykańskim II otworzył Kościół na świat i świat na Kościół. Przecież Sobór Watykański II był wydarzeniem rangi przewrotu kopernikańskiego - komentuje wiceprezes KAI.
         Afryka czeka?
         
    A co z kandydatem z Czarnego Lądu? Zdaniem poważnych obserwatorów Afryka, choć ma kilku kardynałów, to nie ma odpowiedniego kandydata. Kardynał Francis Arinze, Nigeryjczyk, obyty z watykańską kurią, pojawia się na dziennikarskim rankingu w aspekcie dialogu międzyreligijnego. Przez lata był przewodniczącym Papieskiej Rady do Spraw Dialogu Międzyreligijnego. Kładł ogromny nacisk na dialog z islamem, co okazało się proroczą sprawą biorąc pod uwagę używanie religii, w tym przypadku islamu, jako "konia pociągowego" politycznych racji. Wiadomo, że kardynał Arinze był jednym z najbliższych współpracowników Jana Pawła II. - O kandydatach z Afryki mówi się, że nie są jeszcze odpowiednio przygotowani do prowadzenia Kościoła - komentują watykaniści. To jednak myślenie ludzi świeckich. Skoro kandydaci są kardynałami, to znaczy, że osiągnęli odpowiedni poziom. Natomiast ewangelizacja Afryki jest historią zaledwie ponad stuletnią i trudno przypuszczać, by kolegium kardynalskie powierzyłoby los całego Kościoła komuś takiemu. Jeśli tak, to wiązałoby się to z dużym ryzykiem, bo po kandydacie z Afryki trudno spodziewać się dobrego rozeznania kwestii europejskich. A Europa nie może "leżeć odłogiem", zwłaszcza w sytuacji historii na zakręcie.
         

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo