Bliźniaczki wracają

    Bliźniaczki wracają

    Małgorzata Święchowicz

    Gazeta Pomorska

    Gazeta Pomorska

    Bliźniaczki wracają

    ©FOTORZEPA

    -<i>Tęsknię. Chciałbym je zobaczyć. Kupiłem im króliczki </i>- mówi ojciec Darii i Olgi, bliźniaczek syjamskich z Janikowa. Dziś dziewczynki wraz z mamą wrócą do Polski.
    Bliźniaczki wracają

    ©FOTORZEPA

    Materiały podobne
         Janusz Kołacz, ojciec bliźniaczek, był dotąd w cieniu, czy z niego wyjdzie?
         - Chciałbym pojechać na lotnisko, przywitać je - mówi. Z Wiesławą Dąbrowską, mamą Darii i Olgi nie wziął ślubu, ale mieszkali razem. Dopóki się nie pospierali.
         Myślał nawet, czy by teraz na przywitanie nie pojechać z wielkim bukietem kwiatów i nie oświadczyć się mamie bliźniaczek.
         - Bardzo chciałbym, żeby za mnie wyszła. Ale to jednak zbyt osobiste. Nie będę prosił o rękę przed kamerami.
         A kamer będzie dużo. Bliźniaczki są sławne, filmować je chce nie tylko telewizja polska, ale i arabska. Ekipa ART będzie towarzyszyła bliźniaczkom przez cały najbliższy tydzień.
         Wyjść z zapomnienia
         
    "Pomorska" pierwszy raz o bliźniaczkach syjamskich z Janikowa napisała w sierpniu ubiegłego roku - wtedy, gdy dziewczynki były przez wszystkich zapomniane. Mieszkały z rodzicami w domu samopomocy środowiskowej. Burmistrz obiecał mieszkanie, ale remont wciąż się opóźniał. Bliźniaczki regularnie badał tylko lekarz pierwszego kontaktu, chirurdzy jakoś się nie kwapili. Mama, z zawodu krawcowa, bezskutecznie dobijała się o pomoc.
         Daria i Olga urodziły się 8 października 2003 roku, miały wspólną miednicę, częściowo wspólny kręgosłup, układ moczowo-płciowy, odbyt. Olga, jak się okazało, ma tylko jedną nerkę. Daria - dwie. Oleńka od początku była bardziej odporna na infekcje, Daria często chorowała. Ola zawsze jadła dużo i chętnie. Daria - wybrzydzała, była szczuplejsza, ale za to bardziej waleczna. Lubiła wyrwać siostrze zabawki, poszarpać za włosy. Od początku były różne - jedna chciała spać, to druga akurat chciała się bawić, jedna rwała się do siadania, druga wolała poleżeć i ciągnęła siostrę w dół.
         Mama kupowała dwie pary jednakowych śpiochów, pruła na plecach, łączyła boki rzepami. Gdy dziewczynki skończyły rok, ważyły razem 20 kilogramów. Coraz trudniej było je kąpać, wsadzić do wózka. Matka była umęczona, ale słyszała, że jeszcze nie czas na rozdzielenie, albo, że można zrobić operację, ale to będzie kosztowało. W Filadelfii 1,5 mln dolarów, w Londynie - 50 tys. funtów.
         Szybka decyzja
         
    Po reportażu w "Pomorskiej", dzieci trafiły do specjalistów na badania w Łodzi, później w Krakowie. Lekarze z krakowskiego szpitala uniwersyteckiego nawet gotowi byli operować, ale chcieli to robić etapami, podawali odległe terminy.
         W Rijadzie wszystko działo się szybko. Gdy krewny bliźniaczek, Robert Kasznia, opisał w internecie uciążliwość życia połączonych ze sobą dziewczynek, natychmiast dostał list od doktora Mohameda Elgammala z królewskiego szpitala. Doktor Elgammal opowiedział o bliźniaczkach doktorowi Abdu-llahowi Al Rabeeahowi, szefowi chirurgów dziecięcych. Wkrótce o jani-kowskich bliźniaczkach wiedział już cały szpital, dowiedział się też sam następca tronu Arabii Saudyjskiej, książę Abdullah Ibn Abdulazis al Saud. Książę zgodził się sfinansować nie tylko przelot, badania dzieci, operację, ale też pobyt w Rijadzie ich mamy oraz lekarki z Bydgoszczy - Jolanty Jeżewskiej.
         Do rachunku
         
    - Gościom księcia Abdullaha niczego nie zabraknie - zapewniał ambasador Polski w Arabii Saudyjskiej, Adam Kułach, jeszcze zanim bliźniaczki z Janikowa wyruszyły w drogę do Rijadu. I nie pomylił się.
         Pokój, w którym umieszczono bliźniaczki przed i po operacji, był klimatyzowany, automatycznie dezynfekowany, z regulacją temperatury, wilgotności, z urządzeniami, które elektronicznie dozują leki.
         Wiesława Dąbrowska, razem z dr Jeżewską, zamieszkały w apartamencie, mogły korzystać z restauracji i kawiarni w medycznym centrum. Cokolwiek zamówiły, dopisywane było do rachunku, który pokrywał następca tronu. Gdy chciały wybrać się do Rijadu, choćby na zakupy, dostawały samochód z kierowcą. Przed wyjściem musiały założyć abaje - czarne peleryny (życie w Arabii Saudyjskiej jest zdominowane przez islam, kobiety okrywają się od stóp do głów). Ale i tak były rozpoznawane - ludzie zaczepiali je, życzyli wszystkiego najlepszego.
         Gdy w poniedziałek, 3 stycznia o 5.30 czasu warszawskiego lekarze z Rijadu rozpoczynali operację rozdzielenia Darii i Olgi, każdy ruch chirurgów można było śledzić w internecie i saudyjskiej telewizji. Cały Rijad żył operacją.
         Czuję się odsunięty
         
    - Dotąd nerwy mnie trzymają, tak się przejmowałem - mówi ojciec Darii i Olgi. Operację śledził z Janikowa. Jeżdżąc do pracy widział też, że burmistrz postanowił dotrzymać słowa w sprawie mieszkania, ekipa ruszyła z remontem, żeby zdążyć do powrotu bliźniaczek z Rijadu.
         Wszystko już gotowe. Będzie uroczyste oddanie mieszkania.
         Ale czy on przy tym będzie?
         - Czuję się odsunięty - mówi. - Chciałbym być z dziećmi, ale czarno to widzę.
         Laurki, laurki
         
    W Rijadzie wszyscy byli zachwyceni Darią i Olgą - po operacji bliźniaczki nawet za szybko chciały się wybudzić. Później, w czasie rehabilitacji, robiły łyskawiczne postępy.
         Zdjęcia Darii i Olgi były w gazetach i na wielkich plakatach w mieście. Saudyjskie dzieci przysyłały bliźniaczkom laurki, życzyły zdrowia. W Polsce, z kolei, dzieci malowały laurki dla księcia Abdullaha. Domagały się dla niego Orderu Uśmiechu. W ubiegłym tygodniu Międzynarodowa Kapituła wysłuchała dzieci.
         Z podróży po nowe życie
         
    12 grudnia 2004 - bliźniaczki wraz z mamą i dr Jolantą Jeżewską lecą do Rijadu na badania,
         27 grudnia - lekarze decydują: będzie operacja, jest 70 proc. szans, że się uda,
         3 stycznia 2005 - dziewczynki zostają rozdzielone,
         5 stycznia - otwierają oczy, poruszają nóżkami, to znak, że w czasie operacji rozdzielenia kręgosłupa nerwy nie zostały uszkodzone,
         10 stycznia - mogą siadać, po raz pierwszy każda dostała swoje ubranie i swój fotelik,
         14 stycznia - opuszczają oddział intensywnej opieki medycznej, lekarze zapowiadają, że czeka je 3-miesięczna rehabilitacja,
         8 luty - na weekendy mogą opuszczać szpital, bawią się, raczkują, próbują stawać, lekarze są zachwyceni postępami,
         22 marzec - wracają do Polski, muszą nadal być poddawane rehabilitacji, czeka je zabieg usunięcia sztucznych odbytów.
         

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo