Grudniowy ranek

    Hanka Sowińska

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Solidarność" była, jest i będzie, i żadna siła nie obali tego związku" - mówił w niedzielę, 13 grudnia 1981 r., biskup Jan Michalski, sufragan gnieźnieński, święcąc w jednym z bydgoskich kościołów sztandar NSZZ "S" z zakładu "Unitra-Eltra". O północy z 12 na 13 grudnia władze PRL wprowadziły stan wojenny na całym terytorium kraju.
         "
         Tamtej grudniowej nocy skończył się "polski festiwal wolności", zapoczątkowany sierpniowym strajkiem w Stoczni Gdańskiej w 1980 r. Autorzy stanu wojennego uzasadniali jego ogłoszenie niebezpieczeństwem przejęcia władzy przez "Solidarność". Stan wojenny miał być "mniejszym złem" i ratunkiem przed interwencją wojsk radzieckich. Historycy odrzucają tę tezę, uważając ją za nieprawdziwą. Gen. Wojciech Jaruzelski uważa niezmiennie, że 13 grudnia "ocalił Polskę przed wielowymiarową katastrofą".
         - Nie było podstaw prawnych do ukonstytuowania się Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego. Również internowania były aktem bezprawia - mówił podczas ubiegłorocznej sesji historycznej w Bydgoszczy, zorganizowanej w 22. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego Mieczysław Góra, prokurator Instytutu Pamięci Narodowej.
         Głuchy telefon
         
    Dzieci, które niedzielny poranek zwykle spędzały przed ekranem telewizora, były zdziwione. 13 grudnia w TVP zabrakło ich ulubionego programu - "Teleranka". Maluchy nie mogły też zrozumieć, dlaczego rodzice są tacy podenerwowani, co stało się, że w domu milczy telefon.
         Takie były pierwsze godziny stanu wojennego, który oficjalnie trwał do 22 lipca 1983 r. Pół roku wcześniej, w grudniu 1982 r. został zawieszony.
         Liczenie ofiar
         
    Jedną z najtragiczniejszych konsekwencji stanu wojennego były ofiary śmiertelne. Ówczesne władze zapewniały, że było ich kilkanaście. Inne liczby ustaliła sejmowa komisja nadzwyczajna, która pracowała na przełomie 1989/1991; ustaliła, że w skutek stanu wojennego śmierć poniosło prawie 90 osób.
         Inne, dramatyczne konsekwencje 13 grudnia to tysiące uwięzionych (w miejscach odosobnienia czyli tak zwanych "internatach" przebywało 10 tysięcy osób; dziś wiemy, że władze utworzyły 52 ośrodki internowania). Wielu zwolniono z pracy i zmuszono do emigracji.
          Strajki zakazane
         
    Z innych rygorów, bardzo dokuczliwych, które niewątpliwie musiały mieć wpływ na losy wielu ludzi trzeba wymienić: zamknięcie granic, ograniczenie swobody poruszania się po kraju, godzinę policyjną i militaryzację zakładów pracy.strajków, działalności związkowej i społecznej. Zawieszono naukę w szkołach i uczelniach.
         W nocy z 12 na 13 grudnia internowano Lecha Wałęsę, wówczas przewodniczącego NSZZ "Solidarność" i wielu członków Komisji Krajowej. Z bydgoskich działaczy"S" do ośrodków odosobnienia trafił m.in. Jan Rulewski (czytaj sonda "Na każdy temat") i Antoni Tokarczuk.
         Tragedia, największa w okresie stanu wojennego, miała miejsce w kopalni "Wujek", gdzie 16 grudnia Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej (ZOMO) spacyfikowały kopalnię. Zabito 9 górników.
         Mobilizacja siły
         
    Bydgoszcz o poranku 13 grudnia była wyludniona. Dopiero w porach mszy świętej zapełniły się kościoły i ulice. Widok wozów opancerzonych i czołgów robił przygnębiające wrażenie.
         - Nie można powiedzieć, że w mieście nic się nie działo, a SB skupiła się na likwidacji bimbrowni -
    mówi dr Tomasz Chinciński z Delegatury IPN w Bydgoszczy.
         Z raportu szefa ówczesnej milicji Józefa Kozdry: "Pełna mobilizacja naszych sił i środków pozwoliła na osiągnięcie sytuacji, w której nie notowano na terenie województwa zbiorowego zakłócenia bezpieczeństwa i porządku publicznego".
         Chcieli nastraszyć
         
    Władzom udało się zmobilizować ormowców; w Bydgoszczy, było ich 14 tysięcy. Tysiąc każdego dnia patrolowało ulice, trzy tysiące trafiło do zakładów pracy. Zmobilizowano również emerytów MO, SB i wojska, którzy zaangażowali się w utrzymanie porządku.
         - Urządzano codziennie demonstrację siły. 14 grudnia na ulicach pojawili się umundurowani funkcjonariusze z armatkami wodnymi. To miało wzbudzić strach w społeczeństwie.Tym jednak nie rozbito by opozycji bydgoskiej. Uczyniono to pierwszego dnia - 13 grudnia internowano 40 osób, w tym trzy w Gdańsku, dziewięciu nie udało się zatrzymać - mówi dr Chinciński.
         

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Pomorska.pl poleca

    Wideo