A życia nigdy dość?

    A życia nigdy dość?

    Roman Laudański

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    A życia nigdy dość?

    ©Jarosław Pruss

    W niewielkiej kaplicy bydgoskiego hospicjum im. księdza Popiełuszki rozpostarta figura Jezusa góruje nad ołtarzem. Bez krzyża. - <i>Tu każdy ma swój krzyż </i>- mówi ksiądz prałat Romuald Biniak.
    A życia nigdy dość?

    ©Jarosław Pruss

         Za sprawą senator Marii Szyszkowskiej (kiedyś w SLD) polscy parlamentarzyści mieli szansę zmierzenia się z problemem eutanazji. Profesor Szyszkowska uznała, że jeżeli są w Polsce ludzie ciężko chorzy i cierpiący, to - po uprzednim zbadaniu sprawy - należy im umożliwić wcześniejszą śmierć. Na życzenie. Według projektu Szyszkowskiej o eutanazję mogliby ubiegać się pełnoletni, którzy ciężko chorują lub cierpią fizycznie lub psychicznie. Pisemny wniosek musiałoby potwierdzić dwóch lekarzy, a wykonawcami byłoby dziesięciu anestezjologów z listy ministra zdrowia.
         Marszałek Sejmu uciął dyskusję - ten parlament nie zajmie się tym tematem.
         Ostatni dzień, ostatnia noc
         
    - Przed chwilą rozmawiałem z córką chorego, który boi się umierania i śmierci - mówi doktor Andrzej Ostrowski z hospicjum. - Przeczuwa, że jest to być może jego ostatni dzień lub noc. Ta pani mówiła, że ponad dwadzieścia lat temu przeżyła śmierć matki, która z nieuśmierzonymi bólami, w strasznych męczarniach, umierała na raka trzustki. Ojciec zdaje sobie sprawę, że odchodzi, ale bez cierpienia i bólu.
         
    Zdaniem doktora Andrzeja Ostrowskiego są trudniejsze do opanowania zespoły bólowe, ale z ogromną większością z nich medycyna jest w stanie sobie poradzić. - W naszym społeczeństwie i wśród lekarzy jest strach przed morfiną. Uważa się, że jak chory ją otrzymuje, to już umiera. Kiedy zaczynałem pracę, to nawet wśród onkologów istniały takie przesądy. I chorzy rzeczywiście cierpieli. Przyjeżdżało pogotowie do domu, dawało zastrzyk morfiny, który działał trzy-cztery godziny. A później? Więcej jak dwa razy dziennie pogotowie nie przyjeżdżało, więc chory wył z bólu. Wiele rodzin to pamięta. Teraz jest inaczej.
         
    Po pierwsze: strach
         
    - Ludzie proszą o eutanazję z powodu lęku - dodaje doktor Małgorzata Krajnik z Katedry i Zakładu Opieki Paliatywnej bydgoskiego Collegium Medicum UMK. - Mówią, że boją się umierania, a nie śmierci. Niekiedy widzieli, jak umierał ktoś inny. Nawet po wielu latach odzywa się to w ludziach, którzy sami zbliżają się do śmierci.
         Doktor Krajnik pracowała w holenderskim hospicjum założonym przez polskiego lekarza. W Holandii eutanazja jest dopuszczalna. Podobnie w Belgii. Doktor Krajnik opowiada, jak pojechała na konsultacje do chorego w holenderskim szpitalu. Prosił o eutanazję. Do zgody potrzebna jest opinia dwóch lekarzy. Gdy zaczęli z nim rozmawiać, okazało się, że pacjent był zmęczony różnymi badaniami. Nikt go nie zapytał, a w czym naprawdę tkwi problem? Eutanazja jest zalegalizowana, prawnik podtykał już papiery, machina ruszyła.
         - Zaproponowaliśmy mu hospicjum. Spokój, piękne miejsce, lasy, konie i ptaki. A on: jak ja bym chciał tam być. My zdziwieni: przecież prosił pan o eutanazję? Nie, po prostu chciałem powiedzieć, że mam już dość.
         
    Doktor Krajnik: - Widziałam lęk starszych ludzi bojących się iść do szpitala z zapaleniem płuc. Bali się, że nie wrócą. Naprawdę tak jest.
         Opowiada o kobiecie, której mąż zmarł na zawał serca. Był reanimowany. A ona mówi: "chyba zrobili mu eutanazję. Musieli mu coś podać, bo był bardzo siny". Sinica jest normalną rzeczą, ale holenderskie skojarzenia są proste: - Zrobili mu eutanazję.
         
    Po drugie: zmęczeni walką, wypaleni z życia
         
    Czyli pierwsza grupa domagających się eutanazji to ci, którzy boją się śmierci. Druga: - to zmęczeni i wypaleni. Zdaniem lekarzy są bardzo trudni do leczenia, bo już przez wiele lat heroiczne walczą z chorobą nowotworową. A pewnego dnia słyszą: a teraz proszę już iść do opieki paliatywnej. I przychodzą - rozżaleni, wściekli, że wszystko co zrobili dotychczas, było bez sensu. - Ciężko jest pomóc takim ludziom, ale trzeba im - powiem pompatycznie - przywrócić sens życia - uśmiecha się doktor Krajnik. Opowiada, że przez trzy miesiące opiekowała się panią proszącą dzień po dniu o eutanazję. Akurat gdy umierała, odbywały się wybory, którymi bardzo się interesowała. Pokazywała lekarzom i pielęgniarkom, jacy są beznadziejni w znajomości kandydatów i programów. Paradoks: rano prosiła o śmierć, a w ciągu dnia udowadniała, jak bardzo ją jeszcze interesują inne sprawy.
         Doktor Krajnik: - Przygotowujący się do śmierci nadal uczestniczą w naszym życiu. Nie kładziemy ich do łóżka z gromnicą. Absolutnie. Ta pani zmarła spokojnie.
         
    Po trzecie: ludzie z depresją
         
    - Ten straszny przykład wstrząsnął Holandią kilka lat temu - opowiada Małgorzata Krajnik. - W wypadku samochodowym kobieta straciła męża i dziecko. Chodziła do psychiatry, była w strasznej depresji, Mówiła: nie mam po co żyć. Chcę z tym skończyć. I lekarz skończył - popełnił eutanazję na zdrowej kobiecie z depresją. Był proces, lekarza uniewinnili, bo kobieta tego chciała! Co to znaczy - otworzyć furtkę!
         
    Życie ma wartość
         Kilka lat temu ekipa BBC towarzyszyła pacjentowi proszącemu o śmierć do końca. Nagranie obejmuje przebieg eutanazji. Brytyjczycy nie mogli zrozumieć, dlaczego u Holendrów jest tyle przypadków eutanazji.
         Najpierw podaje się pacjentowi leki uspokająco-nasenne. Później widać, jak chory dostaje zastrzyk i umiera. Reakcja ekipy telewizyjnej była bardzo bolesna. Mówili, że dopiero zdali sobie sprawę, że kręcili prawdziwą scenę śmierci człowieka.
         - Przykładem szacunku dla życia jest papież - mówi ksiądz Biniak. - Podobno młodzież zachwycona jest tylko pięknem, a przecież jak oni się cieszą, gdy papież pojawia się wśród młodych! On, starszy człowiek przykuty do wózka wzbudza taki entuzjazm! Pokazuje, że życie ma wartość.
         
    Usypianie, umieranie
         
    U pacjentów cierpiących z powodu bardzo nasilonych objawów stosuje się czasami tzw. sedację terminalną. Dotyczy np. chorych z ciężką dusznością w przebiegu choroby nowotworowej.
         Doktor Krajnik: - Wiem, że jak będę krok po kroku dodawać lekarstwo, to opanuję duszności, ale za cenę zaśnięcia pacjenta. I on może się już nie obudzić. Ograniczę mu świadomość. Bez zapytania nie mogę tego zrobić. Ludzie tak cierpią, że zgadzają się na to. Pytam, czy jest coś ważnego, co jeszcze chcieliby zrobić? Dawki są starannie odmierzane, gdyż nie jest to eutanazja. Cały czas pielęgnujemy pacjenta, który zasypia. Musimy go trzymać na większych dawkach, bo po zmniejszeniu znowu zacząłby się dusić. Podajemy je ludźmi umierającym. Końcowe godziny i dni mijają we śnie. Są to niezwykle rzadkie i wyjątkowe sytuacje. Niemniej to rozwiązanie dopuszczalne, po wykorzystaniu innych metod leczenia po to, by żaden człowiek nie umierał w strasznym cierpieniu.
         Restrukturyzacja śmiercią?
         
    Duży szpital w naszym regionie. Lekarze zastrzegają anonimowość. Mówią: - Najbardziej denerwuje nas, że profesor Szyszkowska chce zrzucić problem eutanazji na lekarzy. Dlaczego eutanazję ma wykonywać dziesięciu anestezjologów? Dlaczego nie psychiatrów? Dlaczego nie dziesięciu sprawiedliwych filozofów (prof. Szyszkowska jest filozofem - przyp. red.) Niech filozof wykonuje wyroki. Kiedyś był zawód kata. Lekarze pokażą filozofom, które leki - jeśli można nazywać je lekami - zabiją człowieka i już. Dlaczego zwala się to na lekarzy? To już może niech się do tego zabierze dziesięciu parlamentarzystów? Z różnych partii, to większa nadzieja, że nigdy się nie dogadają i nie wydadzą wspólnej opinii na temat czyjejś śmierci?
         Inni lekarze: - Może w społeczeństwie konsumpcyjnym w pewnym momencie człowiek staje się niepotrzebny? Staje się osobą wymagającą opieki za duże pieniądze. Być może - niektórym - łatwiej jest powiedzieć: po co macie się męczyć, a my po co mamy wydawać na was dużo pieniędzy?! Oficjalnie nikt nie sięgnie po argument: taniej byłoby przerwać wasze cierpienia wcześniej. Wyrachowanie ekonomiczne.
         
    Niebezpieczna i niepotrzebna?
         
    Doktora Ostrowskiego pytam o skrajne przypadki, na które powołują się autorzy publikacji na temat eutanazji. Czy ktoś, kto ma niesprawne ciało przy całkowicie świadomym mózgu może domagać się wcześniejszej śmierci? - Zgodnie z moim przekonaniem i z przysięgą Hipokratesa nie powinno się świadomie asystować w samobójstwie czy eutanazji na zlecenie chorego. Nawet jeśli chory o to prosi. Doktor jest sceptyczny, mówi, iż najprawdopodobniej eutanazji nie unikniemy.
         - Złamanie granicy między życiem a śmiercią jest katastrofą - mówi z przekonaniem ksiądz Biniak. - Społeczeństwo stać na utrzymywanie latami morderców, bo nie ma kary śmierci, a tu pojawiają się osoby chcące wprowadzić eutanazję? - dziwi się ksiądz. Uważa, że kiedyś eutanazja do nas dotrze. Opowiada, że rozmawiał kiedyś o tym ze studentami. Był wśród nich muzułmanin, który od razu uciął dyskusję: życie jest święte i koniec.
         - Jestem zdecydowaną przeciwniczką eutanazji, boję się tego rozwiązania i uważam, że jest niebezpieczne i niepotrzebne - mówi doktor Krajnik.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo