Szprycowanie butów

    Hanna Walenczykowska

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Szprycowanie butów

    ©Jarosław Pruss

    Kamienica, w której działa Savoy" miała kiedyś inny charakter - był w niej warsztat szewski .
    Szprycowanie butów

    ©Jarosław Pruss

         W centrum Bydgoszczy, od ńca XIX wieku adresy zmieniano kilkakrotnie. Wszystko wskazuje jednak na to, że historia dwóch różnych kamienic dotyczy jednej, tej, w której dziś mieści się "Savoy".
         Otóż, w domu przy pl. Teatralnym 6 (wcześniej prawdopodobnie numer 3 oraz pl. Zwycięstwa 6) znajdował się mechaniczny warsztat szewski bydgoskiej filii Polskiej Spółki Obuwia "BATA" S.A.
    z Poznania. Wśród niezliczonej liczby akt, zgromadzonych w Państwowym Archiwum zachowały się dokumenty mówiące o tym, jak organizowano w suterenie produkcję butów. Kamienica ta miała wówczas 4 piętra oraz użytkowe poddasze. Opowieść rozpoczynamy od 1933 roku.
         Ubikacja ogrzewana elektrycznie
         
    W imieniu poznańskich właścicieli, Józef Kruba, kierownik mechanicznego warsztatu szewskiego Polskiej Spółki Obuwia Bata S.A. wystąpił do Prezydenta Bydgoszczy z prośbą o wydanie pozwolenia na rozpoczęcie działalności. Informował, że 5 pracowników reperować ma około 40 par butów dziennie. "Pomieszczenia oświetlone zostaną dziewięcioma lampami elektrycznymi. W warsztacie ubikacja będzie ogrzewana elektrycznie oraz zamontowany zostanie wchłaniacz pyłu."
         
    Józef Kruba wymienił także urządzenia, które zamierzał zainstalować, np.: "jedną maszynę do szycia, pięć stojaków szewskich oraz aparat do szprycowania." Pozwolenie nie zostało wydane. Inspektor Pracy 54 Obwodu inż. S. Napierkowski zgłosił swoje zastrzeżenia i napisał, że należy: "przeprowadzić dochodzenie komisyjne celem ustalenia czy warsztat mechaniczny może wogóle być urządzony." Wszelkie dokumenty wraz z odwołaniem firmy, zostały przesłane do Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu. Inspektor Pracy nie doczekawszy się odpowiedzi, wystąpił z drugim, ponaglającym urzędników pismem. Wreszcie Urząd Wojewódzki udzielił dyspensy od wspomnianych przepisów. Miesiąc później Inspektor Pracy zgodził się i wydał pozwolenie. Przedstawił jednak dodatkowe warunki m.in.: "nakazuję utrzymywanie czystości, zorganizowanie szatni dla pracowników, osobnego ustępu dla kobiet." Zatwierdzenie projektu nastąpiło 22 listopada 1933 roku. Do powyższego dodano jeszcze, że: "należy zabezpieczyć pasy transmisyjne oraz ruchome, a przy zatrudnieniu 5 kobiet przygotować osobne urządzenia dla nich; apteczkę podręczną z niezbędnemi środopatrunkowemi i poustawiać spluwaczki". Wreszcie stwierdzono, że warsztat szewski może rozpocząć swoją działalność.
         Bezprawne zajęcie
         
    Natomiast kamienica przy ul.: Jagiellońskiej 3/4, Marszałka Focha 32/34, Herman Gering Str. 3/5, Wilhelmstrasse 3/4 "mieściła" magazyn dachówek, kaplicę prawosławną i fabrykę pończoch. Przed 1875 rokiem w budynku znajdowały się pomieszczenia fabryczne, ale naszą opowieść rozpoczniemy w styczniu 1929 roku, od pożaru. Sekwestrator sądowy starszy sekretarz Władysław Herburtowski zarządził odbudowę dachu oraz części mieszkań. Najwyższe kondygnacje budynku strawił bowiem ogień. Urząd Miejski Wydział Bezpieczeństwa i Porządku informował sekwestratora: "... ponieważ na piętrze i parterze tegoż budynku zamieszkują jeszcze lokatorzy, którym podczas deszczu leje się do mieszkań i grozi im niebezpieczeństwem zarwania się sufitów, wzywamy do obudowy..."
         Noc pod parasolem
         
    W bydgoskich gazetach relacjonowano: "woda takiemi strumieniami dostaje się do mieszkań, że w czasie trwania deszczu mieszkańcy domu muszą chronić się pod parasolami. O spoczynku nocnym nie ma mowy, gdyż przede wszystkiem trzeba chronić pościel i inne rzeczy." W marcu 1929 roku wystąpiono o pozwolenie na odbudowanie budynku. W lipcu 1929 r. architekt R. Łaganowski informował Komendanta Policji Państwowej o tym, że na pierwszym piętrze: "w mieszkaniu p. Krausego z powodu wilgoci po pożarze musi być bezwzględnie przeprowadzony remont, proszę o łaskawe usunięcie p. Krausego. Remont bezwzględnie jest potrzebny, gdyż na ścianach jest gruba pleśń, a tynk z sufitów spaduje i grozi bezpieczeństwem mieszkańców". Urząd nakazał Hermanowi Krau semu "natychmiastowe opuszcze nie mieszkania", lecz on tego nie uczynił. Nie wyprowadził się i sam wyremontował mieszkanie. We wrześniu 1929 r. inspektor stwierdził: "opróżnienie mieszkania jest niepotrzebne." Dom ze zgliszczy odbudowywano w marcu 1930 r. Mniej więcej w tym samym czasie do policji budowlanej wpłynęło pismo od Bydgoskiego Bractwa Prawosławnego. Proszono o pozwolenie na usunięcie słupa znajdującego się w kaplicy. Właścicielem domu był wówczas Pankau. - "Pierwotnie była tam składnica dachówek, które obecnie usunięte zostały i wobec tego warsztat tapicerski nie przedstawia takiego ciężaru. Po usunięciu słupa wytworzy się więcej miejsca w naszej kaplicy" - napisali przedstawiciele Bractwa. Pozwolenia nie otrzymali...
         

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo