Widziałem tam rakiety

    Widziałem tam rakiety

    Wojciech Mąka

    Gazeta Pomorska

    Gazeta Pomorska

    Marian Gil w 1945 roku miał 11 lat. Wchodził z  kolegami na teren tzw. tajnej Muny na Osowej  Górze. Widział tam kratownicową wyrzutnię i pociski ze

    Marian Gil w 1945 roku miał 11 lat. Wchodził z kolegami na teren tzw. tajnej Muny na Osowej Górze. Widział tam kratownicową wyrzutnię i pociski ze skośnymi skrzydłami. ©Tadeusz Pawłowski

    "Tajna Muna" - tak w czasie wojny bydgoszczanie nazywali część zakładów Luftmuna na Osowej Górze. Dlaczego była pilnie strzeżona, otoczona podwójnym płotem z drutu kolczastego? Marian Gil jako chłopiec wszedł na jej teren w 1945 roku. To opowieść o tym, co tam zobaczył.
    Marian Gil w 1945 roku miał 11 lat. Wchodził z  kolegami na teren tzw. tajnej Muny na Osowej  Górze. Widział tam kratownicową wyrzutnię i pociski ze

    Marian Gil w 1945 roku miał 11 lat. Wchodził z kolegami na teren tzw. tajnej Muny na Osowej Górze. Widział tam kratownicową wyrzutnię i pociski ze skośnymi skrzydłami. ©Tadeusz Pawłowski

         - Znam las od najmłodszych lat - opowiada. - Mieszkałem na Osowej Górze w stuletnim domu moich rodziców. Ojciec był pracownikiem leśnym. Od najmłodszych lat zabierał mnie do lasu. Znałem ten teren doskonale. Z domu do pierwszego płotu Luftmuny było około 400-500 metrów.
         - Mniej więcej od połowy 1944 roku do jesieni - nie był to zbyt długi okres - z lasu, w którym była Luftmuna, w górę coś się wzbijało z hukiem. Pamiętam, że starzy mieszkańcy Osowej Góry bardzo się dziwili, co to mogło być. To coś wystrzeliwano również w nocy.
         - Po wyzwoleniu w 1945 roku, nasz stary dom rozpadł się po eksplozjach na terenie Luftmuny -
    wspomina Marian Gil. - Ojciec zaczął chodzić na Munę po cegły do odbudowy domu. Potem Rosjanie kazali ojcu pomagać przy wywożeniu amunicji z Luftmuny. W tym właśnie czasie weszliśmy z kolegami na teren Muny dwukrotnie.
         - Teren "tajnej Muny" leżał na północy zakładów. Był otoczony dodatkowym płotem. Tory kolejowe podchodziły aż pod skarpę, na której teraz stoją domy osiedla. Na końcu linii znajdował się betonowy plac wielkości 100 na 50 metrów. Pośrodku placu w górę, ale bardziej w poziomie niż w pionie, sterczała kratownica. Widziałem to wyraźnie. Miała może 12-15 metrów szerokości, skierowana na północ. Dół był przykryty plandekami. Nie wiem, czy mogła się obracać na boki, w pionie na pewno. Teraz wiem, że to po prostu była wrzutnia. Okolice otaczały drzewa, na których zawieszono siatkę maskującą.
         - Mniej więcej 80 metrów od placu, w lesie były schrony. Wszystkie były pozamykane oprócz jednego. Weszliśmy tam. Zobaczyłem leżące jedne przy drugim "małe samolociki". Tak to wyglądało. Kadłuby miały długość może 4 metrów, skośne skrzydła. Leżało ich tam 6, może 10. Pamiętam, że się dziwiliśmy - samoloty, ale gdzie kabina pilota? Te pociski były przykryte cienkim materiałem. To musiał być kauczuk. Odcięliśmy kawałki tych pokrowców. Potem mój starszy brat odkrył, że ten materiał rozpuszcza się w benzynie i zaczął nim łatać dętki w kołach rowerowych.
         - Mniej więcej w marcu - kwietniu 1945 roku na teren Muny weszło wojsko -
    opowiada Marian Gil. - Teren zakładów zaczął być strzeżony. Mimo to udawało się tam wchodzić. Nam, dzieciakom, też. Pamiętam, że chcieliśmy wziąć jeszcze trochę tego materiału do łatania dętek. Jeżdżący rower był wówczas skarbem. Udało nam się wejść. Po wyrzutni nie było śladu - plac świecił pustkami. Myślę, że zabrali ją Rosjanie. Pamiętam, że wtedy mnie i moich kolegów złapali wartownicy. Zamknęli w jednym z magazynów. Rano spuścili manto pasami i puścili do domu.
         
    Marian Gil w magazynie widział w Luftmunie nie tylko rakiety. - W jednym w magazynów znaleźliśmy coś co przypominało walce, wysokości może 20 centymetrów. Były wykonane z bakelitu. W środku był jakiś układ elektroniczny i metalowy pierścień. Wewnątrz pierścienia była sprężynka, która uderzała w metal pod wpływem wstrząsów. Pamiętam, że rozbieraliśmy te urządzenia. Potem trochę interesowałem się radiotechniką i próbowałem robić z tych części proste radioodbiorniki. Do tej pory mam w domu jedną z tych części.
         
    Okazuje się, że opis Mariana Gila znakomicie pasuje do niemieckich zapalników bombowych. - Uderzeniowe zapalniki bombowe były najczęściej zapalnikami elektrycznymi ElAz - kondensatorowymi, ładowanymi w chwili wyczepienia bomby z zamka. Miały z reguły 2-3 obwody odpowiadające różnym nastawom zapalnika - mówi Grzegorz Płoński , jeden z najlepszych w kraju znawców niemieckiej broni rakietowej. - Każdy obwód wyposażony był w zamocowaną na jednym końcu sprężynkę otoczoną pierścieniem kontaktowym - uderzenie bomby zamykało obwód, co powodowało zapłon spłonki elektrycznej.
         
    ***
         
    Luftamunitionsanstalt 1/II Bromberg - Zakład Amunicji Przeciwlotniczej 1/II znajdowały się na Osowej Górze, niedaleko ul. Grunwaldzkiej. W 1942 roku zbudowano tzw. tajną Munę. Znajdowała się na północ od istniejących zakładów. "Muna" pracowała do stycznia 1945 roku. Obecnie na terenie "tajnej Muny" znajduje się jednostka wojskowa.
         

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo