Ja, liberał lewicowy

    Ja, liberał lewicowy

    Rozmawiał Adam Willma

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Rozmowa z wicepremierem JERZYM HAUSNEREM
         - Rynek pracy w Polsce to Warszawa, a później długo, długo nic. Ma pan jakiś realny pomysł na rozparcelowanie tego dobra?
         - Jesteśmy społeczeństwem osiadłym, nie przyzwyczajonym do wędrowania za pracą. Z jednej więc strony musimy działać na rzecz zwiększania naszej mobilności, tak byśmy umieli znaleźć pracę tam gdzie ona czeka, ale z drugiej strony - i to jest znacznie trudniejsze zadanie - spowodować by praca przychodziła do ludzi.
    Obecnie impulsy rozwojowe, a takimi jest powstawanie nowych firm, przyjście nowych inwestorów czy otwieranie nowych zakładów usługowych, ulokowane są głównie w aglomeracjach. W przyszłości i to bliskiej powinny przenosić się do ich otoczenia, małych miasteczek i wiosek.
         Mamy nadmierne przekonanie o roli państwa w tym zakresie, a zwłaszcza możliwości działania rządu. Samym skutecznym rozwiązaniem nie są jednak tylko nowe ustawy czy przepisy, te mogą jedynie ułatwiać prowadzenie działalności gospodarczej. Dużo większy wpływ na rozwój mają lokalne i regionalne siły. Są w Polsce takie miejsca, że choć znajdują się w regionach strukturalnego bezrobocia, to tam lokalne bezrobocie jest niskie. I nie chodzi mi o miejscowości, z których ludzie wyjeżdżają na przykład do pracy w Belgii. Rząd może tworzyć warunki, ale nie miejsca pracy. Niestety, ulegamy złudzeniu rodem z PRL-u, że miejsca pracy tworzy państwo, rząd, minister. To władze lokalne muszą umieć pobudzać przedsiębiorczość. Jeśli to czynią, to miejsca pracy powstają, jeśli nie, to tych miejsc nie ma. Młodzi ludzie muszą także znacznie poważniej rozważyć samozatrudnianie czy założenie własnej firmy.
         - Łatwo tak mówić z warszawskiej perspektywy, tymczasem w regionach mamy do czynienia z regularnym "odsysaniem" lokalnych przedsiębiorstw przez stolicę.
         - Ale co te firmy przenoszą do Warszawy? Wyłącznie swoje centrale.
         - I podatki.
         - Tak, ale nie przenoszą na ogół do Warszawy swojej działalności. Oczywiście, że władze lokalne nie mają wtedy dochodów z lokalnych podatków. Ale może należy zapytać, dlaczego nie starają się tych firm zatrzymać? Dlaczego nie tworzą odpowiedniego klimatu? Dlaczego są bierne?
         - Już widzę wściekłość burmistrzów i wójtów, którzy czytając pana słowa czują się dotknięci. Znam wielu samorządowców, których pan w tym momencie krzywdzi.
         - A ja pokażę panu dziesiątki miejsc w kraju, które sam odwiedzałem, doradzałem, w których lokalne władze poprzez konsekwencję i wieloletni upór uporządkowały sprawy własności terenów, infrastruktury, przekonały radnych, że trzeba obniżyć podatki lokalne dla inwestorów. Ci ludzie stworzyli obszary inwestycyjne, w porozumieniu z organami rządowymi szukają inwestorów, ale przede wszystkim wkładają w to własny wysiłek. Jeśli ktoś inny tego nie czyni, tylko się wścieka, to niech ma pretensje do siebie. Ja mogę powiedzieć, że uelastyczniłem prawo pracy, obniżyłem podatki, uzyskałem pobudzenie przedsiębiorczości. Próbuję w tej chwili uprościć przepisy dotyczące inwestowania, ale napotykam w tym względzie opór... samorządów, które chciałyby pozostawić skomplikowany, uznaniowy, korupcjogenny system, w którym urzędnicy będą decydować, w jakim terminie wydać zezwolenie. Jakie mam jeszcze instrumenty w ręku? Ja nie stoję na czele struktury administracyjnej, która idzie od góry do dołu. Nie podlegają mi urzędy pracy, więc nie można mieć o ich działalność pretensji do mnie, ale do starostów czy marszałków województw.
         - Ludzie, którzy są petentami w tych urzędach mają prawo czuć się zdezorientowani. Do tej pory mówiono im, że podstawą jest wzrost gospodarczy, a z nim nadejdą nowe miejsca pracy. Tymczasem wzrost nadszedł, a bezrobocie wcale nie spada.
         - Po pierwsze - tak nie mówiłem. Ministrem pracy i polityki społecznej zostałem w roku 2001 i powiedziałem na samym początku, że wiara w to, że instrumentami jakie posiada minister pracy, można naprawić sytuację, musi ustąpić miejsca realizmowi. Przez aktywizowanie bezrobotnych możemy ledwie neutralizować zjawisko. Przygotowałem program "Pierwsza Praca" i nikt nie kwestionuje, że ten program przynosi częściowe efekty. Uruchomiliśmy wiele innych programów dając dodatkowe pieniądze Urzędom Pracy. Zmieniłem prawo pracy, zmieniłem ustawę o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Powiedziałem, że najwcześniej bezrobocie będzie spadać na przełomie 2002-2003 roku i to bardzo wolno. Teraz mówię, że ten proces będzie przyspieszać, ale nie z dnia na dzień i nie w sposób powszechnie odczuwalny.
         - Kto ten spadek bezrobocia odczuje?
         - Będą miejsca w kraju, tak jak Warszawa, w której relatywnie łatwo będzie znaleźć pracę i będzie warmińsko-mazurskie, gdzie z tą pracą będzie ciężko. Ale nawet w tym województwie znam dziś przedsiębiorców, którzy skarżą się na brak pracowników. Część z nas nauczyła się żyć w systemie osłon socjalnych, bez legalizowania zatrudnienia, żyć z dnia na dzień, "zaczepić się". Ale część podejmuje ryzyko - podnoszenia kwalifikacji, bycia aktywnym. Niestety, wielu nie chce ryzyka, chce żeby państwo rozwiązało im ten problem. A to państwo nie może i nie powinno tego robić, bo zabijałoby w ten sposób rozwój gospodarczy.
         - Mówi pan jak liberał.
         - Jeżeli to, co powiedziałem, to jest podejście liberalne, to owszem - w tej sprawie mówię jak liberał. Nie widzę żadnego powodu, żebym miał się tego wyrzekać.
         - Czyli Władysław Frasyniuk mówiąc, że "Hausner nie jest człowiekiem lewicy, ale człowiekiem o liberalnych poglądach" ma rację?
         - W bardzo wielu sprawach mam liberalne poglądy, a mimo to uważam się za człowieka lewicy.
         - Jak blisko panu do ministra w rządzie AWS Janusza Steinhoffa?
         - Dzieli nas duży dystans, który w pewnych warunkach może być dystansem przekraczalnym. Pan Steinhoff jest dziś zaangażowany w swoją własną inicjatywę polityczną. Jeśli dojdzie do wniosku, że ta inicjatywa jest mało pojemna i zechce pomyśleć o budowaniu czegoś w szerszym gronie, to nie widzę powodu, żeby taką rozmowę podjąć. Pan Steinhoff był dobrze ocenianym ministrem gospodarki i kompetentnym człowiekiem. Dużo wcześniej mówiłem, że zrobił wiele pożytecznych rzeczy w gospodarce, niektóre z nich chciałbym kontynuować. Przede wszystkim był pierwszym ministrem gospodarki, który przesuwał akcenty w polityce gospodarczej w kierunku rozwoju, wzrostu i przedsiębiorczości mikroekonomicznej. Przypuszczam, że bardzo wiele rzeczy nas z panem Steinhoffem różni, jeśli chodzi o życiorys i przekonania, ale w sprawach gospodarczych mamy wiele wspólnego. Dziś mogę powiedzieć, że po panu Steinhoffie przejąłem dobre przedsięwzięcia w dziedzinie górnictwa, które - z pewnymi korektami - kontynuuję. Czy z tego na tym budować coś więcej? Nie wiem.
         - A jednak o rządzie AWS, a zwłaszcza jego schyłkowym okresie wypowiadał się pan bardzo krytycznie.
         - Owszem. Dziś uważam, że parlament powinien wcześniej zakończyć kadencję, bo boję się, że stanie się to, co w roku 2001. W schyłkowym okresie Sejm uchwalał bardzo wiele złych ustaw, których mniejszościowy rząd nie był w stanie powstrzymać. Trwanie parlamentu, w którym nie ma politycznego uporządkowania, jest niebezpieczne dla gospodarki. Pojawiają się projekty szkodliwe dla państwa i dla gospodarki. Jeśli krytycznie wypowiadam się o schyłkowym okresie rządów AWS, to mam na myśli nie sam "rząd", ale "rządy AWS". To nie jest uwaga adresowana do pana Steinhoffa, ale do jego formacji. Potrafię wyciągnąć wnioski z tamtej sytuacji, dlatego - jeśli widzę, że to samo dzieje się z SLD - muszę wyrazić sprzeciwić.
         - Czy w nowym parlamencie znajdzie się miejsce dla lewicy?
         - Zapewne. Ale czy będzie to reprezentacja ludzi o lewicowych przekonaniach, w to wątpię.
         - A w których ławach w Sejmie znajdzie się miejsce dla Jerzego Hausnera?
         - Ja wcale nie wiem, czy będę kandydował. Jestem pierwszy raz w parlamencie. Kandydowałem w szczególnej sytuacji, po śmierci Andrzeja Urbańczyka. Na tydzień przed zamknięciem list wyborczych koledzy szukali kogoś ze znanym nazwiskiem w Krakowie. Zwrócili się do mnie, bo miałem ich zdaniem największe szanse. Zgodziłem się po dużych oporach. Miejsce w parlamencie nie jest dla mnie życiowym celem i marzeniem.
         - Scenariusz, w którym Jerzy Hausner reprezentuje partię centrową jest do zaakceptowania?
         - Jeżeli miałbym angażować się w politykę, to tylko wtedy, jeśli powstanie na polskiej scenie politycznej nowa wartość, prawdziwa zmiana. Jeśli dostrzegę, że jakaś grupa myśli podobnie, to będzie to argument do zaangażowania. SLD w obecnej formie nie przynosi polskiej polityce tych korzyści, które powinny przynosić partie. Coraz więcej mnie z tą formacją dzieli, niż łączy. Szanuję wiele osób, które nadal są w SLD, przyglądam się, jak sobie poradzą ze swoim problemem. Z tymi ludźmi nie przekreśliłem więzi, ale z ugrupowaniem owszem.
         - Czy Mazowiecki, Frasyniuk, Steinhoff to już "nowa wartość"?
         - Wyobraźmy sobie, że cztery osoby zabierają głos w ważnej dla państwa sprawie. Czy to jest coś nowego? Czy to jest zjawisko, którego dotąd nie było w polskiej polityce? Czy z takich głosów można coś zbudować? Nie wiem. Być może.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo