W domu u kata

    JOANNA GRZEGORZEWSKA

    Gazeta Pomorska

    Gazeta Pomorska

    Są zagubione, nie potrafią nawiązać kontaktu z otoczeniem. Czują się winne i niekochane. Mają stany depresyjne i leki. Bite dzieci są inne - bardziej bierne albo bardziej agresywne.
         
         
    Dzieci bite mają zaburzenia emocjonalne, zaburzenia pamięci, koncentracji uwagi. Brak poczucia realności. Bite są najczęściej w domu, czyli w miejscu, w którym rodzic czuje się bezkarnie. Ale bezkarnie może się czuć też na ulicy. Bo czy ktokolwiek zwróci uwagę matce, która bije dziecko przed sklepem?
         ***
         ŁÓDŹ. W drugiej połowie stycznia w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki pojawia się 3,5-miesięczny chłopczyk z tak poważnymi obrażeniami głowy, że zagrożone jest jego życie.
    Dziecko trafia na stół operacyjny. W tym czasie na korytarzu czeka jego ciocia. To ona przywiozła chłopczyka do szpitala, kiedy podczas wizyty w domu brata zauważyła, że dziecko jest dziwnie sine. Oprócz kobiety w szpitalu jest - przez chwilę - jej brat i jednocześnie ojciec chłopca. Przez chwilę, bo po jakimś czasie znika. Policja znajduje go po kilku godzinach w pubie. Mężczyzna jest pijany.
         Prokuratura może postawić 30-letniemu mężczyźnie zarzut spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu zagrażającego życiu dziecka. A matka? Popełniła samobójstwo miesiąc wcześniej.
         GŁOGÓW. Na początku roku Prokuratura Rejonowa oskarża Andrzeja S. o skatowanie swojego dziecka - trzytygodniowego noworodka, który w wyniku pobicia zmarł. Pijany mężczyzna uderzył synka tępym narzędziem, bo obudził się w nocy z płaczem. Matce nie udało się powstrzymać męża. Mogła tylko wezwać karetkę.
         Chłopczyk trafił na intensywną terapię do szpitala. O życie noworodka walczono przez kilka godzin. Bez skutku. Ojciec, karany wcześniej za znęcanie się nad rodziną, został aresztowany, ale nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że urazy czaszki spowodowali... lekarze.
         SZCZECIN . Do Sądu Okręgowego w Szczecinie trafił akt oskarżenia w sprawie zabójstwa - ze szczególnym okrucieństwem - czteromiesięcznego chłopca. Dramat wydarzył się w lutym 2004. Katować niemowlaka miał jego ojciec - 28-letni Grzegorza M. Sadysta wielokrotnie bił chłopca, co spowodowało m.in. złamanie kości czaszki, żeber, nogi w kilku miejscach i stłuczenie mózgu. Obrażenia spowodowały śmierć dziecka. Matkę - 31-letnią Elżbietę P. - prokuratura oskarżyła o to, że nie próbowała powstrzymać ojca, nie wezwała lekarza. A - nawet - sama znęcała się nad niemowlęciem. Zostawiła go bez opieki w domu skrępowanego pieluchą, a w ciągu dnia układała pod żarówką. Żeby nie spało. Sąsiedzi często słyszeli, że Elżbieta M. krzyczała do męża, by "uspokoił tego bachora, bo ona nie może wytrzymać tych wrzasków". Policja po wizji lokalnej w domu kata odnotowała, że na ścianach, pościeli i ubraniach podejrzanego wszędzie, po prostu wszędzie jest krew. Krew dziecka.
         ***
         Jeden klaps... Najpierw jeden klaps, później drugi, a jeszcze później kabel od żelazka. Według statystyk Komendy Głównej Policji każdego roku zgłaszanych jest coraz więcej przypadków przemocy w rodzinie - w 2003 roku było to blisko 140 tysięcy, z czego 94 procent ofiar to kobiety i dzieci! Co trzecie zabójstwo popełnione w Polsce jest skutkiem konfliktu w rodzinie. I jeśli to klapsy dają początek złemu, to tych klapsów trzeba zakazać rodzicom - tak pomyśleli urzędnicy z biura pełnomocnika rządu do spraw równego statusu kobiet i mężczyzn. I przygotowali projekt ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, w którym znalazł się - między innym - zakaz bicia dzieci. Rząd ten projekt przyjął.
         W projekcie przeczytamy, że ani ojciec, ani matka nie mają prawa obdarzać dziecka epitetami w rodzaju "ty gnojku" bądź "ty darmozjadzie". Po drugie - nie mogą wyżywać się fizycznie na swoich latoroślach. W ubiegłym tygodniu odbyło się pierwsze czytanie projektu i... w Sejmie zawrzało. Poseł Tadeusz Cymański (PiS) i Andrzej Mańka (LPR) grzmieli z mównicy: - Zapis taki pozbawia rodziców zapisanej w kodeksie rodzinnym władzy rodzicielskiej! A jedna z posłanek w telewizyjnym wywiadzie przyznała, że sama sprawiała swoim dzieciom lanie i nie widzi w tym nic złego. A wręcz przeciwnie, jej synowie wyrośli na porządnych ludzi. - Od porządnego klapsa jeszcze nikt nie umarł - przekonywała.
         Zgoda - od jednego klapsa dziecku nic nie będzie. Z drugiej strony - do szpitala trafiają dzieci z połamanymi żebrami, wewnętrznymi krwiakami, wylewami, pękniętą czaszką albo rozerwanym kroczem. I czy znajdzie się ktoś, kto na swoje sumienie weźmie stwierdzenie, że to "co innego", że to "tylko" "patologia", że żaden klaps tu nie zawinił? Dane są zatrważające - 80 procent polskich rodziców akceptuje kary cielesne, a około 60 procent uważa, że w ostatnich latach zjawisko krzywdzenia dzieci w naszym kraju nasiliło się!
         Kto bije? Wszyscy. Bez różnicy na pochodzenie, status majątkowy czy wykształcenie. A aż 56 procent Polaków uważa, że rodzice zbyt rzadko wymierzają dzieciom kary cielesne! Tylko 15 procent twierdzi, że dzieci są zbyt często bite. I co z tym fantem zrobić? Interweniować. Ale jak, kiedy rodzice mówią: "nikt mi nie będzie mówił, jak mam wychowywać dziecko!"? Jak, kiedy tylko 10 procent specjalistów pracujących z dziećmi uważa, że należy interweniować, gdy dziecko jest karcone klapsem? Co innego bicie pasem, innymi przedmiotami czy ręką w twarz - tu już na reakcje osób postronnych zgodziłoby się 83,5 procent fachowców, a prawie wszyscy w przypadku wykorzystywania seksualnego. Jeśli więc fachowcy tak myślą, to nie należy chyba innego myślenia wymagać od rodziców.
         Pomysłodawcy projektu ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie są jednak pewni: - Chodzi o to, żeby nie uczyć dzieci rozwiązywania wszelkich konfliktów i nieporozumień w rodzinie siłą i upokarzaniem młodego człowieka - tłumaczyła Izabela Jaruga-Nowacka, po tym, jak rząd przyjął projekt ustawy. - Chcemy, by ten przepis zmienił nasze obyczaje, szczególnie gdy 80 procent Polaków przyznaje się, że bije swoje dzieci. W Sejmie dodała: - Polska nie może być dłużej krajem, gdzie przemoc wobec dziecka jest traktowana jako środek wychowawczy!
         W rezultacie - po wielogodzinnej kłótni w Sejmie - posłowie projektu ustawy nie odrzucili, jak chcieli tego politycy z PO i PiS, lecz skierowali ją do komisji.
         ***
         Prawny zakaz stosowania kar fizycznych i wszelkich form poniżania dzieci obowiązuje w Anglii, Chorwacji, na Cyprze, w Danii, Finlandii, Łotwie, Niemczech, Norwegii, Szwecji i we Włoszech. Rodzice nie tylko nie mogą dzieci bić w jakąkolwiek część ciała, ale i używać wyzwisk, lżyć swoje pociechy. Przepisy te wymienione kraje wprowadziły zanim Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy przyjęło w 2004 r. rekomendację zalecającą wydawanie takich zakazów.
         - Kara za klapsy? - zastanawia się Ewa Rachuta z bydgoskiego Centrum Pomocy Rodzinie "Przeciw Przemocy - Wyrównać Szanse". - Będziemy się mylić, będą afery. Będziemy musieli się dużo nauczyć... Trudno określić granicę miedzy karaniem wychowawczym a przemocą.
         ***
         Jeden klaps... Czy jeden klaps można uznać za przemoc fizyczną? - Za każdym razem, kiedy rodzic wykorzystuje swoją siłę i sprawia ból dziecku, mówimy o przemocy. Dziecko nie może się obronić. Rodzic jest dorosły, silniejszy i ma przewagę - tłumaczy Ewa Rachuta. I co z tego - mógłby ktoś zauważyć. Ból minie, dziecko zapomni. No, może zapamięta, że nie wolno palić papierosów, nie wolno pyskować, zbijać ulubionego wazonu mamy, wylewać herbatę na gazetę ojca, przeszkadzać, kiedy śpi... - Dziecko tego nie rozumie, dlaczego - mama, ojciec, babcia, czyli osoby, które dziecko kocha - robią mu krzywdę, dlaczego je poniżają. Zapamiętują tylko, że najłatwiejszym sposobem na załatwienie problemu jest użycie siły. Zapamiętują i same biją inne dzieci. Te słabsze. Niektórym rodzicom wydaje się, że dobre lanie jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Błąd! Niektórym, że bije się dzieci dla ich dobra. To bzdura! Rodzice biją dzieci, bo nie chce im się inaczej rozwiązać problemów, bo nie mają czasu na rozmowę, bo nie umieją rozmawiać. Nie mają argumentów - i biją. Mają problemy - biją. To najprostszy i najprymitywniejszy sposób na wyładowanie złości. I winą obarczają dziecko, szukają racjonalnego wytłumaczenia dla swojego nieracjonalnego zachowania. Mówią: to dziecko jest winne, bo było niegrzeczne. A winny jest ojciec i matka. Bo nie są przygotowani do roli rodziców.
         ***
         RADOM. Zarzut zabójstwa 2-letniej Julii postawiła Prokuratura Okręgowa w Radomiu ojcu dziecka - Norbertowi B. Dziewczynka zmarła w wyniku pobicia. Miała złamany mostek i wszystkie żebra, co spowodowało ostrą niewydolność oddechową. Policja znalazła zwłoki Julii - po miesiącu poszukiwań - w żwirowisku z wodą, w plecaku turystycznym, do którego Norbert B. - drutem kolczastym - przymocował cegłę. I znalazła tylko dlatego, że matka pod naciskiem babci zgłosiła policji zaginięcie. 23-letnia kobieta zgłosiła zaginięcie wiedząc, że córka nie żyje.
         BIELSKO-BIAŁA. Przed sądem Rejonowym w Pszczynie odpowiedzą rodzice skatowanego w sierpniu niemowlęcia z Czekoło Bielska-Białej. Pięciomiesięczna Angelika trafiła do szpitala w bardzo ciężkim stanie. Lekarze stwierdzili uraz głowy i obrzęk mózgu. Dziecko było nieprzytomne, ledwie oddychało, miało drgawki. Na głowie dziecka lekarze odkryli też dawne obrażenia. Angelika przeżyła. Cudem.
         Niespełna dwa tygodnie przed pobiciem Angeliki do bielskiego szpitala trafił ze złamaną kością czaszki dwuletni Jaś, braciszek dziewczynki. Ojciec Jasia tłumaczył wówczas, że chłopiec spadł z betonowych schodów.
         Ewa Rachuta: - Nie wiedzieć dlaczego rodzice traktują dzieci jak swoją własność, nie widząc w nich człowieka. Rodzic ma się nim opiekować. Bo rodzicielstwo to nie władza.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo