Not. (maz)

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    - Cały tydzień spędziłem w Polsce. Planowałem przyjechać do Bydgoszczy tylko na weekend, ale... szybko zmieniłem plany.
    Sezon już blisko, więc był to najwyższy czas, żeby ustalić pewne rzeczy z resztą teamu. W podróży do Polski towarzyszył mi mój menadżer Mikael Teurnberg. Przeglądaliśmy terminarze moich startów i układaliśmy kalendarz. Musieliśmy dopracować wszystkie szczegóły; który mechanik będzie mi potrzebny tu na miejscu, który w Szwecji czy w Anglii. To dla mnie bardzo ważne sprawy. Jeśli organizacyjnie wszystko gra, łatwiej skoncentrować mi się na startach.
    Przyleciałem w czwartek, na zaproszenie organizatorów Carlsberg Cup, którzy namówili mnie do udziału w turnieju piłkarskim. Szczerze mówiąc rzadko korzystam z takich propozycji. Dowiedziałem się jednak, że przy okazji będą zbierane pieniądze dla chorych dzieci. To mnie przekonało.
    Chociaż z powodu przerw między meczami same zawody były dla mnie trochę męczące, dobrze się bawiłem. Mieliśmy dość fajną drużynę, a w całym turnieju aż roiło się od gwiazd. Jeszcze w szatni, kiedy dostaliśmy stroje, szybko chwyciłem koszulkę z "siódemką". To mój numer startowy w cyklu Grand Prix i bardzo chciałem w niej zagrać. Nie wybiegłem na boisko w pierwszej piątce, a zapytany przed kamerą o powód powiedziałem, że najlepsi wchodzą na końcu. Wyszło śmiesznie, bo zdecydowanie lepiej idzie mi na torze niż na piłkarskim boisku!
    Co prawda po turnieju szybko miałem wrócić do Szwecji, ale szkoda mi było ładnej pogody w Polsce, rzadko spotykanej o tej porze roku. Kiedy Dudi powiedział, że nie ma przeszkód, żeby wyjechać na tor, nie wahałem się ani chwili. Mikael wrócił więc do Szwecji sam...
    Pierwsze kółka na torze zrobiłem już w niedzielę. Strasznie brakowało mi jazdy na motocyklu! Jeździłem też we wtorek i w środę. Testowałem przy tym nowy sprzęt, z którego jestem bardzo zadowolony.
    W sobotę pierwszy raz kibicowałem bydgoskim koszykarzom. Z trybun oglądałem, jak Astoria walczy z mistrzem Polski. Bydgoszczanie, niestety, przegrali, ale dobrze się bawiłem i chętnie wybiorę się na mecz jeszcze raz.
    Z bliska przyjrzałem się też akcji, która w Polsce odbywa się każdego roku. Chodzi oczywiście o Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. W niedzielę wieczorem wybraliśmy się na Stary Rynek. Akurat trwała licytacja. Kiedy pojawiła się na niej piłka z autografami uczestników Carlsberg Cup, postanowiłem włączyć się do zabawy. Pomyślałem, że jak uda mi się wygrać licytację, wyjdę z piłką na scenę i rzucę ją w tłum! Niestety... cena szybko szła w górę i po prostu nie było mnie na nią stać.
    Moją piętą Achillesową ciągle jest nauka polskiego. Wstyd się przyznać, ale na regularne lekcje ciągle brakuje mi czasu. Mam wyrzuty sumienia, bo nawet jak już przyjedzie do mnie mój nauczyciel, zaraz okazuje się, że za piętnaście minut muszę koniecznie być w innym miejscu. Z uwagą jednak słucham, jak moi mechanicy porozumiewają się po polsku. Rozumiem coraz więcej i niedługo wszystkich zaskoczę!
    Do zobaczenia za tydzień!

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo