Musi się stać

    Rozmawiała Małgorzata Święchowicz

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Rozmowa z EWĄ LUDWIKOWSKĄ, z Pracowni Zarządzania i Diagnozy Edukacyjnej
         - W poniedziałek zaczyna się nowa matura. Już wszyscy współczują uczniom. Już im żal, że maturzyści nie będą mogli jeść kanapek w czasie egzaminu i nie będą mogli wyjść do toalety. Można odnieść wrażenie, że to największy problem nowej matury.
         - Takie ograniczenia nie są niczym nowym, w ubiegłych latach uczniowie przez pierwsze dwie godziny nie mogli wychodzić z sali.
    Na nowej maturze pierwsza część egzaminu pisemnego trwa od 90 do 170 minut, więc nie wiem, skąd ta nerwowość. Teraz uczniowie mają nawet większą wygodę, po pierwszej części jest przerwa, można będzie spokojnie coś zjeść, skorzystać z toalety.
         - Czyli szuka się problemów tam, gdzie ich nie ma?
         - Szuka się dziury w całym. Ludzi nurtuje, co będzie z uczniem, który akurat się przeziębi, będzie miał problem z pęcherzem i nie wytrzyma dwóch godzin. Oczywiście, jak będzie musiał, to wyjdzie! Nikt nie będzie mu kazał tracić godności i siedzieć kamieniem. Może się zdarzyć, że przed egzaminem ktoś się rozchoruje albo w trakcie źle się poczuje. Wystarczy to zgłosić przewodniczącemu komisji. W uzasadnionych przypadkach przewodniczący może zezwolić zdającemu na opuszczenie sali egzaminacyjnej, po zapewnieniu warunków wykluczających możliwość kontaktowania się z innymi osobami.
         - Jeśli to nie jest problemem, to co jest? Przecież bez powodu nikt by tak nie panikował?
         - Niepotrzebnie wprowadza się nerwowy nastrój, robi sensację. To, że będzie nowa matura wiadomo od wielu lat. Powinniśmy zacząć doceniać jej zalety. Po pierwsze, to będzie egzamin jednakowy dla wszystkich, porównywalny. Do tej pory porównywanie wyników nie było możliwe, w każdym województwie był inny zestaw zadań. Teraz w całym kraju uczniowie dostaną jednakowe arkusze egzaminacyjne, a prace maturalne sprawdzane będą według jednakowych kryteriów, przez niezależnych, specjalnie przeszkolonych egzaminatorów.
         - Może stąd strach przed nową maturą? Do tej pory nauczyciele sprawdzając prace swoich uczniów, mogli podciągać oceny. Jedna szkoła z drugą nie musiała się porównywać...
         - Kiedyś nauczyciele oceniali według samodzielnie ustalanych kryteriów. Prowadzono nawet badania: tę samą pracę maturalną z polskiego dano do oceny dwóm ekspertom - jeden zaproponował piątkę, drugi dwóję. Jednemu bardziej podobał się styl, drugiemu kompozycja. Jednak od kilku lat sposób oceniania prac maturalnych bardzo się zmienił, nauczycielom zaproponowano ocenianie według jednolitych kryteriów. Żaden uczeń nie mógł liczyć na to, że "po znajomości" dostanie trochę lepszą ocenę, ponieważ nauczyciele już od dawna korzystają z oceniania kryterialnego, szkolą się w takim ocenianiu i sami przyznają, że tak się ocenia łatwiej.
         - A więc to też nie jest szokująca nowość...
         - Nowością jest to, że uczeń może poprawić wynik egzaminu. Dotąd, jak ktoś dostał na maturze trójkę z matematyki, to z tą trójką musiał żyć. Teraz może poprawić wynik, wystarczy zgłosić chęć zdawania egzaminu w kolejnej sesji matury - dwa razy do roku. Można też zmienić przedmiot - jeśli ktoś chciał iść na medycynę i wybrał biologię, a później zdecyduje się na dziennikarstwo, może zamiast matury z biologii, zdać maturę z historii.
         - Są jeszcze jakieś plusy?
         - Na przykład egzamin ustny z języka polskiego. Uczeń już nie losuje pytań. Sam wybiera temat z listy, albo nawet sam go proponuje, pracuje nad nim przez kilka miesięcy....
         - Albo zleca opracowanie komuś, za 200-300 złotych. Były takie oferty w Internecie.
         - Egzamin ustny z polskiego, to nie tylko prezentacja tematu, ale i rozmowa z komisją, trzeba będzie odpowiedzieć na pytania dotyczące prezentacji, a także bibliografii, na której oparło się temat. Jeśli ktoś nie przygotuje się samodzielnie do egzaminu i liczy na to, że przejdzie "recytując" wyuczone formułki, może się przeliczyć. Lepiej, żeby sam popracował nad tematem, wykazał się kreatywnością, pomysłowością...
         - Na egzaminie pisemnym lepiej już chyba kreatywnością się nie wykazywać? Tam trzeba będzie ściśle trzymać się poleceń?
         - Gdybyśmy na egzaminie pisemnym mieli oceniać wyłącznie kreatywność ucznia i jego twórczość, to wyniki mogłyby nie być porównywalne, a ten egzamin będzie przecież równocześnie przepustką na studia. Uczeń na egzaminie pisemnym powinien wykazać się znajomością, stosowaniem i rozumieniem przedmiotu. W pierwszej części dostanie zestaw analitycznych, niezbyt obszernych zadań i musi sobie z nimi poradzić.
         - Kiedyś z kilku tematów wybierało się jeden. Były przedmaturalne giełdy, zgadywało się, co będzie. Można było "trafić" w swój temat. Nowa matura, to koniec giełdy?
         - Uczeń będzie musiał poradzić sobie nie z jednym tematem, ale z wieloma różnymi zadaniami. Żeby zdobyć 30 procent punktów (to minimum potrzebne do zdania egzaminu), musi pokazać, że zna przedmiot, potrafi sobie poradzić z wieloma jego elementami.
         - Kto będzie chciał, może przystąpić do egzaminu na poziomie rozszerzonym. Ilu uczniów z tego skorzysta?
         - Trudno przewidzieć. W tym roku uczeń może się zdecydować w ostatniej chwili. Pewnie zdarzą się takie sytuacje, że wejdzie, bo czemu nie spróbować. Ale zobaczy zadania, stwierdzi, że nie podoła i odda arkusz nietknięty. Tak, oczywiście, można zrobić, ale czy warto? Trzeba pamiętać, że rezygnacja oznacza wpis na świadectwie: 0. Jeśli już ktoś zdecyduje się przystąpić do części rozszerzonej, to chyba lepiej nie poddawać się od razu. Można przecież spokojnie przejrzeć arkusz. Nie mozolić się nad każdym zadaniem po kolei, tylko wybierać te, które wydają się łatwiejsze, z którymi można sobie poradzić. Polecam przygotowywanie się do egzaminów z zegarkiem w ręku. Warto ćwiczyć gospodarowanie czasem! Ale też i miejscem - w arkuszach egzaminacyjnych są wyznaczone pola do wpisywania odpowiedzi. Trzeba się umieć w nich zmieścić. Pamiętajmy, ten egzamin bada nie tylko wiedzę, ale i to, czy uczeń potrafi wybrać optymalną strategię rozwiązania zadania. To przecież egzamin z dojrzałości.
         - I tego egzaminu można, niestety, nie zdać. W styczniu uczniowie podeszli do próbnej matury, wyniki są przerażające. W jednym z bydgoskich ogólniaków matematykę zdawało 22 uczniów, zdało trzech. W innych szkołach nie było lepiej. A fizyka? To był pogrom. W liceach profilowanych z zadaniami poradziło sobie ledwie 5 uczniów na stu... Czy na prawdziwej maturze będzie podobnie?
         - Podejrzewam, że w minionych latach wyniki próbnej matury nie były dużo lepsze. Część uczniów nie przykłada się do próby, traktuje to jak zło konieczne. Teraz też byli tacy, którzy oddali puste arkusze. Część nie powtórzyła materiału. Przeprowadzałam badania po styczniowym egzaminie z matematyki. Niektórzy uczniowie mówili: Mógłbym się lepiej przygotować, ale mi się nie chciało.
         - Czy teraz, kiedy im się już będzie chciało, wynik może być dużo lepszy? Starą maturę z powodzeniem zdawało ponad 90 proc. uczniów, którzy przystąpili do egzaminów. Ilu zda nową?
         - Trudno prognozować. Teoretycznie wynik może być podobny.
         - A praktycznie?
         - Nie odważę się powiedzieć. To pierwsza taka matura. Po prostu musi się stać, żebyśmy się przekonali.
         ---
         Z ostatniej chwili
         
    Będzie dodatkowy termin egzaminu maturalnego dla osób, którym szczególne sytuacje losowe uniemożliwią przystąpienie do matury w maju - zdecydował w czwartek minister edukacji Mirosław Sawicki.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo