Finalistka Wimbledonu

    Finalistka Wimbledonu

    MAŁGORZATA WĄSACZ

    Gazeta Pomorska

    Gazeta Pomorska

    Jadwiga Jędrzejowska, jedyna Polka, która dotarła do finału turnieju tenisowego w Wimbledonie, do Bydgoszczy przyjechała za głosem serca. I została tu na trzy lata.
    Jadzia słynęła z mocnego uderzenia

    Jadzia słynęła z mocnego uderzenia

         
         
    Henryk Hoffman i Henryk Szewczyk mieli szczęście osobiście poznać naszą mistrzynię. - Nawet podawaliśmy jej piłki podczas treningów! Mieliśmy wtedy 10 i 12 lat. Graliśmy w drużynie młodzików najpierw w Gwardii, a potem w Polonii - wspominają.
         W Bydgoszczy mieszkała w latach 1945-48. Jadwiga Jędrzejowska najpierw grała na kortach przy ul. Staszica, reprezentując barwy Bydgoskiego Klubu Sportowego. Potem występowała w Gwardii, która niedługo stała się Polonią. Gwardia miała swoje korty przy ul. Zamoyskiego 16.
         Dziewczyna od piłek
         
    Jędrzejowska urodziła się w Krakowie w 1912 roku.
    W tenisa zaczęła grać będąc kilkuletnią dziewczynką. W 1927 roku, ta siedemnastoletnia dziewczyna, po raz pierwszy zdobyła tytuł mistrzowski w grze podwójnej i wicemistrzowski w grze mieszanej. Jednak trudno jej było zdetronizować mistrzynię Polski Wandę Dubieńską. Udało jej się to w 1930 roku. Od tego czasu, niemalże nieprzerwanie do 1961 roku królowała w kobiecym tenisie.
         Na podbój Wimbledomu
         
    Jadzia nie miała sobie równych na kortach w wielu państwach europejskich, a także za oceanem. Jednak największym sukcesem w jej karierze było wicemistrzostwo Wimbledonu w 1937 roku. Znawcy tenisa oceniają, że to był najdramatyczniejszy pojedynek w historii tej imprezy. W trzecim secie Polka prowadziła 4:2, ale zawiodły ją nerwy. Wspominała: "Długo płaczę... jeden wewnętrzny głos nakazuje mi szlochać nadal... Lecz drugi głos, wicemistrzyni świata, kategorycznie zaprotestował. Muszę teraz pokazać się w loży dla zawodników, trzeba dowieść, że Polka potrafi z godnością znieść gorycz porażki".
         Polską gwiazdą zachwycano się nie tylko w kraju. Podczas wojny król Szwecji Gustaw V, zaproponował jej spokojne "przeczekanie" tego czasu w neutralnym kraju. Odmówiła. Została w kraju.
         Skromna i miła
         
    - Ona miała ogromną ambicję. Była niezwykle pracowita. Zawsze dążyła do perfekcji. Na korcie spędzała po kilka godzin dziennie, niemal przez siedem dni w tygodniu. Jeszcze więcej trenowała przed jakimiś ważnymi zawodami - wspomina Henryk Hoffman.
         Henryk Szewczyk dodaje: - Zaraz po lekcjach spieszyłem się do domu na obiad. Mama podawała go około godziny 14. Potem szybko biegłem na kort, by popatrzeć, jak trenuje sama mistrzyni. Starsi koledzy mieli zaszczyt odbić z nią kilka piłek.
         Czy sława przewróciła w głowie zawodniczce? - Absolutnie nie! To była skromna i miła osoba. Po wojnie, gdy przeszła do Baildonu Katowice, często spotykaliśmy się z nią przy okazji różnych imprez organizowanych w Katowicach. Zawsze przyjaźnie nas witała i ciepło wypowiadała się o Bydgoszczy. Przecież przeprowadziła się tutaj za głosem serca. Jej mąż, Alfred Galert, był nie tylko znanym miłośnikiem sportu, ale przede wszystkim dyrektorem fabryki "Leo", późniejszej "Kobry" - dodają.
         Jak jeszcze zapamiętają Jadwigę Jędrzejowską? Na pewno jako kawoszkę. Piła kawę za kawą. Lubiła też papierosy. Jędrzejowska zmarła 28 lutego 1980 roku w Katowicach.
         
         

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo